miniatura

Nie pochodzę z przesadnie wierzącej rodziny, choć moich rodziców, jak wielu w latach 80. ubiegłego wieku dotknęło ożywienie religijne na fali walki z tzw. komuną. W okresie młodzieńczych poszukiwań jako – dość samotna – nastolatka w późnej podstawówce otarłam się o rzymskokatolickie grupy młodzieżowe przy moim kościele parafialnym w rodzinnym mieście. Jeździłam na rekolekcje, brałam udział w zlotach Taizé. Z tego okresu zostało mi kilka cennych doświadczeń czy przeżyć duchowych w wymiarze indywidualnym – jak choćby z Taizé w Pradze, gdzie spędziłam tydzień kompletnie sama jako 15-latka, bo zgubiłam swoją grupę. Telefonów komórkowych jeszcze nie wynaleziono, ale poradziłam sobie i spotkałam wielu życzliwych ludzi. Myślę teraz, że w moim przypadku kontakt z Transcendencją pojawiał się zawsze albo w całkowitej samotności, albo[...]