miniatura

„Dlatego i Jezus, aby uświęcić lud własną krwią, cierpiał poza bramą. Wyjdźmy więc do niego poza obóz, znosząc pohańbienie jego. Albowiem nie mamy tu miasta trwałego, ale tego przyszłego szukamy”.
Hbr 13,12–14

W wielu miejscach na świecie chrześcijanie mogą spotykać się z pogardą, wyśmiewaniema nawet prześladowaniem. Dzieje się to z wielu powodów, a grup inicjujących takie zachowania wobec uczniów Jezusa może być dużo. W szeroko pojętym świecie zachodnim, chrześcijaństwo może jawić się ludziom jako coś zbędnego, a w krajach reżimów komunistycznych jako coś, co potencjalnie może podważyć władzę i jest niebezpieczne. Z kolei w krajach arabskich, gdzie dominuje islam, funkcjonowanie chrześcijaństwa jest utrudniane bądź w ogóle zakazane, bo traktowane jest jako rodzaj odstępstwa od „jedynej, prawdziwej i ostatecznej wiary”.

Jakakolwiek by natomiast była przyczyna trudności doświadczanych w życiu przez chrześcijanina – Bóg nie zostawia go z jego wyzwaniami samego. Nie porzuca go! Daje mu oznaki swojej wierności na różne sposoby, a w słowach Pisma Świętego – ponadczasowe odpowiedzi na pytania i wątpliwości, które mogą się w człowieku pojawić.

Przykładem właśnie takiego ponadczasowego tekstu, który może pomóc w radzeniu sobie z różnymi trudnościami, jest właśnie przytoczony fragment Listu do Hebrajczyków. Jest to tekst adresowany do bliżej nieokreślonej grupy chrześcijan pochodzenia żydowskiego, która doświadczała prześladowania w otaczającym ją świecie, a część jej członków z czasem decydowała się na odrzucenie wiary i wybranie w zamian własnego bezpieczeństwa i komfortu. Analizując treść tego listu poznajemy, że ta grupa była niezrozumiana i odbierano jej prawo do nazywania się wiernymi Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba. Ich prześladowcy przytaczali między innymi argument, że nie wierzą oni w potrzebę ceremonii świątynnych i kwestionują zasadność składania Bogu coraz to nowych ofiar – widząc tę jedyną i wystarczającą ofiarę w Jezusie Chrystusie.

Autor listu odpowiada na ból odrzucenia przez społeczeństwo, jakiego doświadczają, przekonującym argumentem: „Mamy ołtarz, z którego nie mają prawa jeść ci, którzy służą przybytkowi. Albowiem ciała tych zwierząt, których krew arcykapłan wnosi do świątyni za grzech, spala się poza obozem. Dlatego i Jezus, aby uświęcić lud własną krwią, cierpiał poza bramą” (Hbr 13,10–12). Czyli innymi słowy: To nie jest tak, że my nie mamy ołtarza. Mamy go. Naszym ołtarzem jest krzyż Jezusa Chrystusa. To jest ołtarz, do którego nie mają dostępu ci pokładający nadzieję w ceremoniach, wypełnianiu zakonu i nieznający Chrystusa.

Z tego wszystkiego płynie dla nas mocny wniosek: Skoro Jezus Chrystus, pomimo wszystkiego, co z ogromnej miłości ku nam uczynił dla nas – został przez społeczeństwo odrzucony… to czego innego my oczekujemy? Że ci sami ludzie, którzy Go odrzucili, nas będą poważać albo gloryfikować? Niestety, tak się nie wydarzy. Chrystus został odrzucony, więc i my łatwo możemy być odrzuceni: czy to przez społeczeństwo, które nas nie rozumie, czy przez rząd, który widzi w nas zagrożenie albo też przez wyznawców innych religii, którzy postrzegają nas jako bluźnierców. To jest bolesne. Ale idąc za Jezusem Chrystusem musimy mieć na uwadze, że możemy znaleźć się w takiej sytuacji. I musimy być na nią gotowi.

Drogą Pana nie zawsze łatwo jest chodzić, ale zawsze chodzić nią warto! Krocząc Jego drogą otrzymujemy coś znacznie ważniejszego niż warte są wszystkie doczesne wygody i przywileje – otrzymujemy życie wieczne. Dlatego nie zniechęcajmy się trudnościami, jakie napotykamy, ale z odwagą podążajmy za Nim. Amen.

5. Niedziela Pasyjna – Judica (Osądź mnie Boże i broń mojej sprawy! Ps 43,1)