„Czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili. Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania, wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi; kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu. Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy, wiedząc, że zmartwychwzbudzony Chrystus już nie umiera, śmierć nad nim już nie panuje. Umarłszy bowiem, dla grzechu raz na zawsze umarł, a żyjąc, żyje dla Boga. Podobnie i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”.
Rz 6,3–11
Przypomina mi się historia opowiedziana przez znajomą, która straciła oddech pod wodą i prawie utonęła. Razem ze swoim przyszłym mężem szukali wspólnego hobby. Zapisali się na kurs nurkowania, a później wyjechali do ciepłych krajów, by rozwijać swoją nową pasję. Podczas jednego z nurkowań podziwiała podwodny świat. W pewnym momencie obróciła się i dosłownie zabrakło jej tchu. Kilka metrów dalej zobaczyła swojego przyszłego męża trzymającego kartkę z napisem: „Wyjdziesz za mnie?”.
Wspominając to wydarzenie, powiedziała coś bardzo mądrego: „Aby budować relację, trzeba ze sobą po prostu spędzać czas – nawet pod wodą”.
Myślę, że ta historia koresponduje ze słowami apostoła Pawła. Chrzest zanurzył nas w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, abyśmy szli razem z Nim ku nowemu życiu. Więź, relacja z Jezusem rozwija się wtedy, gdy spędzamy czas z naszym Panem i Zbawicielem. Podczas wakacji, czasu wolnego, w pracy, w komunikacji miejskiej, w podróży.
Bardzo dobrą praktyką jest rozpoczynanie dalekiej podróży od modlitwy. Nastrajamy się na to, co przed nami, ale też na Tego, który nas prowadzi. Nie ma w tym niczego niestosownego, aby jeszcze przed podróżą zatrzymać się i pomodlić się o dobrą drogę i prowadzenie. Może dzięki modlitwie przypomni nam się coś, czego byśmy zapomnieli, gdyby nie moment wyciszenia?
Z podróżą i Chrztem Świętym jest bardzo podobnie – powinniśmy wiedzieć, jaki jest nasz cel. Paweł przypomina, że naszym celem nie jest jedynie dobre życie tu na ziemi. Chrzest Święty jest tego doskonałym obrazem: zostaliśmy zanurzeni w Chrystusa po to, aby razem z Nim przejść przez śmierć do życia. Jesteśmy z Nim złączeni nie tylko w krzyżu, ale także w nadziei zmartwychwstania. Chrystus nie zaprasza nas do chwilowej przygody, ale do wspólnej drogi prowadzącej do pełni życia.
Każdego dnia warto więc pytać siebie o cel swojej relacji z Jezusem. Czy pozwalam Mu prowadzić się przez trudne momenty w życiu? Czy pamiętam, że zostałem ochrzczony nie tylko po to, by wierzyć, ale by żyć pełnią wiary, nadziei i miłości?
Jeśli chcemy budować trwałą więź – w małżeństwie, przyjaźni czy w wierze – musimy spędzać czas na jej budowaniu i często mówić, jakie mamy wspólne cele. Chrystus ten cel jasno wskazuje: życie z Nim, dla Niego i ostatecznie w Nim na wieki.
Kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy po wielu latach bycia ze sobą w związku przestają się rozumieć, przestają lubić ze sobą spędzać czas, przestają się kochać nawzajem, okazuje się, że często ich cele się różnią. Jedna osoba chce mieć dziecko, druga nie. Jeden partner chce dużo podróżować po świecie, a druga strona jest domatorem. Jedno chce rozwijać swoją karierę zawodową, a drugie chce bardziej skupić się na wychowaniu dzieci. Są różne cele i przez to miłość stygnie.
W Chrzcie Świętym Bóg mówi nam: jesteś moim umiłowanym dzieckiem. Masz w życiu cel – a jest nim życie wieczne w pokoju, sprawiedliwości, miłości. Amen.
„Zwiastun Ewangelicki” 13-14/2026



