miniatura

Ostatnio zdiagnozowałem u siebie pewną przypadłość. Stałem się ekspertem od opowiadania o rzeczach, które powinienem robić. Potrafię je nazwać, opisać, zdiagnozować. Szukam słów, które uchwycą mechanizm, sens, kontekst. Czasem nawet się udaje – ktoś posłucha, przeczyta, kiwnie głową, napisze: „Celne”. I przez chwilę wydaje się, jakby wydarzyło się coś ważnego. Potem przychodzi niewygodne pytanie: A co właściwie się wydarzyło? Napisałem tekst. Ktoś go przeczytał. Ktoś się z nim zgodził. I tyle. Życie biegnie dalej. Rozpocząłem eksperyment. Zacząłem czytać swoje stare teksty wyobrażając sobie, że napisał je ktoś inny. I wtedy odkryłem coś nieprzyjemnego: prawdopodobnie one by mnie denerwowały. Aspirują do mądrości, próby uchwycenia czegoś ważnego. Być może czasami zawierają nawet trafną diagnozę. Ale co z tego?[...]

miniatura

W wyszukiwarce Google jako pierwsza pojawia się informacja: „Pasja – dramat filmowy z 2004 roku w reżyserii Mela Gibsona. Obraz odtwarza dwanaście godzin w życiu Jezusa poprzedzających jego ukrzyżowanie”. Przyłapuję się na tym, że i w mojej pamięci obraz poruszającego filmu pojawia się jako pierwsze skojarzenie, gdy słyszę słowo pasja. Ale jest tak dopiero od dwóch dekad. Wcześniej pasję kojarzyłem z kompozycjami Jana Sebastiana Bacha. Po raz pierwszy Pasji wg św. Mateusza wysłuchałem, gdy miałem czternaście lat, w czasie kwietniowych świąt Wielkiej Nocy, na miesiąc przed konfirmacją. W mojej pamięci utkwiły szczególnie słowa, wyśpiewane w jednej z arii sopranowych: „Oddam Ci moje serce, Wejdź we mnie, mój Zbawicielu, Ja się zanurzę w Tobie. A jeśli świat jest za mały dla Ciebie, Ach, wtedy Ty sam będziesz dla mnie więcej niż[...]

miniatura

Neapol zostaje za rufą. Port powoli znika w rozedrganej soczewce ciepłego powietrza. Statek przecina Morze Śródziemne. Gdzieś tam, daleko z przodu, znajduje się cel podróży, choć jeszcze przez wiele dni pozostanie niewidoczny. Wieczór spływa na wodę złotem i purpurą. Słońce tonie w horyzoncie tak spokojnie, jakby na świecie nigdy nie wydarzyło się nic dramatycznego. Tylko morze, niebo i cisza. Bezkres. Na pokładzie stoi człowiek. Emigrant. Nie jest jeszcze „pomnikiem romantyzmu”. Jest kimś, kto płynie. Za nim Europa, przed nim Ziemia Święta. Na zewnątrz idylliczny krajobraz. W głowie dezorientacja, rozdarcie. Za nim przeszłość, przed nim nieznane. W pewnym momencie kreśli wersy, które staną się esencją tęsknoty i modlitwy: „Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem”. Nie widać już własnego kraju, punktu wyjścia. Ale nie widać też[...]

miniatura

Chciałbym w tym felietonie wspomnieć człowieka, który znienacka, tak po cichu odszedł od nas, został odwołany z naszego doczesnego świata. Tym człowiekiem jest profesor Bogdan Zeler. Był synem księdza Wiktora Zelera. Wychowywał się i dorastał na plebanii parafii ewangelickiej w Siemianowicach. To była jego parafia. Może nie był gorliwym i aktywnym parafianinem, jednak jego postawa życiowa, która znajdowała odzwierciedlenie w jego pisarskiej spuściźnie, wiele mówi też o jego duchowości. Bogdan Zeler przez wiele lat współpracował z redakcją „Zwiastuna Ewangelickiego”. W swoich felietonach omawiał wielką literaturę, wyciągając z niej wątki religijne lub takie, które były bliskie życiu zwykłego człowieka. Osobiście z wielkim zainteresowaniem czytałem jego felietony poświęcone Modlitwie Pańskiej, a w roku jubileuszu 500 lat Reformacji –[...]

miniatura

Zdarza się, że człowiek czegoś szuka. Otwiera szufladę, sięga do kartonu, zagląda w miejsce, których dawno nikt nie oglądał. I nagle trafia na zdjęcia. Nie cyfrowe pliki zapisane gdzieś tam, w chmurze, ale prawdziwe fotografie – prostokątne kartoniki pokryte obrazami, lekko pożółkłe, z innej epoki. I w tym momencie wszystko inne przestaje mieć znaczenie. To, po co się przyszło, znika. Siada się na podłodze, opiera o szafkę i zaczyna przeglądać. Zdjęcia wciągają w sposób osobliwy. Nie domagają się uwagi, a jednak ją przejmują. Patrzymy na twarze, miejsca, sytuacje, które kiedyś były „teraz”, a dziś są „kiedyś”. Wracają towarzyszące im emocje. I szybko pojawia się zdziwienie. Świat na tych zdjęciach wygląda inaczej, niż go pamiętamy. Ulice są krzywe, rzeczy prowizoryczne, samochody małe i toporne, fryzury i ubrania – trudne[...]

miniatura

Synod Kościoła ogłosił rok 2026 Rokiem nabożeństwa ewangelickiego. Z pewnością temat nabożeństwa jest aktualny i nośny. Zawsze tak było. Pamiętam, że jako studenci teologii dyskutowaliśmy na ten temat i chcieliśmy wprowadzać zmiany, żeby ożywić, zachęcić do uczęszczania na nabożeństwa, żeby były radośniejsze, bardziej zrozumiałe, żywsze itd. Potem przychodziła rzeczywistość parafialna i wszelkie próby „uatrakcyjnienia” nabożeństwa natrafiały na twardy mur i niepodważalny argument przeciwników: „Tak zawsze było, od czasów Lutra”. Próby tłumaczenia, że to nie tak, że porządek nabożeństwa proponowany przez Lutra był trochę inny, odbijały się jak groch od ściany. I znów mamy rok poświęcony nabożeństwu. Tak sobie myślę, że jak do tego dodamy hasło biblijne roku 2026 „Oto wszystko nowym czynię” (Obj 21,5), to może[...]

miniatura

Nazwa drugiego miesiąca roku pochodzi od staropolskiego przymiotnika luty, oznaczającego srogi, mroźny, okrutny. Tegoroczny luty przypomniał nam o swojej naturze. Lute co jakiś czas dają w kość, choć są krótkie. Potrafią zmrozić na dłużej nie tylko kałuże. Dosłownie w kość dał mi luty, gdy przed laty byłem na poligonie w północno-wschodniej Polsce. Nie „zabezpieczono” odpowiedniej liczby piecyków i pierwszą noc w namiocie, dziesięcioosobowej „beczce”, musieliśmy przetrwać bez ogrzewania. Włożyliśmy na siebie wszystko, co mieliśmy: dresy, moro, panterki, grube rękawice, futrzane czapki, grube skarpety, gumofilce, owinęliśmy się kilkoma warstwami grubych koców, mimo to co godzinę biegaliśmy wokół namiotu, przytupując i okładając się rękami, żeby się choć trochę rozgrzać. Przez bite cztery tygodnie temperatura w nocy spadała[...]

miniatura

Odkąd ludzkość nauczyła się pisać, towarzyszy jej jedno uporczywe pytanie: Co autor miał na myśli? Tak, to nie wymysł nauczyciela języka polskiego, ale pytanie stare jak pierwsze słowo utrwalone w znaku znanym choćby z odkryć archeologicznych. To pytanie zadawane przez wieki uczniom, studentom, wyznawcom, krytykom, a jeśli to możliwe – nawet samym autorom. W tle tego pytania tkwi założenie, że autor pisząc, wiedział dokładnie, co miał na myśli. Choć każdy usiłujący przekazać coś drugiemu człowiekowi wie, że to jeszcze nie wszystko. Trzeba jeszcze ową myśl ująć w odpowiednie słowa. Wielką sztuką jest zrobić to precyzyjnie, bez dwuznaczności, zachowując i przekazując sens. Zrobić to tak, by równocześnie ludziom „w serca zapadło”, wydaje się jeszcze większą umiejętnością. Jednak nawet przyjmując najwyższe mistrzostwo autora w[...]

miniatura

To archaiczne słowo dobrze opisuje proces, który trwa przez całe nasze życie. Każdy z nas coś sieje i to właściwie nieustannie. Nie musimy być rolnikami czy działkowcami. Siejemy poprzez słowa, gesty, czyny. A czasem przez to, że czegoś nie mówimy i nie robimy. Siejba rozpoczyna się w dzieciństwie. Słowa, zachowania naszych rodziców, nauczycieli, wydarzenia i przeżycia zapamiętane z domu, ze szkoły, są jak ziarna, które tkwią w nas i wzrastają wraz z nami, wpływając na kształtowanie się naszego charakteru, naszej osobowości. Jesteśmy w dużej mierze rezultatem siejby ludzi, którzy inwestowali w nas ziarna zasad, wiary, idei, zwyczajów. Tak na przykład uczymy się odpowiedzialności, spolegliwości, uczciwości. W dorosłym życiu każdy z nas jest zarówno siewcą, jak i żniwiarzem. W Biblii czytamy, że to, co zasiejemy, będziemy też zbierać.[...]

miniatura

Czy można źle uwielbiać? To jedno z tych pytań, które brzmią prowokacyjnie, ale odpowiedź wcale nie musi być skomplikowana. Można po prostu stwierdzić: „Nie. Nie da się źle uwielbiać”. Jako ludzie rodzimy się z umiejętnością uwielbiania. A potem ją tylko pogłębiamy. Potrafimy być w tym naprawdę dobrzy. Dlaczego? Może dlatego, że uwielbienie nie jest czymś, co bezpośrednio produkujemy. Nie da się go uruchomić na komendę, jak silnika: trzy, dwa, jeden – start. Nie da się też zacząć „uwielbiać od trzeciej zwrotki lub refrenu”. Uwielbienie pojawia się jako efekt uboczny skupienia, zachwytu i podziwu wobec obiektu, na którym koncentrujemy całych siebie. Uwielbiamy wtedy, gdy coś nas zachwyca, gdy uznajemy coś za absolutnie warte naszej uwagi, czasu, emocji i gdy coś budzi w nas ten unikatowy wewnętrzny płomień. Kiedy to się dzieje,[...]