miniatura

– zaszyfrowane odszyfrowujemy

W Kościele często słyszymy słowa, które być może nie do końca są dla nas zrozumiałe. Mam nadzieję, że ten nowy cykl sprawi, że trudne pojęcia staną się prostsze.

      POKUTA      

Wyobraź sobie, że pokłóciłeś się z kimś bliskim. Napisałeś coś ostrego na Messengerze albo powiedziałeś coś niezbyt miłego przy znajomych, żeby tylko „wygrać” rozmowę. Wtedy wydawało się to dobre, przecież tryumfujesz, jesteś kimś. Może nawet poczułeś satysfakcję. Ale później, gdy wracasz do domu, robi się cicho i zaczyna cię to gryźć od środka. Odtwarzasz rozmowę w głowie. Przypominasz sobie reakcję, twarz tej osoby. Czujesz ciężar w środku i już wiesz, że to nie było w porządku. I pojawia się myśl: „Nie chcę taki być. Muszę to naprawić. Przecież Pan Jezus uczył, żebyśmy żyli miłością”.

I wtedy idziesz z tym do Boga. Mówisz Mu wprost, co zrobiłeś. Nie tłumaczysz się. Nie udajesz, że to nic wielkiego. Po prostu przyznajesz: „Panie Boże, jest mi mega głupio. Zrobiłem coś złego”. Jednocześnie jednak wiesz, że Bóg ci wybacza – nie dlatego, że na to zapracowałeś, ale dzięki Jezusowi, który sam uczył wybaczać.

Następnego dnia piszesz wiadomość do tej osoby. Albo podchodzisz i mówisz: „Przepraszam. Zawaliłem. To nie było w porządku”. I naprawdę chcesz następnym razem zachować się inaczej – nie po to, żeby Bóg ci wybaczył, tylko dlatego, że On już ci wybaczył.

To właśnie jest pokuta.

Pokuta w Biblii nie oznacza robienia sobie krzywdy ani wykonywania religijnych zadań, żeby „wyrównać rachunek” – choć często tak właśnie (błędnie!) rozumieją to ludzie. Pokuta to moment, gdy człowiek staje w prawdzie o sobie przed Bogiem. Przestaje udawać, przestaje się tłumaczyć, przestaje zrzucać winę na innych. Widzi, że poszedł w złą stronę i chce wrócić do życia takiego, jakiego chce Bóg.

Człowiek nie naprawia się po to, żeby Bóg dopiero wtedy chciał mieć z nim coś wspólnego. Właśnie dlatego, że Bóg pierwszy wychodzi do człowieka z przebaczeniem, człowiek może uczciwie przyznać się do zła i zacząć żyć inaczej! Pokuta nie polega na zasługiwaniu na coś u Boga. To raczej odpowiedź na to, że Bóg jest pełen miłości wobec nas wszystkich.

Marcin Luter w swojej pierwszej tezie napisał, że całe życie wierzącego człowieka ma być ciągłą pokutą. Nie chodziło mu o stałe poczucie winy ani życie w strachu. Chodziło o sposób życia człowieka, który mimo złych wyborów ciągle wraca do Boga, ciągle pozwala Mu się zmieniać na lepsze. I co ważne, ta pokuta to nie jednorazowy moment. To raczej droga, którą idzie się dzień po dniu.

Dlatego pokuta jest dobrą wiadomością. Oznacza, że nie jesteś skazany już na zawsze na życie w swoich błędach. Możesz zawrócić. Możesz zacząć od nowa. Bóg nie stoi z boku i nie czeka, aż sam wszystko naprawisz. On zaprasza cię, żebyś przyszedł do Niego taki, jaki jesteś, a On zacznie cię zmieniać na lepsze.

Pokuta to nie religijny ciężar. To moment, kiedy przestajesz uciekać przed prawdą i zaczynasz uczyć się życia z Bogiem naprawdę. Jeśli kiedykolwiek miałeś w sobie myśl: „Nie chcę już tak żyć, już nie chcę tak się zachowywać” – to był właśnie początek pokuty.