miniatura

– najstarsza uczestniczka powstania warszawskiego

Odpowiedzialność za siebie i bliźnich. Niesienie innym pomocy. Działanie dla ojczyzny i wspólnego pożytku. Te wartości dla całej rodziny nie były pustymi słowami. Także dla Barbary, która zaświadczyła o tym – jak w harcerskim przyrzeczeniu – całym swoim życiem.

Barbara Sowa z d. Gettel, pseudonim konspiracyjny „Basia”, odeszła do Pana 1 sierpnia 2024 roku, dokładnie w 80. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. Była jego najstarszą żyjącą uczestniczką – miała ponad 106 lat.

Rodzinne wartości

Barbara urodziła się 23 czerwca 1918 roku w Warszawie, w ewangelickiej rodzinie inteligenckiej jako najstarsza z trojga dzieci. Jej ojciec, Paweł Gettel, był działaczem politycznym, społecznym i gospodarczym. W latach zrywu niepodległościowego był członkiem konspiracyjnej grupy „Samoobrona Narodowa”. Działał m.in. u boku bpa Juliusza Burschego w Mazurskim Komitecie Plebiscytowym. W okresie II Rzeczpospolitej zajmował się kwestiami pracy i polityki społecznej oraz edukacji, w tym polskiej młodzieży na emigracji. Był posłem na sejm III kadencji. Matka Barbary, Eugenia Gettel, pracowała w NBP. Rodzeństwo Barbary – siostra Zofia i brat Edward – tak jak ona sama było zaangażowane w działalność harcerską.

Barbara zdała maturę w 1936 roku, w znanym warszawskim żeńskim liceum im. Wandy Posselt-Szachtmajerowej. W tej samej klasie była Wanda Piłsudska, córka marszałka Józefa Piłsudskiego. Przez trzy lata Basia studiowała w Szkole Głównej Handlowej. W październiku 1939 roku miała rozpocząć ostatni rok studiów.

W czasie okupacji w patriotycznym rodzinnym domu Barbary odbywały się zebrania konspiracyjne, a także nielegalne wieczory muzyczne i poetyckie. Brat Edward, prowadził w domu rodziców szkolenia z bronią dla młodzieży konspiracyjnej spoza Warszawy.

Konspiracja

Niemal natychmiast po utworzeniu Związku Walki Zbrojnej, przemianowanego potem na Armię Krajową, rodzeństwo wstąpiło do tej organizacji. Najpierw, w grudniu 1939 roku Zofia, potem 25 stycznia 1940 roku – Barbara. Organizacyjny pseudonim Barbary to po prostu „Basia”.

Zaczęła pracę konspiracyjną w Sanitariacie w IV Obwodzie – Ochota, okręgu warszawskiego, zorganizowanym przez kpt. dra Jana Zaborowskiego. Tam ukończyła kursy pielęgniarskie i nielegalną praktykę medyczną prowadzoną przez dr Janinę Bachańską-Kuźniecową w Szpitalu Dzieciątka Jezus. Pełniła też funkcję łączniczki i kolporterki konspiracyjnych wydawnictw. Podobne przeszkolenie przeszła Zofia, młodsza siostra Barbary.

Powstańczy zryw

Całe rodzeństwo wzięło aktywny udział w powstaniu warszawskim. Brat Edward, pseud. „Kotek”, walczył z bronią w ręku w Kompanii Harcerskiej Batalionu Gustaw. Zginął w 28 sierpnia 1944 roku na Starówce. Obie siostry służyły w powstaniu jako sanitariuszki.

Na początku powstania warszawskiego Basia walczyła na Ochocie w Reducie Kaliskiej (IV Obwód Armii Krajowej „Ochota”). Ten najpoważniejszy obok Reduty Wawelskiej bastion obrony Ochoty został samorzutnie zorganizowany przez poruczników „Poboga” i „Gustawa”, po wycofaniu się głównych sił powstańczych obwodu w nocy z 1 na 2 sierpnia w kierunku Lasów Sękocińskich.

Kluczową pozycją Reduty Kaliskiej był budynek Monopolu Tytoniowego przy ul. Kaliskiej, gdzie mieścił się również szpital powstańczy, w którym pracowała Basia. Budynek znajdował się pod stałym ostrzałem, w tym ciężkich dział kolejowych, strzelających z Warszawy Zachodniej. Po kilku dniach doprowadziło to do częściowego zniszczenia i zapalenia budynku. Z 7 na 8 sierpnia ewakuowano szpital do willi przy ul. Joteyki i Sękocińskiej. Jednak te budynki nie mogły zapewnić pożądanej osłony przed ostrzałem niemieckiej artylerii. Powstańcy opuścili Redutę Kaliską w dniach 9-10 sierpnia. Część z nich przedostała się zwartym oddziałem do Lasów Chojnowskich, część rozproszyła się w Warszawie.

Wielu rannych powstańców i cywilów zostało zamordowanych w punktach medycznych przy ul. Joteyki. Mieszkańcy wszystkich okolicznych domów zostali wypędzeni na Zieleniak przy ul. Grójeckiej, czemu towarzyszyły morderstwa, gwałty i rabunki. Unikając natychmiastowego rozstrzelania na miejscu, część powstańców przedostała się na Zieleniak w tłumie ludności cywilnej. Tak było również w przypadku Basi. Na Zieleniaku spotkała swoją matkę Eugenię Gettel i siostrę Zofię pseud. „Helena”, która była sanitariuszką i łączniczką w drugim bastionie Ochoty – Reducie Wawelskiej. Okrucieństwo niemieckich żołnierzy i formacji SS-RONA (Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej) skierowane głównie przeciw ludności cywilnej, na Zieleniaku osiągnęło apogeum. Spędzonych tam mieszkańców Ochoty wywożono do obozu przejściowego w Pruszkowie.

Powstanie i szpital w Kampinosie

Po dwóch nocach spędzonych na Zieleniaku, obie siostry wraz z matką znalazły się w transporcie kolejowym do Pruszkowa. Po drodze w siedem osób uciekły i przez kilka dni ukrywały się wraz z młodszą koleżanką Haliną Rogozińską z d. Rutkowską. Siostry zdecydowały, że będą dalej kontynuować walkę. Koleżanka skontaktowała się z bratem Kazimierzem, członkiem AK i za jego pośrednictwem w trójkę trafiły do dworku w Łuszczewku, gdzie znana siostrom dr Bachańska-Kuźniecow wraz z mężem dr. Anatolem Kuźniecowem i dr. Jankiem Dembowskim organizowali szpital dla powstańców warszawskich działających w Puszczy Kampinoskiej.

I tak zaczęła się druga część wal-ki Basi i jej siostry. Szpital w ramach VII Obwodu Armii Krajowej, Rejonu VIII Grupy „Kampinos” został zorganizowany w małym dworku w Łuszczewku, na obrzeżu Puszczy Kampinoskiej. Tam też poznała Basia przyszłego męża Bernarda Sowę, ciężko rannego w bitwie pod Pociechą (31 sierpnia 1944) powstańca, kawalerzystę z partyzanckich oddziałów porucznika „Góry-Doliny”. Po kilku tygodniach szpital okazał się za mały. Został przeniesiony do Pawłowic, a we wrześniu do większego dworku w Gawartowej Woli, gdzie funkcjonował również po upadku powstania, pod przykrywką legalnie działającego szpitala Rady Głównej Opiekuńczej. Basia i Helena służyły w tym szpitalu do końca powstania i potem aż do sierpnia 1945 roku. Bernard, po rekonwalescencji, także pracował w szpitalu w Gawartowej Woli jako sanitariusz.

Powojenne losy

Barbara i Bernard, już jako para, po opuszczeniu szpitala pojechali do Poznania, dokąd ze zburzonej po upadku powstania Warszawy przenieśli się rodzice Barbary. Ojciec Barbary aktywnie działał na rzecz poznańskiej społeczności ewangelickiej, był również kaznodzieją.

Po krótkim pobycie w Poznaniu młodzi zdecydowali się na wyjazd do Wrocławia, gdzie trafili w listopadzie 1945 roku. Wyjąwszy ślub, który wzięli w poznańskim kościele rzymskokatolickim 31 grudnia 1946 roku, całe swoje powojenne losy związali z Wrocławiem.

Barbara pracowała zawodowo w Państwowej Fabryce Wagonów „Pafawag”, a od roku 1953 w Zakładach Energetycznych Okręgu Dolnośląskiego i Zakładzie Energetycznym Wrocław. Pracowała w Ośrodku Informacji Naukowej, Technicznej i Ekonomicznej i prowadziła bibliotekę, organizowała zawodowe kursy dokształcające.

Przez cały okres pracy zawodowej i później, na emeryturze, aktywnie uczestniczyła, na wielu polach, w życiu społeczności zakładu pracy i miasta. Barbara należała do Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Opatrzności Bożej we Wrocławiu. Do tejże parafii należała, po przeniesieniu się do Wrocławia, matka Barbary – Eugenia.

Kwiaty od parafii

Mama rzadko wspominała wojenną przeszłość. Podobnie tata. Oczywiście, obojgu rodzicom bardzo ciążyło, że nie mogli być publicznie dumni ze swej powstańczej służby, a odwrotnie, często musieli ją ukrywać. Byli jednak wśród szczęśliwców, którzy doczekali zmian ustrojowych, doczekali wyrazów wdzięczności i uznania.

Począwszy od 100. rocznicy urodzin Barbary, równolatki Odrodzonej Rzeczpospolitej, jej coroczne święto miało już nie tylko rodzinny, ale coraz bardziej publiczny charakter. Wizyty delegacji władz państwowych, samorządowych, miejskich i wojskowych, delegacji Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej (ŚZŻAK), zakładu pracy, fundacji i stowarzyszeń, uświetniały te uroczystości. Najpiękniejszy kosz kwiatów dostawała jednak Barbara ze swojej parafii Opatrzności Bożej.

W 2001 roku Barbara Sowa została mianowana podporucznikiem, następnie porucznikiem, kapitanem i majorem Wojska Polskiego w roku 2024. W roku 2018 została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Polonia Restituta. Otrzymała też wiele innych odznaczeń i wyróżnień, m.in. w 105. rocznicę urodzin (2023) została wyróżniona Szablą Honorową Wojska Polskiego. Obok rodziny, wojska i przedstawicieli władz wszystkich szczebli, przedstawicieli ŚZŻAK, fundacji i stowarzyszeń działających na rzecz kombatantów, przede wszystkim Kampanii BohaterON, w uroczystości wzięli udział duchowni z wrocławskiej parafii Opatrzności Bożej z biskupem Ryszardem Boguszem.

Wyrazem uznania i szacunku było także odsłonięcie 20 maja 2024 roku muralu Warszawiacy – Powstańcy – Wrocławianie, upamiętniającego uczestników powstania warszawskiego, którzy wciąż żyją wśród wrocławian. Wśród nich jest też sylwetka „Basi”.

Odejście „Basi”

Odejście „Basi” 1 sierpnia, w tak symbolicznym dniu, odbiło się szerokim echem w przemówieniach na uroczystościach z okazji okrągłej rocznicy wybuchu powstania i w środkach masowego przekazu. Barbara Sowa pozostawiła w żalu dwóch synów, dwoje wnucząt, sześcioro prawnucząt i praprawnuczkę. Jej pogrzeb odbył się 10 sierpnia 2024 roku na Cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu. Uroczystość żałobną prowadzili ks. Paweł Mikołajczyk i ks. Marta Zachraj-Mikołajczyk z parafii Opatrzności Bożej.

Odprowadzały ją tłumy. W pożegnaniu z pełną asystą wojskową, oprócz rodziny wzięli udział przedstawiciele władz, wojska, ŚZŻAK, fundacji i stowarzyszeń działających na rzecz kombatantów, znajomi. Nad trumną wspominał mamę syn, a jej udział w powstaniu warszawskim przybliżył jego inny uczestnik Stanisław Wołczaski. W imieniu władz państwowych przemówił wicewojewoda wrocławski Piotr Sebastian Kozdrowicki.

„Pani Basia wyróżniała się łagodnością i skromnością. Miała spokojny głos i piękne, dobre i uśmiechnięte oczy. Bił od niej spokój, choć tyle w życiu przeszła. Nie okazywała tego, nie podkreślała swoich zasług AK-owskich. Nieraz udało mi się usłyszeć zza drzwi pokoju dochodzące rozmowy, których tematem była służba w AK. Tych tragicznych wspomnień chciano nam, dzieciom, oszczędzić. Ale piosenek śpiewanych pełnym głosem słuchać nie broniono! To były piękne, podniosłe chwile. Przekazała nam patriotyzm, miłość i poszanowanie tradycji” – wspomina zmarłą Wanda Sosińska, córka jednej z przyjaciółek Barbary.

Wnuczka Katarzyna Groszek wspomina babcię jako osobę pełną dystansu do siebie, poczucia humoru, życzliwości i wyrozumiałości dla ludzi. W pamięci zatrzymała klasową wycieczkę, gdzie babcia jako opiekunka zdobyła od razu serca młodych ludzi, ale przede wszystkim jej opowiadania o powstaniu, gdy mówiła: „wydawało mi się że jak się skulę i odpowiednio szybko pobiegnę, to nic mi nie będzie groziło; bo kule latały nad nami”.

Podczas pożegnania na cmentarzu mówiłem, że mama była odpowiedzialna, opiekuńcza, niekonfliktowa: „Od najmłodszych lat pamiętam nieuświadomione do końca uczucie pewności siebie wynikającej z posiadania dobrej, kochającej mamy, z zaufania do niej. To oparcie w domu rodzinnym okazało się dla mnie bardzo istotne przez całe moje życie”. Swoje wspomnienie zakończyłem słowami: „Płaczmy, że odeszła. Radujmy się, że była z nami tak długo”. Barbara spoczęła obok męża Bernarda, zmarłego w 2012 roku i obok matki Eugenii.

Zdjęcie u góry: przed szpitalem powstańczym w Gawartowej Woli, w środku Barbara obok przyszłego męża Bernarda, 1944 r.