„Liczyliście na wiele, lecz oto jest mało, a gdy to przynieśliście do domu, zdmuchnąłem to. Dlaczego? – mówi Pan Zastępów. Z powodu mojego domu, który leży w gruzach, podczas gdy każdy z was gorliwie krząta się koło własnego domu. Dlatego niebo zatrzymało swoją rosę nad wami, a ziemia zatrzymała swoje plony. (…) Wtedy Pan poruszył ducha Zorobabela, syna Szealtiela, namiestnika Judei, i ducha arcykapłana Jozuego, syna Jehosadaka, i ducha całej reszty ludu, tak że przyszli i podjęli pracę koło domu Pana Zastępów, swojego Boga”.
Ag 1,9–10.14
Pan Bóg postanowił zawezwać swój lud przez proroka Aggeusza do odbudowy świątyni jerozolimskiej. Król Dariusz pozwolił Żydom na ponowne wzniesienie świątyni w Jerozolimie. Dawni wygnańcy odbudowali nie tylko mury miasta, ale także swoje domy. Bóg wypomina im to przez proroka. Wniosek wydaje się prosty: skoro Żydzi zadbali o siebie i swoje dobro, czas zadbać o Boga i przywrócić do świetności Jego świątynię.
Nie chodziło tylko o odbudowę miejsca kultu i powrót do jego sprawowania. Chodziło o wyraźny sygnał dla wszystkich pogan, że oto Jahwe ma na powrót swoją świątynię. Po czasie ucisku nastał czas odrodzenia, choć pod obcym, perskim panowaniem, które jednak dawało Żydom pewną religijną autonomię. Bóg przypomina za pośrednictwem swojego proroka, że wszelkie działania i starania, nawet podparte modlitwami, nie dadzą rezultatu, jeśli lud nie zatroszczy się o sprawy Boże i nie przywróci należnego Bogu miejsca. Jahwe ma być najważniejszy! Jeśli Jahwe jest na pierwszym miejscu, wszystko inne ułoży się pozytywnie. Apel proroka skierowany do namiestnika królewskiego Zorobabela i arcykapłana Jozuego spotyka się z pozytywnym odzewem, wręcz z entuzjazmem.
My żyjemy w innych czasach. Posiadamy kościoły, w których gromadzimy się na nabożeństwach. W historii Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce przeżyliśmy wiele traum związanych z utratą obiektów sakralnych i zmniejszeniem się liczby wiernych. Szczególnie bolesna była rzeczywistość powojenna. Dziś zmagamy się z jeszcze inną rzeczywistością. Mamy wystarczającą liczbę kościołów i kaplic, a nawet mamy ich nieco za dużo… Kurczą się nasze filiały i parafie. Często parafia, która ma duży, nierzadko piękny kościół, może zmieścić uczestników niedzielnego nabożeństwa w niewielkiej sali parafialnej.
Do tego dochodzi kolejne zmartwienie. Parafii często nie stać na utrzymanie w należytej kondycji obiektów, które na dodatek często figurują w rejestrach wojewódzkiego konserwatora zabytków. Gdzieś po cichu pozwalamy sobie na niepoprawną myśl, że budynek kościoła jest bardziej zmartwieniem niż radością. Idąc dalej, pojawia się jeszcze bardziej zakazana myśl – chętnie byśmy ten kościół oddali, choćby rzymskim katolikom i ograniczyli się do przestrzeni naszych plebanii i domów parafialnych. Kłopot jednak polega na tym, że nasi ekumeniczni partnerzy mają te same problemy i wcale naszych kościołów nie potrzebują.
Zmiany społeczne związane z laicyzacją społeczeństwa rezonują niezwykle mocno i boleśnie także w kontekście naszych sakralnych nieruchomości. Myśl o ich desakralizacji i przeznaczeniu na inne cele wydaje się wielu z nas zbyt śmiała i postępowa. Przykłady z Holandii, Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii i Niemiec nie zawsze są zachęcające.
Co zatem robić? Cieszę się i dziękuję Bogu za inicjatywę o wieloletniej tradycji, jaką jest Bratnia Pomoc im. Gustawa Adolfa. Dzięki zbieranym co roku środkom pomoc na prace remontowe otrzymuje wiele parafii. Może to działanie jest zbyt skromne w stosunku do skali potrzeb, ale stanowi formę okazania troski o stan naszych kościołów i kaplic.
Ofiarność i zaangażowanie ofiarodawców oraz przedsiębiorczość rad parafialnych i proboszczów jest odpowiedzią na wezwanie Aggeusza. Kontekst i rzeczywistość są inne od starotestamentowych. Nie zmienia to jednak istoty rzeczy i celu. A jest nim pokazanie, że Pan jest dla nas ważny i że dbamy o to, by miejsca naszych modlitw, głoszenia Słowa Bożego i sprawowania sakramentów zachowały właściwą im godność. Amen.
„Zwiastun Ewangelicki” 11/2026



