miniatura

– jak długo można mieszkać z rodzicami pod jednym dachem?

Według badań w 2025 roku 39% osób w wieku 25-34 lat mieszka z rodzicami, nie ma współmałżonka ani własnych dzieci. Powody są oczywiście różne: od ekonomicznych, przez związane z relacjami, epidemią samotności, po problemy rodzinne. Pada w związku z tym pytanie: Czy to źle, że ktoś mieszka z rodzicami? Kiedy jest ta górna granica, że trzeba się od nich wynieść?

Czy Biblia w ogóle mówi cokolwiek na ten prozaiczny temat? Na początek oczywiście nasuwa się na myśl główny werset, który porusza tę tematykę: „Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem” (1 Mż 2,24). Cytowany jest jeszcze przez Jezusa i znajdujemy go na przykład w Mk 10,7, a potem Paweł przywołuje go w Ef 5,31. Bazując na tym wersecie, możemy wysnuć wniosek, że w momencie ślubu opuszczamy rodziców. Użyte tutaj słowo „opuścić” jest tym samym słowem, które znajdujemy w historii Abrahama, gdy Bóg kazał opuścić mu swoją ziemię. Czy w takim razie chodzi tutaj o dosłowne wyprowadzenie się z domu oraz przemieszczenie się?

Tutaj chodzi o zbudowanie swojej rodziny. Zmianę swojego sposobu myślenia. Osoba, która jest w małżeństwie, przede wszystkim bierze pod uwagę zdanie swojego partnera. Nieważne, czy są to kwestie w rodzaju: co na obiad, czy poważne plany na przyszłość. Zdanie rodziców oczywiście można brać pod uwagę, często ich większe doświadczenie pomaga, ale ostateczna decyzja musi być podjęta w nowo powstałej rodzinie. Ważne jest stworzenie osobnych zespołów, w których ludzie są wzajemnie za siebie odpowiedzialni.

Niestety, często oddzielenie tych dwóch światów jest trudne. Postawienie zdania współmałżonka wyżej niż zdania rodziców nie zawsze wychodzi. Prawdopodobnie dlatego znamy tak wiele kawałów o teściowej. Jednak sama praktyka mieszkania razem, zwłaszcza na początku, jest powszechna ze względów ekonomicznych. Zazwyczaj jest to etap przejściowy.

Czy w takim razie, jeśli nie mam współmałżonka, nie mogę się wyprowadzić od rodziców? Czy pójście na studia do miasta oddalonego o 150 km to grzech?

Myślę, że warto się tutaj nieco zagłębić w Biblię. W Izraelu cały lud, nieważne czy wędrował, czy mieszkał gdzieś na stałe, składał się z rodów. Każde plemię trzymało się razem, a jego członkowie mieszkali obok siebie na wyznaczonych im ziemiach. Sytuacja, w której ktoś opuszczał swoich rodziców nie ze względu na małżeństwo, była raczej związana z odstępstwem od normy, świadczyła o problemach. Sam Jakub patriarcha opuścił dom rodzinny, bo uciekał przed bratem, który chciał go zabić. To nie była standardowa sytuacja rodzinna. Mojżesz, który przez zbieg okoliczności był wychowywany na dworze faraona, też nie opuściłby swojego domu, gdyby nie niebezpieczeństwo śmierci. No i to już prowadzi nas do zagadnienia, co jest takiego w rodzinie, że warto w niej być i co stracili Jakub i Mojżesz?

Po pierwsze – eliminacja samotności. Warto zwrócić na to uwagę. Tutaj nie ma miejsca na samotność. Albo ktoś jest ze swoimi rodzicami czy rodzeństwem, albo zakłada swoją rodzinę. Nie ma sytuacji, że ktoś wraca do swojego mieszkania i musi sam mierzyć się ze wszystkimi problemami. A nawet, jeśli na skutek jakiś tragicznych wydarzeń tak się stało, to cała wspólnota ma go wspierać i towarzyszyć mu. Jest to uznane raczej za sytuację trudną i niestandardową. Bóg wie, że człowiek nie powinien być sam. Nie chce tego dla nas. Myślę, że dlatego – gdy idziemy na studia – warto zadbać o dobrych współlokatorów. Może to być nasze rodzeństwo, przyjaciele, znajomi, może ktoś z naszej parafii albo sąsiedniej. Warto, żeby były to osoby, na których możemy polegać. Takie, które w razie kryzysu zareagują, z którymi będziemy mogli się pomodlić czy zwyczajnie porozmawiać. Uczniowie Jezusa, według tradycji w większości nie mieli rodzin, ale On posyłając ich (por. Mk 10,1–15), wyznaczył po dwóch uczniów w jedno miejsce. Nie pozwolił, żeby ktokolwiek został zupełnie sam.

Po drugie – żelazo ostrzy żelazo, a człowieka ostrzy człowiek. Aby prawidłowo się rozwijać, eliminować trudne zachowania, musimy je najpierw dostrzec. Często jest to dla nas trudne, a czasem wręcz niemożliwe. To, że mieszkamy z kimś na co dzień, pozwala tej drugiej osobie, czy kolejnym dostrzec nasze złe nawyki. To właśnie one powiedzą nam, że warto żebyśmy coś zmienili. Im więcej osób zwróci nam na coś uwagę, tym większa mobilizacja, aby to zmienić. Tak więc bliskie nam osoby pomagają kształtować nasz charakter, równocześnie znając nas bardzo dobrze.

No dobrze, a co zrobić, jeśli rodzice cały czas pytają, kiedy ślub, a Ty nawet nie masz dziewczyny/chłopaka? Naturalne jest, jeśli wtedy mieszkasz z rodzicami. Nie jest to nic złego. Pan Bóg zapisał nam zaraz na początku Biblii: „Niedobrze jest człowiekowi, gdy jest sam. Uczynię mu pomoc odpowiednią dla niego” (1 Mż 2,18). Zauważ, Stwórca nie mówi, że człowiek musi mieć żonę; że wstyd, że nie ma żony; że gospodarka padnie jak nie będą się żenić. Najwyższy z miłością patrzy na swoje stworzenie i stwierdza, że raźniej mu będzie w towarzystwie. Co więcej – to On wykonuje pracę, aby podarować Adamowi pomoc. Człowiek nie zrobił nic intencjonalnie, żeby pojawiła się Ewa, przecież spał. To Bóg podarował mu żonę.

Myślę, że warto oczywiście uzbroić się w cierpliwość i modlitwę o drugą połówkę, ale ważne jest też być na to przygotowanym. Bóg kocha nas tak samo jak osobę, którą przeznaczył dla nas. Nie chce dopuścić do tego, żebyśmy ją skrzywdzili albo aby ona skrzywdziła nas. Jeśli jedna z tych osób nie jest jeszcze gotowa, by wejść dojrzale w związek, to może zdarzyć się tak, że ten cały proces będzie się przedłużał. Warto wtedy z otwartością spojrzeć na siebie i szczerze zastanowić się, czy naprawdę jest się na to wszystko gotowym.

Podsumowując, nie jest źle, jeśli mieszka się z rodzicami w jednym domu, zwłaszcza nie mając swojej nowej rodziny. Wspólne mieszkanie kształtuje charaktery domowników, jak również zapobiega poczuciu samotności. Jeśli nowa rodzina mieszka dalej z rodzicami, to konieczne jest wydzielenie własnej strefy oraz zmiana priorytetów. Bóg stwierdza, że człowiek nie powinien być sam, dlatego zachęca, byśmy nie mieszkali samotnie.