miniatura

– również dla mnie to nowa droga Pojawienie się nowych osób w parafii ewangelickiej w Szczecinie, jak można ogólnie zauważyć, jest efektem ich indywidualnych poszukiwań. To oni robią pierwszy krok. Czasami w decyzji o przyjściu na pierwsze nabożeństwo pomaga to, że ktoś był w kościele na koncercie lub innym wydarzeniu, słyszał audycję radiową z udziałem duchownych lub czytał artykuł w prasie. Bywa jednak tak, że przychodzący kieruje się tylko i wyłącznie ogólną wiedzą o Reformacji i za bardzo nie wie, czego spodziewać się przekraczając progi ewangelickiego kościoła. Znam opowieść człowieka, który obudził się w niedzielę rano i postanowił pojechać za Most Długi – tam mieści się nasz kościół i parafia. Dzisiaj, po kilku latach od tamtego poranka, jest członkiem rady parafialnej, a do parafii dołączyli również jego żona i[...]

miniatura

W roku jubileuszowym 160 lat istnienia naszego czasopisma prezentujemy tekst opublikowany w 1900 roku. To szczególne świadectwo wiary wpisuje się w trwający od 2018 roku cykl pod hasłem W drodze do ewangelickiego Kościoła. Ukazuje on różnorodne poszukiwania i motywacje osób wstępujących do Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Tu łatwo zauważyć, że Bóg działa w każdym czasie, wystarczy pozwolić Mu się odnaleźć i uwierzyć Ewangelii. Poniższy tekst, choć powstał w innych czasach i warunkach, podobnie jak współczesne wypowiedzi nowych parafian jest szczerym zaproszeniem do naszego Kościoła. Od dziecięcych prawie lat, będąc Polakiem i katolikiem, byłem oddany jednej tylko myśli, przejęty byłem jedną tylko miłością, miłością do swego ludu. Nie mogę nie wyznać, że wraz z tą miłością do rodaków nienawidziłem innych, co było już[...]

miniatura

– nawrócił mnie Duch Święty, a pomagali Luter i Dambrowski Od wczesnych lat byłem człowiekiem refleksyjnym. Wychowywałem się w rodzinie rzymskokatolickiej i takim otoczeniu, kształtującym moją pierwotną wiarę. Dzięki ojcu zyskałem świadomość, że chrześcijaństwo wykracza poza wyznanie dominujące w moim kraju. W wieku 6 lat byłem wraz z rodzicami na nabożeństwie pasyjnym w katowickim kościele ewangelickim Zmartwychwstania Pańskiego. W moim rodzinnym domu początkowo nie było Biblii. Chciałem poznać tę Księgę, ale przeraziła mnie objętość i nieprzystępny styl. Postanowiłem wziąć udział w korespondencyjnym kursie biblijnym, na który zapisałem się po otrzymaniu ulotki w trakcie ulicznej akcji ewangelizacyjnej prowadzonej przez nieistniejący już Zjednoczony Kościół Ewangeliczny. Nie zdążyłem jednak poznać i zrozumieć prawdy o[...]

miniatura

Mam 45 lat i jestem świeżo upieczonym ewangelikiem. Opowiem, jak odnalazłem się w Kościele Ewangelicko-Augsburskim, do którego wstąpiłem niedawno – w lipcu 2022 roku. Wychowany zostałem w typowej rzymskokatolickiej rodzinie. W małej miejscowości, w której odwiedzałem swoich dziadków, do lat 50. XX w. stał kościół, w którym odbywały się nabożeństwa ewangelickie. Budynek kościelny został potem zdesakralizowany i niszczał do początku lat 90. ubiegłego stulecia. Od tamtego czasu mieści się w nim galeria sztuki. Wtedy to bowiem teren kościoła został wykupiony przez bogatego artystę, który zabytek w stylu klasycystycznym pieczołowicie odrestaurował. Do którego kościoła idziemy? Gdy byłem dzieckiem, często przyjeżdżałem do dziadków. W niedziele obowiązkowo chodziliśmy z nimi na rzymskokatolickie msze. Jak na małe miasteczko[...]

miniatura

  Bóg był obecny od zawsze w naszym życiu. Oboje wychowywaliśmy się w rodzinach katolickich, gdzie kultywowane były wszystkie religijne zwyczaje. Po zaręczynach zależało nam obojgu na ślubie kościelnym, co też zrealizowaliśmy, i powiększeniu rodziny. Niestety, ze względu na problemy ze zdrowiem, musieliśmy zdecydować się na zapłodnienie in vitro. Zapoznaliśmy się szczegółowo z całym przebiegiem procedury i – ku naszemu zdziwieniu – nie znaleźliśmy tam niczego nieetycznego. Było nam więc bardzo przykro, że Kościół Rzymskokatolicki, którego byliśmy członkami, tak jednoznacznie odrzuca tę metodę i uważa ją za grzech, zwłaszcza, że dla wielu par to jedyny sposób na poczęcie dziecka. Procedura in vitro jest niezwykle trudna – pod względem finansowym i emocjonalnym. Bardzo potrzebowaliśmy w tym czasie wsparcia z każdej strony –[...]

miniatura

Mam na imię Aneta. W dniu, w którym piszę ten tekst, mija rok i 27 dni od mojej uroczystej konwersji do Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Ale zacznijmy od początku. Czy był jakiś moment, w którym pierwszy raz zainteresowałam się Kościołem ewangelickim? Oczywiście. Jednak nie była to potrzeba poszukiwań religijnych ani duchowych, a zwykła dziecięca fascynacja i ciekawość wywołana tym, jak moja na wskroś katolicka mama chciała mnie wystraszyć. Miałam może 7 czy 8 lat, gdy pierwszy raz zapytałam: „Co to za kościół?”. „Tu nie chodzimy! Tu nie lubią Matki Boskiej i mają pod dywanem namalowany jej obraz, żeby ją deptać jak wchodzą do kościoła”. Stale tląca się ciekawość No i się zaczęło! Plan mojej matki nie wypalił. Nie wystraszyłam się, ale zaczęłam z dzieciakami z podwórka snuć plany, jak się tam zakraść. Oczywiście[...]

miniatura

Do Kościoła ewangelickiego trafiłem w styczniu 2010 roku podczas studiów w Warszawie. Wierzę, że nie był to przypadek, a moja droga do ewangelicyzmu była dość kręta i długa. Wydaje mi się, że przypomina także drogę Marcina Lutra, choć duchownym ani zakonnikiem nigdy nie byłem. Istotną rolę odegrały w niej wątpliwości związane m.in. z odpustami, które swego czasu uzyskałem – spełniając wszystkie przepisane warunki – dla siebie, a także zmarłych babci i dziadka. Otrzymałem jednak zachętę od księży, aby „na wszelki wypadek” uzyskać je jeszcze raz. Gdy pragnąłem wyjaśnić swe wątpliwości, przeczytałem dokładnie przepisy Katechizmu Kościoła Katolickiego. Nie znalazłem tam jednak tego, czego szukałem. Sięgnąłem do Nowego Testamentu – Listów Apostolskich. Czytając List do Rzymian i kolejne biblijne księgi odkryłem ze[...]

miniatura

Nie pochodzę z przesadnie wierzącej rodziny, choć moich rodziców, jak wielu w latach 80. ubiegłego wieku dotknęło ożywienie religijne na fali walki z tzw. komuną. W okresie młodzieńczych poszukiwań jako – dość samotna – nastolatka w późnej podstawówce otarłam się o rzymskokatolickie grupy młodzieżowe przy moim kościele parafialnym w rodzinnym mieście. Jeździłam na rekolekcje, brałam udział w zlotach Taizé. Z tego okresu zostało mi kilka cennych doświadczeń czy przeżyć duchowych w wymiarze indywidualnym – jak choćby z Taizé w Pradze, gdzie spędziłam tydzień kompletnie sama jako 15-latka, bo zgubiłam swoją grupę. Telefonów komórkowych jeszcze nie wynaleziono, ale poradziłam sobie i spotkałam wielu życzliwych ludzi. Myślę teraz, że w moim przypadku kontakt z Transcendencją pojawiał się zawsze albo w całkowitej samotności, albo[...]

miniatura

  Wychowywałam się w rodzinie rzymskokatolickiej, ale nieprzywiązującej wagi ani do tradycji, ani do pogłębiania wiary. Sakrament Komunii Świętej przyjęłam w terminie, natomiast do bierzmowania podeszłam później, gdy sama do tego dojrzałam. Wierzyłam, że tak chce Bóg. Potem był ślub i piętnaście lat spędzonych razem z mężem i dziećmi. Wspólnie chodziliśmy na niedzielne msze, na które zabieraliśmy również naszych dwóch synów. Moja wiara wtedy zasadniczo ograniczała się do tych cotygodniowych mszy oraz porannej i wieczornej modlitwy. Radiowe zwiastowanie Pewnego dnia odkryłam, że w Programie 2 Polskiego Radia w niedzielne poranki są nadawane nabożeństwa różnych wyznań chrześcijańskich. Szczególnie spodobały mi się nabożeństwa ewangelickie. Uwielbiałam słuchać pastorów mówiących o miłosiernym Bogu, kochającym nas wszystkich[...]

miniatura

  Stawiane w lasach czy na ich skraju leśne ambony to dobre punkty obserwacyjne. Wchodząc na nie możemy zachwycić się roztaczającym się z nich widokiem tętniącej życiem przyrody, a także zachodzącymi w niej zmianami, które mają miejsce w krótkim czasie. Także z kościelnej ambony może roztaczać się niekiedy nowa perspektywa. W lesie nieraz wystarczy godzina lub dwie, aby dostrzec coś ciekawego, przyjrzeć się zwierzętom czy obserwować ptaki, na przykład popularne na Pomorzu żurawie. Leśne ambony, choć głównie stawiane i wykorzystywane przez myśliwych, mogą służyć każdemu użytkownikowi lasu, który zaciekawiony jest jego życiem i niezauważony chce w nim choć przez chwilę uczestniczyć. Widoczne zmiany Staję na „mojej” słupskiej ambonie, nie tej leśnej, ale tej kościelnej, już – choć dla niektórych zaledwie – od 17 lat. Oprócz[...]