miniatura

w 90. rocznicę śmierci Matki Ewy

Kiedy kilka miesięcy temu, razem z pracownikami Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Bytomiu-Miechowicach i proboszczem ks. Janem Kurko układaliśmy kalendarium wydarzeń w 2020 roku w Muzeum „Domek Matki Ewy”, z ust koleżanki padło zdanie: „Praktycznie każdego roku jest jakaś rocznica związana z Matką Ewą”. I rzeczywiście tak jest. Podejmowane przez Matkę Ewę inicjatywy i działalności tworzą długą listę, która stale nas zadziwia.

Planując harmonogram na rok 2020, zamierzaliśmy nasze działania skoncentrować wokół najważniejszych, okrągłych rocznic związanych z funkcjonowaniem dawnej Ostoi Pokoju: 110. rocznicy uruchomienia pierwszego Domu dla Bezdomnych – na wiosnę, 90. rocznicy śmierci Matki Ewy – w czerwcu. I przypadającej we wrześniu 130. rocznicy wzniesienia oraz oficjalnego otwarcia Ostoi Pokoju – pierwszego domu wchodzącego w skład powołanych później zakładów opiekuńczych.

Matka Ewa, Ewa von Tiele-Winckler

Epidemie były jej dobrze znane

Prace remontowe na terenie Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Miechowicach trwają od blisko dekady. Zniszczone z powodu szkód górniczych budynki wymagały prostowania i gruntownej renowacji. Rewitalizacja całego obszaru, będącego kompleksem zabytkowym, jeszcze się nie zakończyła, ale jej zaawansowany etap umożliwiał już normalną działalność kulturalną, społeczną i przede wszystkim religijną.

Pandemia, przedłużający się czas społecznej izolacji oraz wykrycie większej liczby zakażeń koronawirusem na Górnym Śląsku spowodowały, że musieliśmy odwołać większość zaplanowanych uroczystości i wydarzeń. Gdy w maju, po wielu latach kolejno zamykanych budynków (z kościołem włącznie) i ciągnących się remontów, ostatnia kostka brukowa miała zostać wsadzona w nowe alejki, a ostatni przeorany areał miał być obsiany trawą, chcieliśmy wreszcie rozwinąć żagle i wypłynąć. Zamiast dopingującego wiatru, otrzymaliśmy kolejną lekcję pokory i cierpliwości.

To doświadczenie jeszcze silniej zbliżyło nas do osoby Matki Ewy, której epidemie i ich skutki były znane aż za dobrze. Dziadek Ewy, Franciszek Winckler, w wyniku panującej w tej części Górnego Śląska pod koniec lat 20. XIX wieku epidemii cholery, stracił swoją pierwszą żonę (babcię Ewy) i pierworodną córkę. Maria Domes – jego druga żona, jedna z najpiękniejszych śląskich kobiet, a zarazem bezdzietna wdowa, przysposobiła drugą córkę Wincklera, Waleskę (mamę Ewy) i zapisała jej cały swój majątek. W ten sposób Wincklerowie weszli na salony, a poprzez ciężką pracę, zaangażowanie w rozwój przemysłu i ponadprzeciętną troskę o ludność z niższych warstw społecznych na stałe zapisali się na kartach historii Śląska i Prus.

Wiele lat później, gdy Ewa dopiero rozpoczynała swoją służbę charytatywną w Miechowicach, a dom Ostoja Pokoju był w trakcie budowy, mieszkańców Miechowic i okolicznych wsi dopadła epidemia szkarlatyny, błonicy i duru brzusznego, w wyniku której w samych Miechowicach zachorowało około dwieście trzydzieści dzieci, a siedemdziesiąt dwoje zmarło. Gdy pojawiły się pierwsze przypadki choroby, miejscowy lekarz uciekł zrzucając całą odpowiedzialność za opiekę medyczną na niedoświadczoną Ewę. Młoda arystokratka robiła, co mogła, by ulżyć każdemu cierpiącemu.

Wobec Anioła Śmierci

Gdy zagrożenie minęło, sama opadła z sił na wiele tygodni. Lecz to nie słabe zdrowie zajmowało w tym momencie jej myśli. Przed oczami cały czas miała obraz choroby i śmierci. Swoje doświadczenia opisała w długim, przejmującym wierszu Wymieranie (Das groβe Sterben), opublikowanym w tomie Soli Deo Gloria:

Dziś znów wiele łez widziałam,
Przy wielu łożach śmierci stałam.
Jakżeż gorącą walkę toczyli mali wojownicy,
Z głową oblaną zimnym potem umierania,
by w końcu, w ostatniej godzinie bitwy
na blade usta Anioł Śmierci kładł swe ucałowania*.

Różne epidemie, m.in. szkarlatyny, czerwonki, dyfterytu, hiszpanki, nawiedzały Miechowice jeszcze wiele razy, zbierając śmiertelne żniwo wśród diakonis i podopiecznych ośrodka. Początkowo Matka Ewa i pracujące z nią kobiety nie miały odpowiedniej wiedzy na temat środków ochrony, sposobów zapobiegania rozprzestrzenianiu się chorób, a przede wszystkim nie dysponowały odpowiednimi lekarstwami – pierwsze antybiotyki zaczęto wytwarzać dopiero kilka lat po śmierci Matki Ewy. Z tego względu zakażalność i umieralność była ogromna. Matka Ewa trwała na stanowisku pielęgniarki i opiekunki, bagatelizując swój słaby organizm i przeszywające go przemęczenie. W konsekwencji często musiała przebywać w szpitalach i sanatoriach, a znani i cenieni specjaliści ratowali jej życie i zdrowie. Wśród nich m.in. profesor Wilhem Erklentz – wrocławski lekarz, wybitny specjalista chorób wewnętrznych i właściciel prywatnej kliniki.

Remont Domku Matki Ewy

Zachwycająca oaza duchowości

Ponieważ była zmęczona wielkimi budynkami sanatoryjnymi i szpitalnymi oraz przytłoczona monumentalnością i bogactwem pałacowych rezydencji, z którymi wciąż miała styczność, postanowiła na terenie Ostoi Pokoju wznieść dla siebie małą, drewnianą chatę. Zbudowali ją w 1902 roku dolnośląscy cieśle. Nazwę swą zawdzięcza mieszkańcom i pracownikom, którzy chętnie odwiedzali mieszkającą w nim Matkę Ewę.

To zachwycające swoim urokiem miejsce przetrwało do dziś i pełni funkcje muzeum. Na kulturalnej mapie Górnego Śląska jest unikatem. Domek Matki Ewy to jedyny drewniany zabytek w Bytomiu wpisany na listę zabytków Szlaku Architektury Drewnianej. To także jedyne miejsce, które choć nigdy nie było budowlą sakralną, dla wielu stanowi ikonę duchowości, oazę spokoju, wręcz sanktuarium. Wśród gości odwiedzających muzealne pomieszczenia są zwykli turyści, pasjonaci lokalnej historii, ale i osoby, które od wielu lat regularnie tu przychodzą, żeby pobyć w jej domku. Po prostu. Poczuć ciszę, doświadczyć prostoty i nierzadko zatopić się w modlitwie.

Wyjątkowość tego miejsca dostrzegały również osoby z bliskiego kręgu Matki Ewy. Jej przyjaciółka, Annie Whisler szczegółowo opisała wnętrze domu, notując jednocześnie bardzo interesujące, osobiste refleksje: „Wygląd zewnętrzny małych pokoi w harmonizującym ze sobą wyrafinowanym pięknie i doskonałej prostocie natychmiast chwyta za serce. Ale to nie jest ich główny urok. Tutaj jest się świadomym żywej atmosfery świętości, która oddycha przez nie i mimowolnie uznaje się, że prawdziwy Właściciel domu jest naprawdę w jego posiadaniu i że Jego obecność przenika do pomieszczeń poświęconych Jego służbie”* (A. Whisler, Sister Eva of Friedenshort, London 1935, s. 224).

Nad drzwiami wejściowymi widnieje napis Eigentum Jesu Christi, czyli Własność Jezusa Chrystusa. Jego umieszczenie zleciła Matka Ewa. W ten sposób chciała nie tylko dać wyraz wyrzeczenia się swojego bogactwa, bo przecież odziedziczony po rodzicach spadek w całości przekazała na działalność założonej przez siebie fundacji dobroczynnej. Pragnęła tym również zaznaczyć, że nic z tego, co posiadała, nie należało tak naprawdę do niej. Wszystko, czym dysponowała pochodziło od Boga.

Kredens w kuchni
Półka z książkami

Stare napisy i nowe miejsca

Po II wojnie światowej w procesie odniemczania, niemiecki napis został zastąpiony jego polskim odpowiednikiem. W trakcie prac remontowych, zdecydowano się powrócić do oryginalnego zapisu.

Korzystając z archiwalnych fotografii, starej dokumentacji budowlanej oraz zachowanych opisów i wspomnień nieżyjących już mieszkańców Ostoi Pokoju, przywrócono chatce jej dawny wygląd.

Początkowo skromny i miejscami wręcz ascetyczny wystrój, z biegiem lat puchł od pamiątek, literatury i przedmiotów codziennego użytku gromadzonych przez Matkę Ewę oraz siostry zamieszkujące domek po jej śmierci. Z tej też przyczyny, wśród bardzo starych eksponatów, odwiedzający mogą odnaleźć także obiekty współczesne, będące świadectwem niekończącej się służby bliźnim – dziedzictwa, jakie pozostawiła po sobie w Miechowicach Matka Ewa, a które tutejsza parafia luterańska kontynuuje. PRL-owski telefon w sąsiedztwie starej Biblii, elektryczne rozgrzewacze stóp w duecie z przedwojennym, porcelanowym nocnikiem, oryginalne, ręcznie haftowane chińskie pantofelki, szmaciana lalka w hinduskim sari, to tylko niektóre wystawowe niespodzianki.

Pantofle z Chin
Lalka z Indii

Natomiast spośród eksponatów najcenniejszych zobaczyć można wydaną w 1649 roku w Norymberdze Biblię w tłumaczeniu Marcina Lutra oraz kazania nadreńskiego mistyka Jana Taulera, wydane w 1681 roku. Zawierają one na marginesach osobiste notatki Waleski von Tiele-Winckler.

Największym jednak zaskoczeniem dla stałych bywalców domku jest możliwość wejścia do kuchni, wcześniej nieudostępnianej, w której znajdują się oryginalne, drewniane kredensy pełne porcelany oraz naścienny, odkryty w czasie prac remontowych napis: Unser täglich Brot gib uns heute, czyli Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj, korespondujący ze znajdującym się w kuchni kamieniem w kształcie chleba. Matka Ewa marzyła, żeby nikt nigdy nie czuł już głodu – zarówno fizycznego, jak i duchowego.

Ostoja Pokoju, zgodnie ze spisaną ostatnią wolą Tiele-Wincklerówny, w czasach przyszłych miała mieć „zawsze otwarte drzwi i serce dla wszelkiej ludzkiej niedoli i by każdy, kto znajduje się w jakiejś ziemskiej potrzebie, czy to natury fizycznej czy duchowej, znajdował tutaj radę, pociechę, pomoc (…). Nigdy nie powinien duch świeckiego wyrachowania czy ludzkiej kalkulacji brać górę nad świętym impulsem miłości Jezusowej” (Ewa von Tiele-Winckler Matka Ewa 31.X.1866 – 21.VI.1930, red. R. Pastucha, Katowice 1998, s. 127).

Remont kuchni oraz odsłonięty napis Unser täglich Brot gib uns heute, czyli Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj

Zawsze otwarte drzwi

Dlatego biorąc pod uwagę historię miejsca oraz życzenie Matki Ewy, pracownicy i członkowie miechowickiej parafii wraz z jej proboszczem dążą do tego, żeby Ostoja Pokoju zachowała choć w minimalnym stopniu swój pierwotny charakter przystani dla szukających spokoju, miejsca, w którym są zawsze otwarte drzwi.

Przez siedem dni w tygodniu Centrum Aktywności Seniora zlokalizowane w budynku Ostoi Pokoju prowadzi zajęcia dla seniorów – bez względu na adres zamieszkania, warunki socjalne czy przynależność wyznaniową osób zainteresowanych spotkaniami. W Ciszy Syjonu prowadzone są zajęcia dla dzieci z marginalizowanych środowisk z bytomskich dzielnic, a Muzeum „Domek Matki Ewy” zajmuje się działalnością turystyczną i kulturalno-edukacyjną dostosowaną do różnych grup wiekowych. Ponadto, drewniana chatka pomimo muzealnego charakteru wciąż pozostaje miejscem, w którym przy filiżance herbaty można ukoić duszę i porozmawiać o rzeczach ważnych, ważniejszych, ale i tych mniej istotnych. Zachęcam do odwiedzenia tej wyjątkowej i urokliwej przystani spokoju.


 

Matka Ewa – właściwie Ewa von Tiele-Winckler, baronówna urodzona 31 października 1866 roku w Miechowicach. Córka Huberta von Tiele-Wincklera, jednego z najbogatszych potentatów węglowych ówczesnego Śląska i Waleski z domu Winckler-Domes, spadkobierczyni majątku Marii Domes. Zasłynęła w świecie dzięki swej filantropijnej działalności oraz innowacyjnej aktywności na polu opiekuńczo-wychowawczym i terapeutycznym. Diakonisa, założycielka ewangelickiego, żeńskiego diakonatu Ostoja Pokoju i fundatorka zakładów opiekuńczych Ostoja Pokoju, uduchowiona pisarka, mówczyni, nauczycielka i przede wszystkim pielęgniarka. Zmarła 21 czerwca 1930 roku w swoim drewnianym domku na terenie miechowickich zakładów opiekuńczych. Pochowana na starym cmentarzu w Miechowicach. Na jej nagrobku oprócz lat urodzin i śmierci widnieje tylko napis Ancilla Domini – służebnica Pańska.

*tłumaczenia własne autorki artykułu

zdjęcia: archiwum Muzeum „Domek Matki Ewy”

Szczegółowa oferta muzeum na stronie: www.muzeummatkiewy.luteranie.pl

Polecamy także tekst Matka Ewa i muzyka

„Zwiastun Ewangelicki” 12/2020