– Aaron, chodź szybko! – zawołałem przez okno w głąb izby. Po biegu serce biło mi tak mocno, jakby miało wyskoczyć z piersi. – Co się stało? – przyjaciel wychylił ku mnie pyzatą twarz. – Coś się dzieje na dziedzińcu. – Na jakim dziedzińcu? – U arcykapłana. Czy ty dzisiaj nigdzie nie wychodziłeś? – Nie, cały dzień tkwię w domu – przewrócił oczami. – Niestety nie mam siostry, więc mama kazała mi omiatać kąty izby przed Paschą, żeby nigdzie nie było nawet okruszka chleba. Babska robota – mruknął niezadowolony. – O co chodzi z tym dziedzińcem? – Sam nie wiem, ale mam wrażenie, że całe miasto jest dziwnie wzburzone. Jakby coś wisiało w powietrzu. Ludzie na ulicach szepczą, że to ma związek z prorokiem Jezusem z Galilei, który w niedzielę wjechał do miasta. Podobno w nocy go aresztowali i zaprowadzili na przesłuchanie do[...]



