„Teraz zaś, Boże nasz, wysłuchaj modlitwę Twojego sługi i jego błaganie. Rozjaśnij swoje oblicze nad Twoim zburzonym przybytkiem, Panie, przez wzgląd na siebie samego! Nadstaw, mój Boże, ucha i wysłuchaj! Otwórz oczy i zobacz nasze zgliszcza oraz miasto, nad którym wzywano Twojego imienia! Przecież zanosimy przed Tobą błagalne modlitwy nie ze względu na naszą sprawiedliwość, lecz ufni w Twoje wielkie miłosierdzie. Panie, usłysz! Panie, odpuść! Panie, spójrz i zacznij działać, nie zwlekaj przez wzgląd na siebie samego, mój Boże!”. Dn 9,17–19; BE
Współcześnie bardzo często żyjemy tak, jakby wiele zależało od nas samych: od naszych decyzji, zaradności, wytrwałości i umiejętności odnalezienia się w zmieniających się okolicznościach. I rzeczywiście, wielokrotnie potrafimy dostosować się do nowych sytuacji, znaleźć rozwiązanie, iść dalej mimo trudności. Jednak przychodzą takie chwile, gdy wszystkie te ludzkie możliwości okazują się niewystarczające. Gdy stajemy wobec doświadczeń, których nie umiemy unieść ani zrozumieć. Wtedy właśnie odkrywamy swoją kruchość, bezradność i to, jak bardzo potrzebujemy wołać o pomoc. W taki właśnie klimat wprowadza nas przytoczony fragment Księgi Daniela.
Słowa Daniela rodzą się w czasie wygnania, gdy Juda od wielu lat znajduje się pod panowaniem obcych mocarstw, a jej mieszkańcy żyją z dala od Jerozolimy i swojej ziemi. Sam Daniel, choć służy na królewskim dworze, również należy do tych, którzy doświadczają losu wygnańców i noszą w sobie tęsknotę za utraconą ojczyzną. Właśnie wtedy przypomina sobie słowa Jeremiasza, który zapowiadał, że czas wygnania będzie trwał siedemdziesiąt lat, a potem Bóg znów okaże swojemu ludowi łaskę. Na tym tle modlitwa Daniela staje się wołaniem pełnym bólu, bezradności i skruchy, ale zarazem głębokiej ufności. Daniel nie opiera się na ludzkich zasługach, lecz pokłada nadzieję w Bożym miłosierdziu.
W swojej modlitwie podkreśla on, że Bóg zawsze dotrzymuje obietnicy i opiekuje się tymi, którzy w Niego wierzą. Z pokorą uznaje też winę swojego narodu i błaga Boga o wybaczenie, o możliwość powrotu do domu, do Jerozolimy, o uwolnienie spod ręki najeźdźcy. W tej modlitwie widać desperację. Daniel czuje, że jest pod ścianą, że stoi na krawędzi.
Nam również często w życiu zdarza się stać pod ścianą: gdy czujemy się bezradni, samotni, bezbronni, słabi. Prorok Daniel zachęca, by nawet w takiej sytuacji nie bać się zwrócić w modlitwie do Boga z prośbą o pomoc i wsparcie.
Niedziela Rogate, podczas której wybrzmiewają te słowa, wskazuje na modlitwę jako coś niezwykle istotnego dla ludzi wierzących. To miejsce szczerego spotkania z Bogiem, gdzie możemy wypowiedzieć także to, co trudne: żal, bezradność czy niezadowolenie. Dzięki Chrystusowi możemy zwracać się do Boga bezpośrednio, bez pośredników, powierzając Mu wszystkie nasze sprawy. A gdy brakuje nam słów, pomocą mogą być psalmy, modlitewniki i pieśni.
Modlitwa pomaga także spojrzeć na własne życie z innej perspektywy, zatrzymać się i szukać głębiej źródła naszych niepokojów. Bóg zawsze jest gotów nas wysłuchać i odpowiada na różne sposoby: przez Pismo Święte, przez drugiego człowieka albo przez wydarzenia, których doświadczamy.
Dlatego warto zastanowić się, jak wygląda nasza modlitwa. Czym dla nas jest? Czy potrafimy z tej możliwości korzystać?
Jest takie polskie powiedzenie: „Jak trwoga, to do Boga”. I właśnie taki przykład daje nam Daniel. My czasem używamy tego powiedzenia przeciwko tym, którzy w obliczu skrajnych sytuacji przypominają sobie o Bogu. Ale taką trwogą może być wszystko, co leży nam na sercu! Kiedy potrzebujemy, nie krępujmy się zwrócić się do Boga. Nie budujmy w sobie poczucia, że dla Niego nasze problemy są nieważne. On jest otwarty na wszystkie nasze sprawy. Jeśli coś nas porusza, to Bóg chce być w tym obecny z nami. Amen.
„Zwiastun Ewangelicki” 9/2026



