– wspomnienie o ks. Jerzym Romańskim
W dniu 22 lutego 2026 roku w Dzięgielowie w wieku 83 lat zmarł ks. Jerzy Romański – emerytowany proboszcz parafii ewangelickiej w Chorzowie. Ostatnie miesiące życia spędził w dzięgielowskim Ewangelickim Domu Opieki „Emaus”. Nabożeństwo żałobne odbyło się 28 lutego w kościele ewangelickim w Rybniku. Zgromadzonych przywitał proboszcz rybnickiej parafii ks. Michał Matuszek. Liturgię wstępną poprowadzili: ks. radca Waldemar Szajthauer z Wisły, ks. radca Henryk Reske z Orzesza oraz ks. radca Wojciech Rudkowski z Radomia.
W czasie nabożeństwa kazanie wygłosił bp Marian Niemiec z Katowic, który swoje zwiastowanie oparł na tekście biblijnym z Objawienia św. Jana 1,17–18 oraz 2,8–10. Kaznodzieja przypomniał zarówno prywatne aspekty biografii zmarłego duchownego, jak i te związane ze służbą w Kościele. Podkreślał znaczenie Bożego powołania w życiu ks. Jerzego Romańskiego, jego skromność i pracowitość. Przypomniał też jego zaangażowanie w działalność chórową diecezji katowickiej.
List kondolencyjny od biskupa Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce Jerzego Samca odczytał prezes Synodu Kościoła ks. Adam Malina. Liturgię końcową sprawowali: ks. Adam Malina i bp Marian Niemiec, który na zakończenie nabożeństwa żałobnego udzielił błogosławieństwa.

Po uroczystości w kościele kondukt żałobny udał się na miejscowy cmentarz. Urna z prochami zmarłego została złożona w grobie. Mowę pogrzebową na cmentarzu wygłosił ks. radca Waldemar Szajthauer w oparciu o tekst z Ewangelii Mateusza 5,5. Podziękowania w imieniu rodziny wypowiedział ks. Michał Matuszek. Wota pożegnalne w imieniu sześciu diecezji i Ewangelickiego Duszpasterstwa Wojskowego przekazali: ks. radca Henryk Reske, ks. radca Waldemar Szajthauer, ks. radca Wojciech Rudkowski, ks. Jan Raszyk, ks. Mikołaj Kotkowski i ks. Zbigniew Obracaj. Błogosławieństwa końcowego udzielił bp Marian Niemiec. Na trąbce na cmentarzu zagrał Paweł Jarzyna.


Zmarły pozostawił żonę oraz liczne grono parafian, przyjaciół i współpracowników, którzy zachowają w pamięci jego spokój, dobre słowo, życzliwość i przykład cichej, wiernej służby.
Jerzy Romański urodził się 6 czerwca 1942 roku w Żyrardowie w rodzinie mocno związanej z Kościołem. Był synem ks. Edwarda Romańskiego i Dory z domu Gessel. W czasie wojny jego ojciec służył jako wikariusz w parafii w Żyrardowie. Po zakończeniu działań wojennych został skierowany do parafii ewangelickiej w Rybniku. Tam rodzina zamieszkała na stałe, a ks. radca Edward Romański służył aż do swojej śmierci w 1984 roku.
Jerzy Romański dorastał w atmosferze domu pastorskiego, jednak początkowo wybrał inną drogę życiową. Po ukończeniu liceum ogólnokształcącego w Rybniku rozpoczął studia na Wydziale Mechaniczno-Energetycznym Politechniki Śląskiej w Gliwicach. W 1965 roku podjął jednak decyzję o zmianie kierunku życia i rozpoczął studia teologiczne na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Ukończył je w 1969 roku.
Ordynowany na duchownego został 23 listopada 1969 roku w kościele ewangelickim w Rybniku przez bpa Andrzeja Wantułę. W uroczystości uczestniczył także jego ojciec – ks. Edward Romański – oraz ks. Jan Motyka z Pszczyny. Po ordynacji nowy duchowny rozpoczął służbę jako wikariusz diecezji pomorsko-wielkopolskiej z siedzibą w Sopocie. W 1970 roku został skierowany do parafii w Chorzowie, gdzie pracował pod opieką ks. Wiktora Zelera z Siemianowic Śląskich.
Z parafią w Chorzowie związał niemal całe swoje duszpasterskie życie. W 1972 roku został jej administratorem, a w 1978 roku wybrano go na proboszcza. Funkcję tę pełnił przez wiele lat, pozostając dla parafian duszpasterzem spolegliwym, oddanym i wiernym swojej służbie. W latach 1978–1984 był także administratorem parafii w Świętochłowicach oraz w Rudzie Śląskiej-Wirku. Po blisko 38 latach służby w Kościele przeszedł na emeryturę w 2007 roku i powrócił do Rybnika.
W życiu zmarłego ważne miejsce zajmowała także muzyka kościelna. Wraz z żoną Adelajdą Romańską z domu Marek, z którą przeżył ponad 55 lat małżeństwa, przez długi czas angażował się w działalność chórową w diecezji katowickiej. Oboje współtworzyli i wspierali organizację diecezjalnych zjazdów chórów – wydarzeń, które integrowały parafialne wspólnoty i podkreślały znaczenie muzyki w życiu Kościoła ewangelickiego.
Ci, którzy znali ks. Jerzego Romańskiego, wspominają go jako człowieka cichego, łagodnego i wyważonego. Nie należał do tych, którzy szukają rozgłosu. Jego duszpasterstwo opierało się na spokojnej obecności, rozmowie i wierności codziennej służbie. Był obecny przy ołtarzu, na ambonie, w domach parafian i podczas prób chóru, gdzie wspólny śpiew stawał się modlitwą.
Jego życie dobrze oddają słowa z Kazania na górze: „Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię” (Mt 5,5), na podstawie których pożegnalne kazanie na rybnickim cmentarzu wygłosił ks. Waldemar Szajthauer. W biblijnym rozumieniu cichość nie oznacza słabości, lecz siłę serca oddanego Bogu. Taka właśnie była droga jego służby – pozbawiona rozgłosu, ale pełna wierności i oddania wspólnocie.
W pamięci wielu ludzi pozostanie jako duszpasterz, który przez lata towarzyszył im w najważniejszych momentach życia: chrzcił dzieci, błogosławił małżeństwa, niósł słowo nadziei w chwilach pożegnania bliskich. Ostatnie lata życia były dla niego czasem choroby i ograniczeń, które przyjął z pokorą i spokojem. Jego milczące świadectwo cierpliwości i zawierzenia stało się dla wielu równie wymowne jak lata kaznodziejskiej służby.
XWS
Zdjęcia Magdalena Ukraińska-Marek

On go wezwie do życia – wspomnienie
„Zachowaj w pamięci całą drogę, którą Pan, Bóg twój, prowadził cię przez czterdzieści lat po pustyni”.
5 Mż 8,2
Mojżesz wie, że nie przekroczy Jordanu i nie wejdzie do Ziemi Obiecanej. Widzi skłonność ludu do permanentnego odstępstwa od Boga, dlatego chce pomóc Izraelitom w trwaniu w duchowej społeczności z Tym, który ich prowadził, z Niewidzialnym Panem. Co ma być im pomocne w trwaniu sercem przy Bogu? Mają pamiętać o wszystkich niekwestionowanych cudach, jakich doświadczali podczas czterdziestoletniej, uciążliwej wędrówki przez pustynię. Przypominanie dowodów wybawiania ich z beznadziejnych okoliczności ma wyzwalać w nich wdzięczność.
Również ja, obejmując pamięcią przebytą osiemdziesięcioletnią drogę, także mogę dostrzec błogosławieństwo Boga. Wyrazem tego jest powołanie mnie do głoszenia Słowa Bożego. Z wdzięcznością zatem wracam do czasu studiów teologicznych w ChAT, w tym do spotkania ze studentem Jerzym Romańskim, co miało miejsce jesienią 1966 roku.
Co sprawiło, że zaprzyjaźniliśmy się, dzieląc dwuosobowy pokój przez okres trzech lat? Jurek był dla mnie urzeczywistnieniem etycznego imperatywu Chrystusa: „Uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych” (Mt 11,29). Tak, Jurek był człowiekiem cichego i pokornego serca, a jednocześnie zawsze życzliwym i uśmiechniętym kolegą.
Pełniąc służbę w oddalonych geograficznie miejscach, spotykaliśmy się rzadko, dzieląc się duszpasterskimi doświadczeniami. W odniesieniu do służby Jurka na myśl przychodzi mi wypowiedź proroka Izajasza: „Jesteś moim sługą Izraelu, przez ciebie się wsławię. Lecz ja pomyślałem: na darmo się trudziłem, na próżno i daremnie zużyłem swoją siłę. A jednak moje prawo jest u Pana, a moja zaplata u mojego Boga” (Iz 49,4).
Jestem też wdzięczny Jurkowi za wydanie w roku 1994 tomu budującej poezji jego ojca, ks. radcy Edwarda Romańskiego. Przytoczę tu jeden z wierszy pt. Wiara jesienna:
Ponury czas jesieni: żółte liście
Kryją martwym całunem czarną, smutną ziemię.
Nigdzie żadna ptaszyna więcej nie zaśpiewa,
Na cały świat niedostrzegalnie, spada wielkie brzemię.
Nadejdzie beznadziejna jesienna ulewa,
Deszcz szumem monotonnym w okna bije długo,
Do serc ludzkich niepokój ukradkiem się wlewa,
Melancholijną cały świat kryjąc szarugą.
Po cudzie życia w lecie nadchodzi śmierć zimy,
Która wszystkim corocznie tę myśl przypomina,
Że znojny marsz pielgrzymi wszyscy zakończymy.
Ale jak zimę łamie wiosenna godzina,
Tak i my, podświadomie tęskniący, wierzymy,
Że wezwie nas do życia głos Bożego Syna.
Użyte w wierszu epitety i metafory: „ponury czas jesieni”, „beznadziejna jesienna ulewa”, „niepokój serc ludzkich”, „szaruga melancholii”, „śmierć zimy” czy „skończony pielgrzymi marsz” odnoszę teraz bezpośrednio do ostatniej dekady ziemskiego pielgrzymowania Jurka. Przykuty do łoża boleści i do wózka inwalidzkiego, pozbawiony był możliwości werbalnego porozumiewania się z innymi – tak wystawione zostało na próbę jego zaufanie do Boga.
Jestem wdzięczny za ostatnie z nim spotkanie jesienią 2025 roku w domu opieki w Dzięgielowie. Cieszył się moimi odwiedzinami. Nie mógł mówić, ale reagował mimiką, jak i próbą wydobycia głosu. Reagował także tym samym ciepłym uśmiechem, jak sześćdziesiąt lat temu w Chylicach, gdzie mieściła się wówczas nasza uczelnia.
Wychodziłem z tego jesiennego spotkania zbudowany, rozradowany, pewny tego, że… „wezwie go do życia głos Bożego Syna”. Przecież jako ludzie Chrystusa wyznajemy za psalmistą: „Ale ja dzięki sprawiedliwości ujrzę oblicze Twoje, kiedy się obudzę, nasycę się Twoim widokiem”.
Jan Kozieł
„Zwiastun Ewangelicki” 6/2026



