„Gdyż i Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady; On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego; On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi; On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły was. Byliście bowiem zbłąkani jak owce, lecz teraz nawróciliście się do pasterza i stróża dusz waszych”.
1 P 2,21–25
2. Niedziela po Wielkanocy, Misericordias Domini, prowadzi nas ku jednemu z najbardziej znanych biblijnych obrazów – Dobrego Pasterza. Łatwo nam oswoić ten obraz i uczynić go jedynie symbolem bezpieczeństwa oraz opieki, którą Bóg roztacza nad człowiekiem. Zamykamy oczy i widzimy Boga – Pasterza – prowadzącego nas na zielone pastwiska i nad spokojne wody, a my – owce – posłusznie wstępujemy w Jego ślady. Czy to nie brzmi wręcz idyllicznie?
Tymczasem wyznaczony fragment z 1. Listu Piotra wprowadza w ten obraz pewien niepokój. Mówi bowiem raczej o naszym zagubieniu, o oddaleniu od Boga i o potrzebie powrotu na właściwą drogę. Mało tego! Czytamy, że Jezus cierpiał za nas, że On nasze grzechy poniósł na swoim ciele na drzewo… Na myśl przychodzą słowa z księgi proroka Izajasza: „Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich” (Iz 53,6). Widzimy więc, że obraz Boga jako Dobrego Pasterza znacznie wykracza poza dobrze nam znane słowa Psalmu 23.
Słowo Boże stawia jednoznaczną diagnozę: jesteśmy „zbłąkani jak owce”, a to oznacza, że nie kroczymy posłusznie za Pasterzem tam, gdzie On nas prowadzi. To porównanie do owiec nie jest przypadkowe – i nie jest też szczególnie pochlebne. Owca nie zawsze błądzi dlatego, że świadomie wybiera złą drogę. Często oddala się od pasterza, bo podąża za czymś chwilowym i ulotnym: kępką zielonej trawy, nowym zapachem. Wcale nie musi być w tym buntu ani przemyślanej decyzji. Jest raczej brak czujności i ostrożności.
W tym właśnie sensie biblijny obraz jest boleśnie trafny. Pomyślmy, ileż naszych życiowych kroków rodzi się właśnie z takiej krótkowzrocznej perspektywy – z emocji, chwilowego nastroju, ulegania pokusie, z potrzeby natychmiastowego zaspokojenia pragnień? Człowiek nie zawsze odchodzi od Boga w sposób dramatyczny i przemyślany. Częściej po prostu „rozprasza się” w życiu i powoli traci z oczu Pasterza dusz, bo zajmuje się tym, co wydaje mu się akurat ważniejsze, atrakcyjniejsze. I tak, niepostrzeżenie, zaczyna się nasza własna droga bez Boga, na którą bardzo łatwo zboczyć i stracić orientację, a tak trudno samemu się odnaleźć i powrócić.
Dlatego dla mnie historia o Dobrym Pasterzu jest przede wszystkim opowieścią o wierności Boga – pomimo naszej grzeszności. Gdyż to właśnie grzech przesłania nam Pasterza, rozprasza nas i usypia naszą czujność. To z powodu grzechu nieustannie się gubimy. A jednak w tej historii najważniejsze jest to, że zawsze na nowo otrzymujemy szansę nawrócenia się. Dobry Pasterz nigdy się nie poddaje! Do skutku szuka wszystkich zaginionych i, jak sam mówi, życie swoje kładzie za owce – czego dowodem jest krzyż. Chrystus świadomie oddał swoje życie za nasze grzechy, choć sam grzechu nie popełnił. Uczynił to z miłości, która nie cofnęła się przed cierpieniem.
Obraz Dobrego Pasterza jest więc dla nas szczególnie pocieszający. Przypomina, że nie jesteśmy straceni na zawsze ani pozostawieni samym sobie, a nasze życie nie musi być chaotycznym błądzeniem bez celu. W Chrystusie mamy Tego, który zna drogę, zna nas po imieniu i nie przestaje nas szukać, nawet wtedy, gdy oddalamy się od Niego. Nasz zmartwychwstały i żyjący Pan każdego dnia na nowo, poprzez swoje Słowo, prowadzi nas z powrotem – do siebie, do swojej owczarni.
Pełni wdzięczności za Jego łaskę i miłosierdzie wpatrujmy się więc w Pasterza i Stróża naszych dusz, bo On dał nam przykład, abyśmy wstępowali w Jego ślady. Amen.
„Zwiastun Ewangelicki” 8/2026



