„Doszło Słowo Boże Jana, syna Zachariasza, na pustyni. I przeszedł całą krainę nadjordańską, głosząc chrzest upamiętania na odpuszczenie grzechów”.
Łk 3,2–3
Oj, Janie, Janie! Przez twój niewyparzony język napytałeś sobie biedy. Kto rozsądny tak się zachowuje? Ludzie przychodzą do ciebie, żeby dać się ochrzcić. Wyznają swoje grzechy. A ty do nich mówisz per „plemię żmijowe”? A do tego jeszcze krytykujesz króla?
Żyję w czasach, gdzie wielu osobom wiele uchodzi. Ale i dzisiaj twoje zachowanie byłoby nie do przyjęcia. Z całą pewnością kariery w dyplomacji byś nie zrobił. Może to wynik twojego surowego życia na pustyni i tej specyficznej diety, a może taka twoja osobowość, że prosto w oczy wykładasz „kawę na ławę”. Muszę przyznać, że twoje postulaty są dosyć radykalne i z pewnością lewa strona sceny politycznej chętnie by je podchwyciła. W naszych realiach, to niekoniecznie musi być dobrze widziane. Obaj wiemy, że to, co ludzie mówią i to, co robią, to często dosyć odległe rzeczywistości.
Chcielibyśmy, żeby świat się zmienił, żeby było piękniej, bezpieczniej, uczciwiej, lepiej. I myśląc tak, chętnie znajdujemy osoby, od których trzeba by zacząć ową zmianę. Przepraszam, ale nie rozumiem, co do tego ma lustro? A… chodzi o to, żeby ludzie mogli spojrzeć w nie bez problemu? Jak to nie do końca o to ci chodzi? Zechciej mi podpowiedzieć. Chodzi ci o to, żebym to ja mógł patrzeć w lustro bez wstydu? Wiesz przecież, jak jest. Raz coś się udaje, a raz nie. Nawet apostoł Paweł pisał, że ma zawsze dobre chęci, ale wykonanie – ono nie zawsze się udaje. I przyszedłeś dlatego, żeby mi to uświadomić?
Wiesz, my nie lubimy słuchać o swoim grzechu. Faktycznie, żyjemy w świecie, gdzie ważne jest dobre samopoczucie. Słuchanie kazań tego typu, że już siekiera do korzenia drzewa przyłożona i że nadchodzi czas oczyszczenia, może budzić w nas strach albo nadzieję. Byle tylko nie była to nadzieja na to, że w końcu Bóg zrobi porządek z tymi grzesznikami, których tak łatwo nam zdefiniować.
Gdybym tak odczytał twoje kazanie, oznaczałoby to, że Ewangelia to rzeczywistość odpłaty i wymierzania kary grzesznemu człowiekowi. Jeśli jednak spojrzę na to, co owo słowo oznacza – Ewangelia to inaczej Dobra Nowina – to z całą pewnością nie jest to nowina o tym, że ten czy tamten mój znajomy będzie cierpiał. Gdybym tak ją definiował, byłbym jakimś sadystycznym hipokrytą! Ja sam też przecież jestem grzesznikiem.
Znam oczywiście wiele mechanizmów, których mogę użyć w celu zmiękczenia tej trudnej prawdy. Mogę porównywać się z gorszymi (byle nie z lepszymi), mogę obśmiewać, pomniejszać, bagatelizować, nie dostrzegać mojego grzechu. Mogę też na wiele sposobów uciekać od prawdy o sobie. Mogę jednak też przyznać, że to ja zasługuję na karę, na śmierć. I na potępienie. Owa refleksja zamiast pchać mnie w złość czy obwinianie innych, co jest kolejnym mechanizmem obronnym, może doprowadzić mnie do prawdy, że Zbawiciel, który gładzi grzechy świata – a więc i moje – nadchodzi. Mogę więc prosić Go o oczyszczenie i prowadzenie.
Wiesz, Janie, w moim kraju funkcjonuje takie powiedzenie „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. Słuchając ciebie, pomyślałem, że może to jest to, o co chodziło w twoim kazaniu. Że często postępujemy w myśl tego porzekadła. A ty wskazujesz, że wyznawanie i odnawianie nie mają być duchowym ubezpieczeniem, ale konsekwentną zmianą. A zatem albo oczekuję na Odkupiciela, albo chcę się tylko zabezpieczyć na wszelki wypadek.
Myślę, że w naszych czasach bywa tak na przykład z chrztem. Nie chodzi o to, żeby dziecko oddać Bogu, ale żeby je zabezpieczyć – „w razie czego”. A przecież oczekiwanie na przyjście Zbawiciela pociąga za sobą konkretne zmiany. Warto więc zadać sobie pytanie: Jakie zmiany wywołuje we mnie owo oczekiwanie? Co wynika z mojego oczekiwania na Zbawiciela? Oj, Janie, Janie, to prostowanie własnych dróg nie należy do łatwych zadań. Dobrze, że On nie pozostawia nas w tym procesie samym sobie. Amen.
„Zwiastun Ewangelicki” 23/2025



