miniatura

„A gdy przyszli na miejsce, zwane Golgota, co znaczy Miejsce Trupiej Czaszki, dali mu do picia wino zmieszane z żółcią; i skosztował je, ale nie chciał pić. A gdy go przybili do krzyża, rozdzielili szaty jego, rzucając o nie losy, po czym usiedli i pilnowali go tam. I umieścili nad jego głową napis z podaniem jego winy: Ten jest Jezus, król żydowski. (…) A około dziewiątej godziny zawołał Jezus donośnym głosem: Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”.
Mt 27,33-37.46

Czy wiecie, jakich lekarstw najwięcej sprzedaje się w aptece? Leków przeciwbólowych, w które my, Polacy, zaopatrujemy się w hurtowych wręcz ilościach. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, są dostępne bez recepty. Sami bawimy się w lekarza i decydujemy, co będzie dla nas najlepsze i w jakiej dawce. Po drugie, nie lubimy, gdy nas coś boli. Gdy pojawia się ból: głowy, zęba itp., automatycznie sięgamy po tabletkę. Lekarstwa uśmierzają ból na chwilę, ale nie likwidują jego przyczyny. My jednak nie lubimy cierpieć. Gdy odczuwamy ból, jesteśmy w stanie zrobić wiele, by on minął.

Jezus Chrystus. Bóg, który „przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to do śmierci krzyżowej” (Flp 2,7-8).

Czy Jezus Chrystus odczuwał ból? Czy czuł ból, gdy żołnierze przebijali gwoździami Jego dłonie? Czy czuł ból korony cierniowej, którą włożono Mu na głowę? Czy czuł ból podczas biczowania? Tak. Na każde z tych pytań odpowiedź jest twierdząca! Jezus odczuwał fizyczny ból, cierpiał, gdy był biczowany, kiedy wkładano Mu koronę cierniową na głowę, kiedy Go przybijano do krzyża. To nie była inscenizacja!

Jezus Chrystus mógł zlikwidować ból, może nie za pomocą tabletki, ale sprzeciwiając się takiemu traktowaniu: „Dosyć! Stop! Przecież żadnej winy nie popełniłem! Dlaczego mam tak cierpieć?!”.

A jednak nie czyni tego. Idzie dalej drogą niewyobrażalnego bólu i cierpienia. Idzie tą drogą dla każdego z nas, bo wie, że na jej końcu jest zmartwychwstanie.

Ale zanim Jezus Chrystus zmartwychwstał, przeszedł przez ogromne cierpienie. O tym także powinniśmy pamiętać. Ból ranił nie tylko Jego ciało, ale także serce. Pomyślmy tylko: wszystko Go boli. Ciernie wbijają się w głowę, dłonie pękają od gwoździ, całe ciało płonie z bólu po biczowaniu… I pośród tego cierpienia słyszy słowa: „Ty, który rozwalasz świątynię i w trzy dni ją odbudowujesz, ratuj siebie samego, jeśli jesteś Synem Bożym, i zstąp z krzyża” (Mt 27,40). I jeszcze: „Innych ratował, a siebie samego ratować nie może, jest królem izraelskim, niech teraz zstąpi z krzyża; a uwierzymy w niego” (Mt 27,42) oraz „Zaufał Bogu; niech On teraz go wybawi, jeśli ma w nim upodobanie, wszak powiedział: Jestem Synem Bożym” (Mt 27,43).

Niewyobrażalna męka. Ranią nie tylko gwoździe, ale i słowa. Jakie myśli towarzyszyły Jezusowi? Najdobitniej oddają to słowa: „Eli, Eli, lama sabachtani!”. A więc – samotność. Brak zrozumienia przez ludzi. Opuszczenie przez ludzi i Boga.

Jezus Chrystus cierpiał i umarł dla człowieka – dla mnie, dla ciebie. Jego ból i cierpienie stały się drogą do życia wiecznego dla tych, którzy wierzą. Jezus Chrystus cierpiał i zmarł na Golgocie. Wystawił siebie na publiczne cierpienie.

A my? Czy żyjemy dla Niego publicznie, tak żeby wszyscy widzieli? Czy też raczej mówimy: „wiara to moja prywatna sprawa”, „nie chcę się wiarą w Boga afiszować, co pomyślą sobie ludzie”, „wyśmieją mnie, jak będę mówił innym o Bogu” itd.

A my? Odwracamy wzrok. Cierpiący Jezus na krzyżu rani nasze uczucia. „Nie wypada, żeby dzieci na to patrzyły”, „jeśli już ma być krzyż, to niech będzie bez postaci Chrystusa, w końcu Jezus zmartwychwstał”.

A Jezus Chrystus? On nie umarł za nas schowany w swojej prywatności, w domowym zaciszu. Dlatego nie wstydźmy się wiary w Boga, bo On nie wahał się cierpieć i umrzeć dla każdego z nas. Amen.

Wielki Piątek, Dzień Ukrzyżowania Pana Jezusa