miniatura

Czasami zdarzają się upalne dni. Choć w naszej szerokości geograficznej to tylko kilka dni w roku, wysoka temperatura stwarza wrażenie, że trwa całą wieczność. Tak, czasami bywa gorąco, wręcz duszno. Czujemy to w szkolnej sali, własnym domu, pracy, komunikacji miejskiej, korytarzu urzędu. Duchota nie omija wnętrz kościołów, nawet tych o „najzimniejszych” murach. Duchota nie omija także ludzkich zbiorowości. Duchota to naturalne zjawisko i nie wywołuje alarmu. To nie kataklizm. Ot, czasem to po prostu pomieszczenie, w którym za długo nie otwierano okna. Jest trochę za ciepło, zbyt wilgotno, brakuje tlenu. Powietrze stoi. Człowiek niby może oddychać, ale jakoś mniej swobodnie. Niby nic złego się nie dzieje, a jednak myśli gęstnieją, ciało robi się ospałe, głowa boli, rozmowy stają się męczące, a obecność innych zaczyna[...]

miniatura

Czytając historie biblijne, próbuję wyobrażać sobie to, o czym czytam. Ostatnio miałem wrażenie, że oprócz obrazów, dźwięków, emocji słyszę jeszcze coś w tle. Jakby cichy dźwięk werbla. Może Bóg, oprócz treści Ewangelii, chce mi przekazać również pewien rytm życia? Jaki jest rytm człowieka stworzonego na obraz Boga, do pracy w Jego ogrodzie, do sprawiedliwości, do Królestwa Bożego? Ewangelia jest ponadczasowa. To, co odnosiło się do ludzi w pierwszym wieku, jest adresowane również do mnie. Jest jednak coś, co te ponadczasowe treści czyni nieprzystającymi do mojego „teraz". To rytm współczesnego życia, który nadpisuje biblijny, naturalny puls życia człowieka. Nie, to nie jest tekst skaczący do gardła technologii czy w ogóle dorobkowi cywilizacji. To nie wezwanie: „Nuże, wyrzućmy smartfony i zostańmy Amiszami!". To tekst, który[...]

miniatura

Ach, jak to wspaniale żyć w wolnym, a przy tym chrześcijańskim kraju, w którym kościoły stoją niemal na każdym większym skrzyżowaniu, Biblia nie jest pozycją z indeksu ksiąg zakazanych, a słowo Jezus można wypowiedzieć publicznie bez strachu – nawet, jeśli wypowie się je nadaremno. Cudownie jest żyć w kraju, w którym chrześcijaństwo jest czymś obecnym, zaakceptowanym, wpisanym w codzienność. Co jednak właściwie oznacza wyrażenie: chrześcijański kraj? Dokonując prostego opisu z natury, należałoby powiedzieć, że jest to miejsce, w którym chrześcijaństwo jest religią dominującą, rozpoznawalną, zorganizowaną w różnych Kościołach, parafiach i wspólnotach. To rzeczywistość, w której człowiek ma przez całe życie wiele szans, by gdzieś w tle słyszeć Ewangelię. Nawet jeśli nie słucha uważnie, to jednak coś do niego dociera.[...]

miniatura

Była sobie cywilizacja Etrusków. Tajemnicza, rozwinięta, wyprzedzająca swoje czasy. Budowali drogi, systemy kanalizacyjne, miasta. Byli świetnymi inżynierami i architektami. Uprawiali medycynę i astronomię. Etruskowie stworzyli cywilizację dobrze zorganizowaną, sprawczą, nowoczesną. Potrafili organizować przestrzeń, tworzyć kulturę, która zaimponowała późniejszym Rzymianom. Rzym wiele od nich przejął – symbole władzy, rozwiązania techniczne, elementy religii. Ostatecznie jednak Etruskowie zniknęli. Pozostały po nich ruiny, grobowce i początkowe strony podręczników do historii. Etruskowie wracali do mnie regularnie przez całą edukację. Każdy kolejny podręcznik do lekcji historii rozpoczynał się od tematu Etrusków. Utkwili mi w pamięci. Załóżmy więc, że zostałem wielkim znawcą Etrusków. Jeżdżę po świecie z wykładami. Potrafię[...]

miniatura

Chcemy posiadać supermoce i walczyć. Nie tylko w naszych czasach. Od zawsze próbujemy być silniejsi, bardziej wpływowi i znaczący niż inni. Chcemy wygrać. Chcemy uchwycić puchar zwycięstwa, podnieść go wysoko nad głowę i powiedzieć: to JA! Efektem ubocznym zwycięstwa jest naturalnie wskazanie palcem na pokonanych. Bywa tak, że efekt uboczny cieszy bardziej niż zwycięstwo. To wszystko zadziwiające. Człowiek – proch, trawa, dym – a takie ma ambicje. Dzisiaj ta walka jest wyraźnie widoczna. Na poziomie globalnym światowi przywódcy robią wszystko, by pokazać, że to oni są najpotężniejsi. W tym celu uciekają się do wypowiedzi i działań z pogranicza grozy i groteski. Ale dokładnie ta sama gra toczy się bliziutko. Tam, gdzie Kowalska/i spotyka Nowak/a. Tam też trwa siłowanie się na rękę – rękę może krótszą i nie tak potężną, jak w[...]

miniatura

Gdzieś wysoko, na zboczu góry, stoi Arka. Choć już nie płynie, nikogo nie widać na pokładzie, podchodzimy do niej jak do gorejącego krzewu. Ekscytujące – to Arka! W kadłubie widnieje wielka dziura. Obchodzimy ją ostrożnie. Dotykamy desek z szacunkiem, badając opuszkami palców pradawną tajemnicę. Potop, rodzina Noego, zwierzęta, uratowani, nowe życie. Oglądamy, podziwiamy, wreszcie stwierdzamy: tak nie może być! Przecież to świętość! Zbudowana na polecenie Boga wykonała swoje zadanie, a teraz stała się wrakiem. To Łódź, Nawa, która uratowała ludzkość. Potrzebny jest remont! A może remont nie jest najlepszym pomysłem? Może Arka nie jest już potrzebna i powinna pozostać wrakiem? Może trzeba zbudować coś zupełnie innego, nowego? No właśnie: remont czy budowa nowego? Wybór każdej z opcji może okazać się zbyt kosztowny. Na co się[...]

miniatura

Matematyka jest królową nauk, wszystko można opisać liczbami – mówił matematyk w liceum. Nie przejmowałem się tym zbytnio. Ot, górnolotne słowa przekazujące jedynie, że matematyka to podstawowy język wielu innych dyscyplin. Poza tym, na „humanie” twierdzili co innego. Dzisiaj, obserwując świat, zaczynam podejrzewać, że to dość znaczące stwierdzenie, choć w trochę innym sensie. Nieco karykaturalnym, może nawet prześmiewczym. Otóż dzisiaj każdy może być królem obliczeń, równań, przewidywań, a nawet kalkulacji i wyrachowania. Nasza racjonalność działa całkiem dobrze. Uczy nas porządku, przewidywania, konsekwencji. Zbieramy dane przez lata. Budujemy z nich obraz świata. Uczymy się, co jest możliwe, a co nie. I w pewnym momencie wydaje się, że wszystko mamy już policzone. Znam swoje życie. Wiem, co mnie ukształtowało: rodzina,[...]

miniatura

Ostatnio zdiagnozowałem u siebie pewną przypadłość. Stałem się ekspertem od opowiadania o rzeczach, które powinienem robić. Potrafię je nazwać, opisać, zdiagnozować. Szukam słów, które uchwycą mechanizm, sens, kontekst. Czasem nawet się udaje – ktoś posłucha, przeczyta, kiwnie głową, napisze: „Celne”. I przez chwilę wydaje się, jakby wydarzyło się coś ważnego. Potem przychodzi niewygodne pytanie: A co właściwie się wydarzyło? Napisałem tekst. Ktoś go przeczytał. Ktoś się z nim zgodził. I tyle. Życie biegnie dalej. Rozpocząłem eksperyment. Zacząłem czytać swoje stare teksty wyobrażając sobie, że napisał je ktoś inny. I wtedy odkryłem coś nieprzyjemnego: prawdopodobnie one by mnie denerwowały. Aspirują do mądrości, próby uchwycenia czegoś ważnego. Być może czasami zawierają nawet trafną diagnozę. Ale co z tego?[...]

miniatura

Neapol zostaje za rufą. Port powoli znika w rozedrganej soczewce ciepłego powietrza. Statek przecina Morze Śródziemne. Gdzieś tam, daleko z przodu, znajduje się cel podróży, choć jeszcze przez wiele dni pozostanie niewidoczny. Wieczór spływa na wodę złotem i purpurą. Słońce tonie w horyzoncie tak spokojnie, jakby na świecie nigdy nie wydarzyło się nic dramatycznego. Tylko morze, niebo i cisza. Bezkres. Na pokładzie stoi człowiek. Emigrant. Nie jest jeszcze „pomnikiem romantyzmu”. Jest kimś, kto płynie. Za nim Europa, przed nim Ziemia Święta. Na zewnątrz idylliczny krajobraz. W głowie dezorientacja, rozdarcie. Za nim przeszłość, przed nim nieznane. W pewnym momencie kreśli wersy, które staną się esencją tęsknoty i modlitwy: „Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem”. Nie widać już własnego kraju, punktu wyjścia. Ale nie widać też[...]

miniatura

Zdarza się, że człowiek czegoś szuka. Otwiera szufladę, sięga do kartonu, zagląda w miejsce, których dawno nikt nie oglądał. I nagle trafia na zdjęcia. Nie cyfrowe pliki zapisane gdzieś tam, w chmurze, ale prawdziwe fotografie – prostokątne kartoniki pokryte obrazami, lekko pożółkłe, z innej epoki. I w tym momencie wszystko inne przestaje mieć znaczenie. To, po co się przyszło, znika. Siada się na podłodze, opiera o szafkę i zaczyna przeglądać. Zdjęcia wciągają w sposób osobliwy. Nie domagają się uwagi, a jednak ją przejmują. Patrzymy na twarze, miejsca, sytuacje, które kiedyś były „teraz”, a dziś są „kiedyś”. Wracają towarzyszące im emocje. I szybko pojawia się zdziwienie. Świat na tych zdjęciach wygląda inaczej, niż go pamiętamy. Ulice są krzywe, rzeczy prowizoryczne, samochody małe i toporne, fryzury i ubrania – trudne[...]