Dni mijają, pogoda się zmienia i nawet nie wiemy, kiedy czujemy wszędzie cynamon, a nasze policzki różowieją z zimna. Zaczyna się ten okres, w którym czekamy tylko na Boże Narodzenie. W domach rozpoczynają się przygotowania i krzątanie w kuchni. W głowie może pojawić się pytanie: Czy można świętować Boże Narodzenie bez barszczu z uszkami?
Pytanie może wydawać się trochę naiwne i banalne. Jednak co możemy zrobić, gdy coraz częściej słyszymy, że ktoś zamiast tradycyjnej kolacji wigilijnej wybiera pizzę, frytki czy sushi? Warto zadać sobie pytanie – czy to jeszcze święta, czy tylko wolny dzień z dobrym jedzeniem?
Czasami łapiemy się na tęsknocie za tym, co było kiedyś. Za zapachem makowca, śniegiem, który skrzypiał pod butami albo dźwiękiem kolęd. Jednak coraz częściej zapominamy o tym, co jest najważniejsze w tym świątecznym okresie. Wpadamy w wir przygotowań, koncentrujemy się na liście zakupów, a tracimy prawdziwy sens biblijnych wydarzeń. Czy Jezus, który przyszedł na świat w ubogiej stajni, oczekiwał, że Jego narodziny będziemy świętować przy perfekcyjnie przygotowanym stole z dwunastoma potrawami na kryształowej zastawie? Apostoł Paweł napisał: „Albowiem Królestwo Boże, to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym” (Rz 14,17). Bóg nie oczekuje od nas idealnie doprawionego barszczu, pięknie przyozdobionej choinki czy wysprzątanego mieszkania – On chce pokoju w naszych sercach. Tego nie można kupić, zaplanować ani ugotować. Problemem nie jest więc to, że zmieniają się tradycje, ale to, że coraz trudniej odnaleźć w nich Tego, z powodu którego w ogóle powstały.
Nie chodzi o to, co zjemy lub przygotujemy, ale czy przy naszym stole znajdziemy miejsce dla Jezusa. W Księdze Objawienia Chrystus mówi: „Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Obj 3,20). Bóg nie chce wejść na siłę, nie narzuca się nam. Czeka, żebyśmy zaprosili Go do naszego stołu. Nie pyta, czemu zamiast barszczu jest pizza, tylko czy jest dla Niego miejsce.
Może niektórzy pomyślą: „Przecież to tylko symbolika, to nie ma znaczenia, święta i tak już są inne niż były”. Jednak to nie oznacza, że są one całkowicie pozbawione znaczenia. Boże Narodzenie może się odbyć wszędzie – czy to przy barszczu z uszkami, przy pizzy, a nawet przy stole, gdzie brakuje kogoś bliskiego. Bóg nie przychodzi w idealnych warunkach, ale tam, gdzie jest pragnienie spotkania.
Dlatego w tym roku zamiast koncentrować się na tym, co powinniśmy przygotować do jedzenia, zastanówmy się, kogo zaprosimy. Nie tylko rodzinę, ale też Tego, który jest prawdziwym Gospodarzem tego święta. A wtedy, niezależnie od menu, naprawdę będzie to Boże Narodzenie.
Bóg przychodzi tam, gdzie jest pragnienie spotkania.
„Zwiastun Ewangelicki” 24/2025



