Artykuł pana Jarosława Wydry Trzy razy Z, opublikowany w „Zwiastunie Ewangelickim” nr 12/2026, skłonił mnie do zabrania głosu. Przedstawiony w nim obraz szkoły oraz lekcji religii ewangelickiej nie odpowiada rzeczywistości, którą od wielu lat znam z codziennej pracy. Po lekturze trudno oprzeć się wrażeniu, że autor opisuje edukację sprzed wielu dziesięcioleci, a nie współczesną szkołę. Tymczasem swoje obserwacje przedstawia jako obraz dzisiejszego nauczania, również lekcji religii. Jako diakon i nauczycielka religii ewangelickiej z wieloletnim doświadczeniem nie odnalazłam w tym tekście ani szkoły, w której pracuję, ani zajęć prowadzonych przeze mnie i przez innych katechetów naszego Kościoła. Szkoła pruska – wygodny stereotyp Autor twierdzi, że współczesna szkoła nadal funkcjonuje według zasad szkoły pruskiej. Określenie to[...]
Kontrowersje
Karta Ekumeniczna nie rozwiąże wszystkich problemów chrześcijaństwa, nie usunie różnic teologicznych i nie sprawi nagle, że wszyscy będą myśleli tak samo. Ale może przypomnieć, że chrześcijaństwo bez spotkania staje się ideologią, a wiara bez miłości tylko hałasem. W Kościele lubimy słowa. Jesteśmy Kościołem Słowa. Potrafimy godzinami dyskutować o doktrynie, interpretacjach, dokumentach, deklaracjach. Czasem odnoszę jednak wrażenie, że najbardziej boimy się nie błędnej teologii, ale zwyczajnego spotkania z drugim człowiekiem. W ostatnim czasie w różnych gremiach kościelnych, jak i w przestrzeni publicznej pojawiła się dyskusja wokół Karty Ekumenicznej. Kościół Ewangelicko-Augsburski w Polsce od lat uczestniczy w dialogu ekumenicznym. Dla jednych jest to naturalna konsekwencja Ewangelii, dla innych niepokojące rozmywanie tożsamości.[...]
Ze szkolnych katedr i z ambon słychać piękne słowa o talentach, akceptacji słabości, miłosierdziu i szacunku. W praktyce jednak okazuje się coś innego – głębokie zainfekowanie wirusem szkoły pruskiej. Ten model myślenia zbiorowego, wrogi indywidualizmowi, przez dekady nie tyle edukował, ile formatował: produkował posłuszne trybiki systemu zdolne do wykonywania prostych, powtarzalnych czynności od dzwonka do dzwonka. Może na ówczesne czasy był potrzebny – gdy trzeba było sprawnie i masowo uczyć czytać i pisać, przygotowując rzesze ludzi do pracy w fabrykach. Dziś jednak świat wygląda zupełnie inaczej, a my robimy dobrą minę do złej gry. Współczesny przemysł i firmy stawiają na różnorodność – nie powierzchowną, dekoracyjną, ale prawdziwą różnorodność myślenia i podejścia. Zespoły złożone z filozofów, pedagogów, matematyków,[...]
T radycyjnie, choć wcale bym nie chciał, piszę o rzeczach, które mnie w naszej ewangelickiej społeczności drażnią. Ujmując to ładniej: pobudzają moje neurony do wzmożonej pracy analitycznej. Aby tradycji stało się zadość, będzie tym razem o tradycjach i zwyczajach. Czy tradycje są dla człowieka, czy człowiek dla tradycji? Czy to pytanie coś nam przypomina? Może jakąś frazę z Biblii? Jezus rozprawia się z tradycjami/zakonem jednym w sumie hasłem: „Szabat jest ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu” (Mk 2,27). Zwyczaj szabatu spokojnie można nazwać tradycją, ale tą najwyższej rangi – świętą, z Bożego nakazu. A my często bylibyśmy chętni „ginąć” za tradycje najniższego rzędu. Tam, skąd pochodzę, kościoły bywają tak zimne, że wchodząc, parafianie śmieją się, że przyszli na niedzielne morsowanie.[...]
Mam do oddania w dobre, silne ręce „Wolność” znanej światowej marki. Stan idealny. Wyjmowana z pudełka tylko do zdjęć. Ma funkcję wyboru i radości. U mnie stała nieużywana, bo wymagała samodzielnego myślenia. Komplet zawiera: wiarę bez przymusu, nadzieję bez gwarancji, miłość bez zasługi i ryzyko błędu. „Syn niewolnicy prześladować będzie syna wolnej”. To tylko parafraza, ale dobrze oddaje sens słów z Listu do Galacjan 4,29. Syn przymusu. Syn zasad. Syn prawa. Człowiek wychowany w świecie zasady „musisz” nie zrozumie nigdy człowieka wolnego, odmienionego, żyjącego Ewangelią. Dlaczego synowie niewoli tak nie lubią wolności? Dlaczego widzą świat wyłącznie według prawideł, w które wierzą? Dlaczego każdy ma być taki jak oni – myśleć tak samo, reagować tak samo, podporządkować się temu samemu systemowi? Wolność jest dla[...]
Słucham, czytam i patrzę na aferę w Kielnie – na zdjęcie krzyża w szkolnej sali, burzę medialną, wzajemne oskarżenia – i myślę, że krzyż znowu stał się tym, czym był od początku: znakiem sprzeciwu. Tyle że tym razem nie sprzeciwia się światu, ale stał się pretekstem, by świat sprzeciwił się sobie samemu. Piszę to jako chrześcijanin i ksiądz ewangelicki, który krzyż traktuje z największą powagą, ale i z największą ostrożnością. Dla nas, ewangelików, krzyż nie jest dekoracją. Nie jest talizmanem, pieczęcią „naszości” ani narzędziem wychowawczym. Krzyż jest zgorszeniem – pisze apostoł Paweł – i jeśli przestaje gorszyć, to znaczy, że został oswojony albo użyty nie po Bożemu. Przywołany spór dotyczy niby ściany i gwoździa, a naprawdę dotyka sumień. Jedni mówią: „Zabrano krzyż, zabrano Boga, zabrano Polskę”.[...]
Dawno nie pisałem, nie chciałem bowiem w adwentowym i bożonarodzeniowym czasie swoimi tekstami psuć podniosłej, świątecznej atmosfery. Przecież przynajmniej przez tych kilka dni powinniśmy zapomnieć o polityce, wojnie, braku wzajemnego zrozumienia i akceptacji. Ale nastał czas nowego, 2026 roku, a z nim konieczność powrotu do polskiej rzeczywistości. I niestety do kwestii „emocjonalo-fundamentalistycznego terroru”, jaki w naszym kraju coraz częściej da się zauważyć. Zapewne słyszeliście o wyrzuceniu do kosza plastikowego krzyża przez nauczycielkę angielskiego w jednej ze szkół. Krzyża – jak wyjaśniała później nauczycielka – wykonanego na drukarce 3D na zajęciach szkolnych jako dziecięcy, halloweenowy, niepotrzebny już gadżet, powieszony przez uczniów nad klatką dla zwierzątka. W mediach rozpoczęła się krucjata i publiczny lincz na[...]
Kościoły nasze nieubłaganie pustoszeją. Gdyby chociaż 10% parafian przychodziło na zwykłe nabożeństwa, to w niektórych miejscach byłby powód do świętowania. A za dziesięć lat pewnie ktoś by się pokusił o jubileusz dnia, gdy w tysiącosobowej parafii na nabożeństwie było 100 wiernych. Może w diasporze błyska światełko nadziei, ale i ono szybko zblednie w oparach laicyzacji. Czy można jeszcze coś zrobić? Czy jest jakaś szansa na poprawę naszego losu i losu naszego Kościoła? Czy jest jeszcze szansa, by Ewangelia rozbrzmiewała w kościołach pełnych wiernych? Szansa jest. Trzeba zmienić budynki na mniejsze. Szukamy więc winnych. Jedni mówią, że to agenda, inni – że świat się zmienił. Cóż pozostaje? Rozmowy o zmianie agendy kończą się kampaniami krytykujących każdą zmianę i uwagami, że zmiany wprowadzają uczestników w niepewność[...]
Trwa w naszym Kościele wśród wiernych i księży dyskusja o wprowadzanych różnych porządkach nabożeństw. Podczas wakacji, przy okazji wypoczynku czy wycieczek uczestniczyliśmy w wielu nabożeństwach, w trakcie których zauważyliśmy zupełnie inną kolejność poszczególnych czynności liturgicznych, usłyszeliśmy różne zwroty i formuły odpowiedzi na nie. Czy przyjęliśmy to tylko jako wakacyjne doświadczenie inności w tym samym, jednym, naszym Kościele? Nie wiem. Żyjemy w czasach, w których silna jest potrzeba powrotu do źródeł chrześcijaństwa i prostoty jego przekazu. Ale jest także potrzeba nierozwlekania celebry, jasności wypowiedzi, szybkości komunikacji, zrozumiałych formuł – klarowności przekazu i zrozumiałego języka. A my, ewangelicy w Polsce, od końca II wojny światowej żyjemy w cieniu rzymskokatolickiego wielkiego brata, który[...]
W kontekście Kościoła większościowego często mówi się o ludziach, którzy są wierzący, ale z różnych przyczyn nie praktykują. U nas takich osób nie ma, bo przecież… nie ma obowiązku chodzenia do kościoła. Na samym początku chciałbym zauważyć, że polemika z tym tekstem będzie łatwa i być może każdy z poniższych akapitów będzie można podważyć na setki sposobów. Dlaczego tak uważam? Otóż sprawa, o której piszę, jest kwestią bardzo osobistą i pewnie nawet w dość hermetycznym środowisku ewangelików w naszym kraju nie zabraknie różnych spojrzeń. Nie należy traktować więc tych słów jak „prawdy objawionej”, której byłbym gotów bronić niczym twierdzy od a do z. Na pewno można do tego wywodu dodać lub odjąć wiele elementów. Szczerze mówiąc, nie mogę się nadziwić, gdy podczas rozmów z ewangelikami o różnym stażu[...]



