„A gdy Jezus stał nad Jeziorem Genezaret, a tłum cisnął się do Niego, by słuchać Słowa Boga, zobaczył dwie łodzie, leżące na brzegu jeziora, z których wysiedli rybacy i płukali sieci. Wszedł do jednej z nich, należącej do Szymona i poprosił go, aby nieco odpłynął od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. A gdy przestał przemawiać, zwrócił się do Szymona: Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów. Szymon odpowiedział: Mistrzu, przez całą noc trudziliśmy się i nic nie złowiliśmy, ale na Twoje słowo zarzucę sieci. Tak też uczynili i złapali tak wielką ilość ryb, że sieci się rwały (…) Szymon Piotr, gdy to zobaczył, rzucił się Jezusowi do kolan i powiedział: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem grzesznym człowiekiem. (…) Jezus jednak zwrócił się do Szymona: Nie bój się”.
Łk 5,1–6.8.10; BE
Znacie się na czymś? Głupie pytanie. Przecież jesteśmy w Polsce, gdzie ponoć jesteśmy ekspertami w tematach, które aktualnie są na topie.
Ale tak na poważnie. Znasz się na czymś? Być może jest to coś, z „czym się urodziłeś”. Masz wyjątkową zdolność i dana rzecz, ot tak, po prostu zawsze ci wychodzi. A może przyszło to z wiekiem, wraz z ciężką pracą i latami doświadczeń aż doszedłeś do wprawy. Może osiągnąłeś to zarywając noce na zakuwanie reguł, wzorów, czy formułek lub słówek, ale dziś możesz powiedzieć, że się na tym czymś znasz. Oczywiście są osoby dużo lepsze od ciebie w innych dziedzinach. Tak, wiem, jesteśmy w Polsce i trudno się do tego przyznać, ale uczciwie trzeba powiedzieć, że i to stwierdzenie jest prawdziwe. Może imponuje nam czyjaś wiedza, umiejętność czy talent. Może jesteś czyjąś fanką lub fanem, ale na tej jednej czy kilku rzeczach znasz się lepiej niż twój idol.
Tak było w przypadku pewnego – niekoniecznie małego – przedsiębiorcy, którego biznes jednego dnia nie wypalił. Znał się na swoim fachu. Wiedział doskonale co, jak i kiedy trzeba zrobić, by trud się opłacił, a jednak tym razem nie wypaliło. Nadarzyła się jednak okazja, by dorobić. Drobna fucha, w zasadzie w zupełnie innej branży, ale posiadane przez niego narzędzia były do jej wykonania wystarczające.
Tak oto rybak, a w zasadzie właściciel przedsiębiorstwa rybnego, został nagłośnieniowcem. Tego w istocie dotyczyła prośba wędrownego rabina. Odpływając nieco od brzegu, zapewnił swojemu klientowi warunki lepsze niż w niejednym amfiteatrze. Słowa mówiącego z łodzi rozchodziły się po falach jeziora, a następnie docierały do tłumów, które rozsiadły się na stromych w tych okolicach brzegach.
Nie wiemy, czy Szymon słuchał tego, co Jezus miał do powiedzenia. Może tak, może drzemał po całonocnej harówce, może czuwał w skupieniu, by łódź nie dryfowała za blisko albo za daleko od brzegu. Tak czy inaczej, w zasadzie już po wszystkim, wtedy, gdy wydawało się, że zostało już tylko dopłynąć do brzegu, skasować za usługę swojego klienta i wreszcie pójść odpocząć, coś poszło nie tak.
Ten, który przed chwilą nauczał tłumy, zwrócił się bezpośrednio do niego – i to nawet nie prosząc, jak poprzednio, ale oczekując, że zrobi coś, co się nie miało prawa udać. Może i nauczanie poznanego ledwo co jegomościa było ciekawe, może mówił poruszające rzeczy, może przyjemnie się go słuchało, ale na łowieniu ryb się nie znał! A na tym akurat Szymon się znał. Wiedział, że to nie ma sensu, i nie omieszkał tego powiedzieć. A jednak to zrobił. I to nie – jak chciałoby się sądzić – z tego powodu, że uwierzył „na słowo”. Cała jego późniejsza reakcja wskazywałaby raczej, że bardziej dlatego, by udowodnić, że to on ma racje. W końcu zna się na swoim życiu.
I tak oto dochodzimy do sedna tej historii. Jezus nie jest tylko „mistrzem opowiadanego słowa”, kimś, kogo czy o kim dobrze się słucha. On zna się na życiu każdego z nas lepiej niż my sami! Uświadomienie sobie tego nie jest łatwe, bo po pierwsze – wnosi w życie zmianę, a po drugie – mówi prawdę o nas. Prościej powiedzieć Mu: „Odejdź”. Na szczęście On do nas mówi: „Nie bój się”. I tego poznania nam życzę. Amen.
„Zwiastun Ewangelicki” 12/2026



