miniatura

A gdybyś jutro obudził się tylko z tym, za co dzisiaj podziękowałeś Bogu? Co by zostało? Rodzina, przyjaciele, zdrowie, dom, jedzenie? Może możliwość chodzenia do szkoły, spotykania się ze znajomymi, zbór, Biblia? A może lista byłaby zaskakująco krótka – nie dlatego, że mamy tak mało, ale dlatego, że do wielu dobrych rzeczy zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Są z nami codziennie, więc po pewnym czasie przestajemy je zauważać.

Właśnie dlatego Dziękczynne Święto Żniw jest dobrą okazją, żeby na chwilę się zatrzymać. Nie tylko po to, by podziękować Bogu za plony i jedzenie, ale żeby rozejrzeć się trochę szerzej. Można mieć naprawdę dużo, a jednocześnie ciągle czuć, że ma się za mało. Czasem wystarczy kilka minut w mediach społecznościowych. Ktoś wrzucił zdjęcia z niesamowitego wyjazdu. Ktoś właśnie dostał coś, o czym ty od dawna marzysz. Ktoś świetnie wygląda, ma mnóstwo znajomych albo odnosi sukcesy w czymś, z czym ty ciągle próbujesz sobie poradzić. I nagle twoje własne życie, które jeszcze pięć minut wcześniej wydawało się całkiem w porządku, zaczyna wyglądać jakoś… blado. Zawsze znajdzie się przecież ktoś, kto ma więcej, lepiej albo ciekawiej. Tylko że patrząc bez przerwy na to, czego nam brakuje, łatwo przegapić to, co już mamy.

W Biblii znajdujemy takie krótkie zdanie: „Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was” (1 Tes 5,18). Łatwo przeczytać je szybko i przejść dalej. Ale właściwie jest w nim coś zaskakującego. Nie ma tam czegoś w stylu: Dziękujcie, kiedy wszystko dobrze się układa. Wdzięczność nie jest przecież zarezerwowana tylko na dni, kiedy dostaliśmy dobrą ocenę, dogadujemy się z rodzicami, mamy świetny humor i właśnie spełniło się coś, o co się modliliśmy.

Nie znaczy to również, że człowiek wierzący musi udawać, że wszystko jest dobrze. Są takie momenty, kiedy nie jest. Rozczarowanie, samotność, choroba, problemy w domu, zawiedziona przyjaźń czy modlitwa, na którą odpowiedź okazała się zupełnie inna, niż oczekiwaliśmy – to wszystko może naprawdę boleć. Wdzięczność nie usuwa tych rzeczy i nie każe się z nich cieszyć. Może jednak sprawić, że trudność nie stanie się jedyną rzeczą, którą widzimy. Obok niej nadal mogą być ludzie, którzy są przy nas, drobne dobre rzeczy i Bóg, który się nie zmienia.

Co ciekawe, najłatwiej przegapić właśnie rzeczy najbardziej zwyczajne. Ciepła woda leci z kranu – normalne. W lodówce jest jedzenie – wiadomo. Ktoś zrobił zakupy, przygotował obiad, zawiózł nas gdzieś albo zapytał wieczorem: „Jak minął dzień?”. Nic niezwykłego. A jednak, gdy jednej z tych rzeczy nagle zabraknie, szybko odkrywamy, że wcale nie była taka drobna. Może więc wdzięczność nie polega przede wszystkim na szukaniu wielkich powodów do dziękowania. Może częściej chodzi o to, żeby na nowo zobaczyć te małe.

I wtedy zwyczajne „dziękuję” zaczyna znaczyć trochę więcej. Zaczynamy dostrzegać, że obiad nie pojawił się na stole sam, ktoś znalazł czas, żeby z nami porozmawiać, a wspólne nabożeństwo wymagało czyjegoś zaangażowania i przygotowania. To, co do tej pory wydawało się zwyczajne i oczywiste, nabiera innego znaczenia. Zaczynamy zauważać ludzi, ich czas i troskę, a przede wszystkim Boga, od którego pochodzi to, co mamy. Wdzięczność nie sprawia, że nagle mamy więcej. Sprawia jednak, że zaczynamy dostrzegać więcej z tego, co już otrzymaliśmy.

Spróbuj zrobić w tegoroczne Dziękczynne Święto Żniw mały eksperyment. Przez siedem wieczorów zapisuj po trzy rzeczy, za które możesz podziękować Bogu. Bez powtarzania. Pierwszego dnia będzie łatwo. Potem trzeba będzie poszukać trochę głębiej: konkretna rozmowa, czyjś uśmiech, spokojny powrót do domu, coś, czego się nauczyłeś, odpowiedź na modlitwę, której wcześniej nawet nie zauważyłeś. Po tygodniu na kartce znajdzie się 21 rzeczy.

Kto wie? Może po tych siedmiu dniach nic wokół ciebie się nie zmieni. Ten sam dom, ta sama szkoła, ci sami ludzie i te same problemy. A jednak ty możesz zobaczyć to wszystko trochę inaczej. I odkryć, że masz więcej, niż myślisz.