„A gdy Jezus został ochrzczony, wyszedł z wody, i oto otworzyły się niebiosa, i ujrzał Ducha Bożego, który zstąpił w postaci gołębicy i spoczął na nim”.
Mt 3,16
Od swego chrztu w Jordanie Jezus rozpoczął publiczną działalność. Także my od chwili Chrztu Świętego rozpoczynamy nasze życie z Bogiem. I od tego momentu toczy się ono jakby w innym wymiarze. Wierzymy, że w chwili chrztu i na nas zstępuje Duch Boży.
Mówiąc obrazowo, można stwierdzić, że każdy z nas podczas chrztu otrzymał od Boga kosztowny diament, który czyni go niezwykle bogatym. Ten diament jest skarbem decydującym o naszej wieczności. Ale uwaga, samo posiadanie diamentu nie czyni nas zbawionymi! Wiemy, że aby diament nabrał prawdziwej wartości, musi zostać oszlifowany, wtedy dopiero przekształca się w drogocenny brylant. Chrzest to dopiero początek, a nie koniec drogi z Bogiem. Chrzest to łaska, darowana nam przez Boga, to Boża miłość – dopiero przeznaczająca nas do zbawienia.
Dlatego ów diament wieczności powinniśmy szlifować swoim życiem każdego dnia, aby być coraz bliżej Boga, aby nasza wiara była coraz mocniejsza, a miłość coraz większa.
Ten, kto wejdzie na drogę wiary i doświadczy Bożej miłość, ten już nigdy tego diamentu z ręki nie wypuści. A w miarę szlifowania spostrzeże, że ów brylant jest niepowtarzalny i unikatowy, że niebo jest zbudowane z samych takich brylantów, które dopiero w całości tworzą nieprawdopodobnie piękną rzeczywistość, zupełnie inny świat.
Niestety, wielu ludzi otrzymawszy od Boga ten diament traktuje go jak zwykły kamień. Niektórzy w pewnym momencie dochodzą do wniosku, że jest im niepotrzebny, za ciężki i wyrzucają go. Robią w ten sposób miejsce na świecidełka tego świata – mogą to być pieniądze, kariera albo butelka taniego wina. I idą przez życie zadowoleni, że pozbyli się niepotrzebnego balastu.
Kiedyś jednak dojdą do wieczności i zapukają do domu Boga Ojca. Ten wyjdzie i przywita ich:
– Witaj córko, witaj synu. Cieszę się, że jesteś. Mam tylko jedną prośbę: Pokaż mi ów diament, który ci dałem podczas twojego chrztu.
I wtedy nastąpi konsternacja, zakłopotanie:
– Jaki diament?
– A Bóg powie: Ten, który wyrzuciłeś, bo uznałeś, że jest za ciężki i zrobiłeś sobie miejsce w plecaku swego serca na te różne świecidełka, bez których wtedy nie potrafiłeś żyć.
– Rzeczywiście. Tak, miałem ten kamień i faktycznie wyrzuciłem go. Ale nie wiedziałem, że to był diament nieba!
– Synu, bez tego diamentu w moim domu nie ma dla ciebie miejsca. Ja muszę ten diament przekazać innemu, kto będzie chciał go szlifować i wejdzie z nim do mego domu. Kochałem cię i kocham nadal, ale wybrałeś sam, a ja chcę szanować twoją wolność.
– Byłem strasznie głupi, Ojcze!
– Synu, czekałem na ciebie wiele lat. Ale ty nie chciałeś do mnie przyjść. Gdybyś choć raz zechciał odnaleźć ten wyrzucony diament, włożyłbym ci go z powrotem w rękę i dał szansę… Ale ty nie chciałeś. A teraz jest już za późno.
Jak jest w naszym życiu? Czy jesteśmy wierni łasce chrztu? Co robimy z naszym diamentem? Gdzie on jest teraz? Czy leży zapomniany na dnie szuflady biurka? Czy może jest gdzieś na wierzchu, ale zarzucony stertą spraw, które wydają się nam w tym momencie ważniejsze? A może jest na honorowym miejscu, ale nie dotykamy go, aby go nie zabrudzić, nie zniszczyć?
Pomyśl, ile wart jest dla ciebie ów diament? Czy starasz się go szlifować, aby przekształcić w jeszcze cenniejszy brylant?
Niestety, wielu ludzi zapomina o tym, jak wielki skarb otrzymali. Nie biorą odpowiedzialności za bogactwo łaski i miłości, jakim przez Chrzest Święty Bóg ich obdarzył. Nie chcą zajmować się swoim diamentem, bo jego szlifowanie jest trudne.
Tak. Diament jest twardy. Ale trzeba, byśmy wytrwali w łasce Chrztu Świętego, byśmy na progu domu Ojca niebieskiego podali Mu z wdzięcznością piękny brylant naszej wiary. A wtedy Bóg w łasce swojej powie nam: „Dziecko moje wejdź do radości Pana swego, odziedzicz królestwo przygotowane dla ciebie od założenia świata”. Amen.
Marek Twardzik
„Zwiastun Ewangelicki” 1/2026



