miniatura

„Gdy byli w drodze, ktoś się odezwał do Niego: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz. Jezus mu odpowiedział: Lisy mają nory, a ptaki gniazda, natomiast Syn Człowieczy nie ma gdzie położyć głowy. Potem do kogoś innego powiedział: Pójdź za Mną! Ten odparł: Panie, pozwól mi najpierw odejść i pochować mojego ojca. Odpowiedział mu: Umarłym pozostaw grzebanie ich umarłych, ty natomiast idź i głoś Królestwo Boga. Jeszcze ktoś inny oznajmił: Pójdę za Tobą, Panie, ale pozwól mi najpierw pożegnać tych, którzy są w domu. Jezus mu jednak odpowiedział: Każdy, kto przykłada rękę do pługa i ogląda się za siebie, nie nadaje się do Królestwa Boga”.
Łk 9,57–62; BE

Po kilku dniach pobytu w Egipcie, już w samolocie przetwarzam to, co tam zobaczyłem. Nie myślę o piramidach czy o muzeum egipskim, ale o panujących tam skrajnościach, biedzie, hałasie i brutalnej rzeczywistości, jaką zaserwowały mi Giza i Kair. No, ale pora wracać do domu, do siebie, do normalności.

Czytam w samolocie Biblię i naglę słyszę ściszony głos dziewczyny siedzącej obok. Też jestem chrześcijanką, koptyjską. Prowadzimy chyba godzinną rozmowę, która przeradza się w duszpasterską. Na koniec prosi o modlitwę o nią i jej męża, z którym planuje wyjazd w głąb kraju na misję. To w muzułmańskim kraju dość niebezpieczne zadanie. Dopytuję o szczegóły. Okazuje się, że tam, gdzie pojadą, by w ogóle móc się odezwać, muszą wtopić się w lokalną kulturę. Ona musi się całkowicie zakryć, a ponieważ jest fizjoterapeutką wykonującą swój zawód, przerzucić się na sprzątanie. Mimo to z pasją opowiada, że będą głosić Chrystusa, który będzie ich również tam prowadził.

Lekko speszony obiecuję o nich nie zapomnieć w modlitwie, daję jej werset na drogę i dyskretnie błogosławię. Potem, na jej prośbę, robimy sobie wzajemnie pamiątkowe selfie, a ja, zakłopotany, na koniec pytam, choć od tego zazwyczaj się podobno zaczyna rozmowy w samolocie: Pierwszy raz lecisz do Polski? Co w ogóle wiesz o Polsce? W odpowiedzi słyszę rozmarzony głos: Wiele słyszałam – piękny, chrześcijański, bogaty kraj… W pierwszym odruchu chcę sprostować – jaki bogaty? Jednak w tym momencie głos więźnie mi w gardle, bo przelatują mi przez głowę obrazy kairskiej biedy. Cóż, może czasem dobrze odetchnąć innym powietrzem i spotkać kogoś, kto widzi naszą rzeczywistość z innej perspektywy.

To małżeństwo misjonarzy przyłoży swoją rękę do Bożego pługa kosztem swojego zawodowego życia, ograniczenia wolności i utraty poczucia bezpieczeństwa. Jednak oni są przekonani o tym, że nie będą sami w odczuwanym powołaniu, liczą na Boże wsparcie. Samolot schodzi do lądowania, a ja myślę: Boże, ile ja dostałem, ile posiadam! Wreszcie, mając w zasadzie wszystko, ile ja narzekam…

Przypominam sobie Jezusowe słowa: „Każdy, kto przykłada rękę do pługa i ogląda się za siebie, nie nadaje się do Królestwa Boga”. I myśląc o mojej rozmówczyni z samolotu, o Abeer, której imię po arabsku oznacza zapach, wonność, aromat, zastanawiam się: Czy ja jeszcze w ogóle stoję przy tym pługu? Amen.

3. Niedziela Pasyjna – Oculi (Moje oczy nieustannie zwrócone są ku Panu. Ps 25,15)