Matematyka jest królową nauk, wszystko można opisać liczbami – mówił matematyk w liceum. Nie przejmowałem się tym zbytnio. Ot, górnolotne słowa przekazujące jedynie, że matematyka to podstawowy język wielu innych dyscyplin. Poza tym, na „humanie” twierdzili co innego. Dzisiaj, obserwując świat, zaczynam podejrzewać, że to dość znaczące stwierdzenie, choć w trochę innym sensie. Nieco karykaturalnym, może nawet prześmiewczym. Otóż dzisiaj każdy może być królem obliczeń, równań, przewidywań, a nawet kalkulacji i wyrachowania. Nasza racjonalność działa całkiem dobrze. Uczy nas porządku, przewidywania, konsekwencji. Zbieramy dane przez lata. Budujemy z nich obraz świata. Uczymy się, co jest możliwe, a co nie. I w pewnym momencie wydaje się, że wszystko mamy już policzone. Znam swoje życie. Wiem, co mnie ukształtowało: rodzina,[...]
Przemyślnik
Ostatnio zdiagnozowałem u siebie pewną przypadłość. Stałem się ekspertem od opowiadania o rzeczach, które powinienem robić. Potrafię je nazwać, opisać, zdiagnozować. Szukam słów, które uchwycą mechanizm, sens, kontekst. Czasem nawet się udaje – ktoś posłucha, przeczyta, kiwnie głową, napisze: „Celne”. I przez chwilę wydaje się, jakby wydarzyło się coś ważnego. Potem przychodzi niewygodne pytanie: A co właściwie się wydarzyło? Napisałem tekst. Ktoś go przeczytał. Ktoś się z nim zgodził. I tyle. Życie biegnie dalej. Rozpocząłem eksperyment. Zacząłem czytać swoje stare teksty wyobrażając sobie, że napisał je ktoś inny. I wtedy odkryłem coś nieprzyjemnego: prawdopodobnie one by mnie denerwowały. Aspirują do mądrości, próby uchwycenia czegoś ważnego. Być może czasami zawierają nawet trafną diagnozę. Ale co z tego?[...]
Neapol zostaje za rufą. Port powoli znika w rozedrganej soczewce ciepłego powietrza. Statek przecina Morze Śródziemne. Gdzieś tam, daleko z przodu, znajduje się cel podróży, choć jeszcze przez wiele dni pozostanie niewidoczny. Wieczór spływa na wodę złotem i purpurą. Słońce tonie w horyzoncie tak spokojnie, jakby na świecie nigdy nie wydarzyło się nic dramatycznego. Tylko morze, niebo i cisza. Bezkres. Na pokładzie stoi człowiek. Emigrant. Nie jest jeszcze „pomnikiem romantyzmu”. Jest kimś, kto płynie. Za nim Europa, przed nim Ziemia Święta. Na zewnątrz idylliczny krajobraz. W głowie dezorientacja, rozdarcie. Za nim przeszłość, przed nim nieznane. W pewnym momencie kreśli wersy, które staną się esencją tęsknoty i modlitwy: „Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem”. Nie widać już własnego kraju, punktu wyjścia. Ale nie widać też[...]
Zdarza się, że człowiek czegoś szuka. Otwiera szufladę, sięga do kartonu, zagląda w miejsce, których dawno nikt nie oglądał. I nagle trafia na zdjęcia. Nie cyfrowe pliki zapisane gdzieś tam, w chmurze, ale prawdziwe fotografie – prostokątne kartoniki pokryte obrazami, lekko pożółkłe, z innej epoki. I w tym momencie wszystko inne przestaje mieć znaczenie. To, po co się przyszło, znika. Siada się na podłodze, opiera o szafkę i zaczyna przeglądać. Zdjęcia wciągają w sposób osobliwy. Nie domagają się uwagi, a jednak ją przejmują. Patrzymy na twarze, miejsca, sytuacje, które kiedyś były „teraz”, a dziś są „kiedyś”. Wracają towarzyszące im emocje. I szybko pojawia się zdziwienie. Świat na tych zdjęciach wygląda inaczej, niż go pamiętamy. Ulice są krzywe, rzeczy prowizoryczne, samochody małe i toporne, fryzury i ubrania – trudne[...]
Odkąd ludzkość nauczyła się pisać, towarzyszy jej jedno uporczywe pytanie: Co autor miał na myśli? Tak, to nie wymysł nauczyciela języka polskiego, ale pytanie stare jak pierwsze słowo utrwalone w znaku znanym choćby z odkryć archeologicznych. To pytanie zadawane przez wieki uczniom, studentom, wyznawcom, krytykom, a jeśli to możliwe – nawet samym autorom. W tle tego pytania tkwi założenie, że autor pisząc, wiedział dokładnie, co miał na myśli. Choć każdy usiłujący przekazać coś drugiemu człowiekowi wie, że to jeszcze nie wszystko. Trzeba jeszcze ową myśl ująć w odpowiednie słowa. Wielką sztuką jest zrobić to precyzyjnie, bez dwuznaczności, zachowując i przekazując sens. Zrobić to tak, by równocześnie ludziom „w serca zapadło”, wydaje się jeszcze większą umiejętnością. Jednak nawet przyjmując najwyższe mistrzostwo autora w[...]
– jeden z punktów spotkania osób pracujących z młodzieżą Punktem wyjścia tego przesłania było słowo „orędzie”. Brzmi ono podniośle, niemal pomnikowo. Kojarzy się z uroczystym wystąpieniem ważnej osoby, z apelem kierowanym do narodu, Kościoła albo świata. A jednak, gdy zdjąć z niego cały patos, orędzie okazuje się czymś prostym. To próba przekazania innym tego, co samemu uznało się za ważne, odkrywcze i kształtujące życie. Właśnie w tym sensie chcę podzielić się trzema myślami, które stały się dla mnie inspiracją w minionym roku – zarówno w pracy, jak i w wierze. Pierwsza z nich dotyczy tego, co nazwano „regułą czterech”. Spośród wszystkich zmian, nawyków, celów i postanowień, które moglibyśmy sobie wyznaczyć, jest jeden, który – jak wierzę – ma wyjątkową moc realnego wpływu na nasze życie i duchowość. Tym[...]
Czy można źle uwielbiać? To jedno z tych pytań, które brzmią prowokacyjnie, ale odpowiedź wcale nie musi być skomplikowana. Można po prostu stwierdzić: „Nie. Nie da się źle uwielbiać”. Jako ludzie rodzimy się z umiejętnością uwielbiania. A potem ją tylko pogłębiamy. Potrafimy być w tym naprawdę dobrzy. Dlaczego? Może dlatego, że uwielbienie nie jest czymś, co bezpośrednio produkujemy. Nie da się go uruchomić na komendę, jak silnika: trzy, dwa, jeden – start. Nie da się też zacząć „uwielbiać od trzeciej zwrotki lub refrenu”. Uwielbienie pojawia się jako efekt uboczny skupienia, zachwytu i podziwu wobec obiektu, na którym koncentrujemy całych siebie. Uwielbiamy wtedy, gdy coś nas zachwyca, gdy uznajemy coś za absolutnie warte naszej uwagi, czasu, emocji i gdy coś budzi w nas ten unikatowy wewnętrzny płomień. Kiedy to się dzieje,[...]
Obudziłem się wyspany i wypoczęty. Prawdą jest, że wyśpisz się tak, jak sobie pościelisz. Nauczyłem się, że warto poświęcić czas i uwagę temu, co ostatecznie wpłynie na moje samopoczucie. pilnowałem, by pierwsza na podłodze stanęła noga prawa. Nie chciałem wstawać lewą, bo to nie zwiastuje niczego dobrego. To mogłoby sprawić, że miałbym dzień jak co dzień. A przecież chciałem, by dzisiaj było lepiej niż wczoraj. Zacząłem się ubierać. Niby wiem, że nie szata zdobi człowieka, ale nie chciałem wyglądać jak ostatnie nieszczęście. Starałem się też ubrać tak, by koszula była bliższa ciału. Ale nie najbliższa. W końcu nie zawsze koncentrowanie się na własnej korzyści jest najlepsze. Czasem można wyjść na tym jak Zabłocki na mydle. Zjadłem proste śniadanie. Nie było tego wiele. Ale wystarczyło. „Lepiej jest mieć jedną[...]
Dziś przekazujemy najcenniejsze przepisy na ten wyjątkowy świąteczny czas. Zajmiemy się absolutnie najdelikatniejszym, najbardziej kruchym i jednocześnie najbardziej przejmującym elementem ludzkiego życia. Sporządzimy tęsknotę. Co będzie nam potrzebne? Zacznijmy od przygotowania. Weźmy pomarańczę i nabijmy ją goździkami. Powoli, cierpliwie, tak by aromat zaczął krążyć w powietrzu i budzić w nas coś, co nie do końca umiemy nazwać. Kiedy zapach się uwolni, spróbujmy wciągnąć go całym sobą. Niech przypomni coś, co jest dla nas wyjątkowe. Dzieciństwo. Dom pełen ludzi. Choinkę. Szczególny rodzaj światła. Dźwięki, atmosferę. Kogoś, kto być może już nie wejdzie do pokoju i nie powie: „Chodź, pomożesz mi z tą sałatką”. Pomocny może być również przedmiot z historią, którą znamy tylko my. Może być to coś niepozornego,[...]
Jasne i przytulne wnętrze dziennego pokoju. Wygodny fotel, a w nim starszy pan. Wspomina. Pamięć mogłaby już szwankować, ale jedno wspomnienie pozostaje niezatarte. Mężczyzna wspomina wczesnodziecięcy czas, gdy miał zaledwie cztery lata. Wtedy to jego rodzony dziadek dał mu cukierka. Cukierka nie byle jakiego. Cukierek był słodki, śmietankowy, po prostu pyszny. Smak nie stanowił jednak o całości wspomnienia. Było jeszcze uczucie. Mały, czteroletni chłopiec, z cukierkiem w ustach poczuł się jak ktoś zupełnie wyjątkowy! Po długim czasie od tamtego wydarzenia siedzący w fotelu, sam będąc dziadkiem, nie widzi innej możliwości, jak powielić tamto zachowanie i dać cukierka również swojemu wnukowi. W końcu jego wnuk także jest kimś wyjątkowym. Ach, te reklamy z lat dziewięćdziesiątych! Po trzech dekadach wydają się śmieszne. Że to się wtedy[...]



