Listy do siedmiu zborów Apokalipsy
Listy do siedmiu zborów wymienionych w Objawieniu św. Jana adresowane są do konkretnych społeczności, ale czujemy, że dotykają i naszej rzeczywistości. Zachęcam do lektury tej niesamowitej księgi biblijnej i do poznania Tego, który ukochał nas miłością na życie i śmierć, i nie tylko tu i teraz, ale nawet w wieczności.
Ta księga biblijna generalnie przeraża ludzi. Zwana inaczej księgą Apokalipsy, kojarzy się zwykle z przepowiedzianym końcem świata, z wydarzeniami niosącymi chaos i zniszczenie. Ponowne wyzwanie zmierzania się z tym, czym w ogóle jest Objawienie św. Jana, podjąłem przygotowując się do wyjazdu. Zbliżała się parafialna wycieczka śladami siedmiu zborów Apokalipsy. Odkryłem, że można z niej wyciągnąć inspirujące duchowe lekcje, które prowadzą do Chrystusa.
Przez tę księgę przemawia przecież On sam. Objawia pewną część Bożego siebie – apokalypsis (gr. ἀποκάλυψις) to objawienie, odsłonięcie, odkrycie, dosłownie zdjęcie zasłony – ale też tego, co przygotowane jest dla wierzących w wieczności. Gdy odważymy się czytać, a warto, bo przecież zgodnie z obietnicą będziemy błogosławieni (por. Obj 1,3), szybko odkryjemy, że księga ta pełna jest wskazówek, napomnień i obietnic. A przede wszystkim odkryjemy, że jest darem miłości dla kochających Chrystusa. Świadomi miłości Bożej, zauważymy, że strach może zamienić się w pokój, że gdy jesteśmy pojednani z Bogiem, to obrazy, włącznie z tymi związanymi ze śmiercią, staną się bardziej obiektem tęsknoty, niż przerażenia, które zwykle chcemy od siebie odsunąć.
Życie chrześcijan w portowym mieście
Wdzięczni Bogu i wiernemu Janowi – wygnanemu na Patmos za głoszenie Słowa Bożego – odkryjmy najpierw kontekst i Chrystusowe przesłanie Listu do zboru w Efezie. Chronologicznie jest to pierwszy z wymienionych w księdze siedmiu listów do chrześcijańskich zborów. Przyjrzyjmy się, w jakich warunkach religijnych, społecznych i kulturowych funkcjonował ten zbór. Miasto Efez było jednym z największych miast Azji Mniejszej liczącym około 200–250 tysięcy osób, choć dokładna liczba nie jest znana. Było to bogate miasto portowe, a ze względu na swoje położenie, było też silnym centrum handlu i kultury. Możemy puścić w ruch wyobraźnię i zobaczyć, jak wielu różnych ludzi, ile ciekawych towarów, poglądów, religii, kultur – zawijało do efeskiego portu.
Głównym centrum religijnym była świątynia Artemidy – jeden z cudów starożytnego świata. Całe miasto „oddychało” przeróżnymi pogańskimi praktykami, rytuałami, magią i okultyzmem.
Dlatego chrześcijanie tam żyjący musieli funkcjonować pomiędzy bałwochwalstwem, presją społeczno-ekonomiczną, niejednokrotnie składać świadectwo swojej wiary, staczając walkę również z duchowym światem Efezu. W Dziejach Apostolskich 18–20 możemy przeczytać o tych, którzy porzucali swoje pogańskie praktyki religijne, palili magiczne księgi, byli uzdrawiani, zmieniali swoje życie – ze względu na ewangeliczne nauczanie Pawła. W mieście wybuchły nawet zamieszki, sprowokowane przez rzemieślnika Demetriusza, który podburzył handlarzy figurkami Artemidy przeciwko Pawłowi. Zagrożony bowiem został biznes z tym związany. To jeden z przykładów, gdzie chrześcijaństwo za sprawą nauczania Pawła, nadepnęło również na odcisk tym, którzy zarobkowali na religijności i duchowości ludzi. Nie było zatem łatwo przebijać się z chrześcijańskimi zasadami w tym mieście, a bycie chrześcijaninem nie było proste.
Wiedzieli, co jest dobre, a co złe
Apostoł Narodów działał w Efezie za cesarzy Klaudiusza i Nerona, a Jan pisał z Patmos do zboru w Efezie prawdopodobnie pod koniec panowania Domicjana (ok. 95–96 r. po Chr.). Pisał więc do następnego pokolenia chrześcijan żyjących pod władzą tego samego imperium, lecz w nowym czasie próby. Kult cesarza, presja pogańskiego świata, prześladowania z tym związane sprawiały, że chrześcijańska wiara wiązała się z poważnymi kosztami. Dlatego też wierzący doskonale rozpoznawali, co jest dobre, a co złe. Umieli dokładnie identyfikować fałszywych nauczycieli.
Czytając dzisiaj list Pawła do Efezjan, który jest pełen wskazówek związanych z codziennym życiem według chrześcijańskich zasad, dotyczących chrześcijańskiej doktryny, moglibyśmy o nich powiedzieć, że wiedzieli kim są, jak mają żyć, czym jest chrześcijaństwo i kim dla nich jest Chrystus. Oprócz tego, co zostało przez Chrystusa pochwalone w zapisanej Janowej wizji, doskonale odczytywali pobudki nikolaitów, którzy z jednej strony chcieli zachować chrześcijańskie imię, a z drugiej, wchodzili w daleko posunięte kompromisy ze światem. Efezjanie, czytając zwój z Patmos, otrzymali – i to od samego Chrystusa – potwierdzenie, że On zna ich doskonale, wie, jak żyją, jak składają dobre świadectwo wiary w trudnych warunkach. A chwaleni, jak wspomniałem, byli za wierność, wytrwałość, trud podejmowany w walce o Bożą perspektywę.
Przypuszczalnie, gdy odczytywany był ten list, zapewne wielu chrześcijan, którzy w jakikolwiek sposób ucierpieli z powodu swojej wierności Bogu – podniosło głowy, poczuło się docenionych. Może nawet odzyskało siły do dalszej duchowej walki? A jednak On, jak czytamy dalej, ma pewną uwagę: „Lecz mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość”. Chrystus doskonale znał ich serca, ich motywacje. Otrzymali napomnienie, dotyczące ich zaangażowania, ich „pierwszej miłości”.
Zachęta do upamiętania
Każdy, kto był kiedyś zakochany, wie do czego zdolny jest ten, kto kocha. Wszystko jest piękne, świeże, a deklaracje i wyznania są mocne. Chcemy zmieniać świat. Dla kogoś, kogo kochamy, jesteśmy w stanie przenieść niejedną górę i ponieść niejedno wyrzeczenie, a nawet cierpienie. Nasze całe życie zdeterminowane jest tą miłością. Dajemy siebie w stu procentach. Jednak z Chrystusowego przesłania wynika, że ten niesamowity zapał, żar wiary w efeskim zborze zdecydowanie przygasł. Może była to miłość stabilna, dojrzała, ale bez polotu, bez fascynacji, pozbawiona świeżości, pierwszej gorliwości. Efezjanie powinni przypomnieć sobie, kim byli na początku, jakie ideały im przyświecały.
Problem tej społeczności nie polegał na braku aktywności, ale na tym, że ich serca wystygły. Mieli wrócić do czynów, do zaangażowania wynikającego, nie z obowiązku, a z miłości. Wreszcie, mieli się opamiętać, wrócić do pierwszej miłości, by nie utracić blasku chwały Kościoła: „ruszę twój świecznik z jego miejsca, jeśli się nie upamiętasz”. Zbór mógł zatem utracić swoje miejsce jako składający świadectwo prawdziwy nośnik Bożego światła, utracić swoją duchową tożsamość i Boże uznanie. Zagrożone było przez to powołanie Kościoła, które nie tylko otrzymał ten zbór, ale i wypracował od pierwszych lat swojego funkcjonowania.
Weryfikacja naszej miłości
Warto dzisiaj zadać pytanie o obecne powołanie Kościoła. Czy można je utracić? Niestety tak. Dzieje się to wtedy, gdy skupiamy się bardziej na tym, co widzialne, doczesne, a nie na tym, co wieczne. Wspaniałe budynki, remontowane kościoły, sprawy administracyjne, konformizm, formalizm biorą często górę nad gorącym sercem dla Chrystusa – powołaniem, misją Kościoła. Dlatego trzeba badać, czy nie jesteśmy już bliscy otrzymania słów duchowej nagany.
Pamiętajmy jednak, że przesłanie Chrystusa nigdy nie dobija adresata. Apokalipsa nie jest księgą do straszenia, ale odsłoniętym zwojem Bożej miłości. Ta prawdziwa miłość komunikuje i konfrontuje nas z prawdą, nawet tą bolesną, ale prowadzi też do wolności i zwycięstwa. Dlatego efescy chrześcijanie usłyszeli na koniec obietnicę i zachętę: „Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym”.
Warto z pokorą zweryfikować naszą miłość, nasze zaangażowanie, naszą wiarę i powołanie. Gdy byliśmy z grupą parafialną w Efezie, zachwyceni pozostałościami po tym mieście, mierzyliśmy się z duchowym pytaniem: Czy nasza wiara wciąż wypływa z tej pierwszej, świeżej miłości, czy już tylko z przyzwyczajenia, z rutyny, bo tak wypada itp.? Osobiście odkryłem, że kiedy tracę swoją świeżość w relacji z Bogiem, automatycznie tracę też miłość do ludzi… I druga sprawa. Można działać, służyć, bronić doktryny, odbierać uznanie u ludzi, ba, nawet z tego tytułu cierpieć, a jednak usłyszeć od Chrystusa: „mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość”. Walczmy zatem, by być zwycięzcami w Bogu i kiedyś spożywać z drzewa żywota. Warto! „Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów”.

„Do anioła zboru w Efezie napisz: To mówi Ten, który trzyma siedem gwiazd w prawicy swojej, który się przechadza pośród siedmiu złotych świeczników: Znam uczynki twoje i trud, i wytrwałość twoją, i wiem, że nie możesz ścierpieć złych, i że doświadczyłeś tych, którzy podają się za apostołów, a nimi nie są, i stwierdziłeś, że są kłamcami. Masz też wytrwałość i cierpiałeś dla imienia mego, a nie ustałeś. Lecz mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość. Wspomnij więc, z jakiej wyżyny spadłeś i upamiętaj się, i spełniaj uczynki takie, jak pierwej; a jeżeli nie, to przyjdę do ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie upamiętasz. Na swoją obronę masz to, że nienawidzisz uczynków nikolaitów, których i ja nienawidzę. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów. Zwycięzcy dam spożywać z drzewa żywota, które jest w raju Bożym”. Obj 2,1–7
„Zwiastun Ewangelicki” 8/2026



