– literackie stronice
„W ciemności postać mi stoi matczyna,
Niby idąca ku tęczowej bramie –
Jej odwrócona twarz patrzy przez ramię,
I w oczach widać, że patrzy na syna”.
Fragment wiersza Juliusza Słowackiego Do matki i obraz Piotra Stachiewicza (1858–1938) Sobotni promyk z cyklu Legendy o Matce Boskiej – w moim odczuciu – zlewają się w jedną kompozycję. W moje żywe wspomnienie.
Czas dzieciństwa. Słoneczny pokój, błoga cisza i półka z ukochanymi książkami, które mała dziewczynka godzinami czyta na głos. Najbardziej lubi te chwile, gdy w poczuciu absolutnego bezpieczeństwa, bliscy są przecież tuż obok, wędruje śladem literackich bohaterów lub sama tworzy światy marzeń.
Z upodobaniem też wpatruje się w obrazy na ścianie. Jeden z nich jest szczególny. Utrzymany w ciemnej tonacji, prawie mrocznej, przedstawia scenę, która porusza serce dziewczynki. Jasne plamy obrazu to rząd malw w promieniach słońca i na pierwszym planie matczyna postać w jasnej szacie. Młoda kobieta wiesza pieluszki i przez ramię troskliwie patrzy na Syna. Dziecko siedzi odwrócone tyłem do obserwatora, widać jego plecki i wątłą jak u dwulatka szyję. Główkę chłopczyka otacza aureola. Nawet gdyby autor obrazu jej nie namalował, bez trudu można by odczytać przesłanie tego dzieła. To świętość macierzyństwa. Świętość, w którą wpisana jest zgoda na dziecka odrębność, samodzielność, odejście, akceptacja cierpienia i tęsknoty. Jak trudno podążać tropem matek, łącznie z tą, którą przeniknie miecz cierpienia. Jej wyróżnienie okupione jest tak niewyobrażalnym bólem!
Na razie, jak chce autor obrazu, Matka troskliwie patrzy na Synka i zajmuje się codzienną pracą. Malwy wzdłuż płotu wyrażają tyle piękna i beztroskiej na kształt dzieciństwa radości, zaś długie gałęzie drzew zacieniają scenę, jakby miały być już zwiastunem przyszłych zdarzeń.
Czy fascynacja dziewczynki obrazem, tamtego dziecka, którym byłam, to jej pierwsze zetknięcie z sacrum? Co jeszcze pamiętam? Wyprawę, dla dziecięcych nóżek daleką, na krętą uliczkę, gdzie poruszała wyobraźnię małej kamienna postać Marii Panny tulącej Dzieciątko Jezus? Jedno wspomnienie nakłada się na drugie i trudno mi teraz określić pierwowzór. A może w ramy obrazu wkładam też postać własnej matki, która pochyla się nocą nad chorym dzieckiem z łyżką syropu i bezmiarem miłości? Kładzie zimne okłady na rozpaloną gorączką główkę? Jakkolwiek jest, są to archetypy macierzyństwa.
Obraz z dzieciństwa, który przedstawia Matkę Bożą i jej Syna w tak zwyczajnym, ludzkim wymiarze codziennego krzątania, i ten, zatrzymany w sercu obraz rodzonej matki w jej tysiącu gestach i uczynkach – to skarb, życiowy posag, który pozwala zrozumieć dialog Zbawiciela z nieznaną z imienia kobietą. Cytuję za ewangelistą Łukaszem: „Gdy On to jeszcze mówił, pewna kobieta spośród zgromadzonych zawołała donośnym głosem do Niego: Błogosławiona matka, która Cię urodziła i wykarmiła. On zaś odpowiedział: O ileż bardziej błogosławieni są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i strzegą go” (Łk 11,27–28).
Tekst pochodzi z książki poetyckiej, która ukazała się pod koniec 2025 roku. Otwarte okna, bo taki nosi tytuł, są czwartym tomikiem wierszy, ale i prozy poetyckiej, inspirowanej Słowem Bożym, postaciami i historiami biblijnymi na równi z codziennością. Autorka, urodzona w Cieszynie ewangelicka duchowna, publicystka zaangażowana w pracę radiową (Słowo Życia w Radiu Katowice i 5 minut nad Biblią w Polskim Radiu Dwójka) jest też współautorką Postylli kobiet, Modlitewnika kobiet i Codziennika kobiet. W Wydawnictwie Augustana wydała m.in. rozważania biblijne Do domu, od lat współpracuje ze „Zwiastunem Ewangelickim”.
Obraz u góry: Piotr Stachiewicz, Sobotni promyk, XX w.
„Zwiastun Ewangelicki” 24/2025



