„Wtedy Królestwo Niebios będzie podobne do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było głupich, a pięć mądrych. Głupie wzięły lampy, ale nie zabrały z sobą oliwy. Mądre natomiast razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy pan młody się spóźniał, wszystkie zasnęły. Nagle o północy rozległo się wołanie: Idzie pan młody, wyjdźcie mu na spotkanie! Wówczas wszystkie panny zerwały się ze snu i przygotowały swoje lampy. Głupie zaś powiedziały do mądrych: Dajcie nam ze swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Mądre jednak odpowiedziały: Nie, mogłoby przecież i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedawców i kupcie sobie. Gdy one odeszły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na wesele i drzwi zostały zamknięte. Później wróciły i pozostałe panny, prosząc: Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Oświadczam wam, że was nie znam. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”.
Mt 25,1–13
Przypowieść o dziesięciu pannach od zawsze mnie intrygowała – nie rozumiałem, dlaczego pięć z nich wykazało się taką głupotą! W tamtym czasie nie było świateł ulicznych, więc lampa oliwna rzucająca skromne światło w mroku nocy była konieczna dla orientacji w terenie. W przypadku wesela nie wypadało witać orszaku pana młodego bez światła, symbolu gotowości. Z tego względu nigdy nie mogłem pojąć w tej historii, jak głupim trzeba być, żeby zignorować tak proste, codzienne doświadczenie ograniczoności i skończoności.
Inny przykład takiej postawy mamy na wyciągnięcie ręki. Każdy obywatel i obywatelka są zobowiązani do tego, żeby mieć zapas żywności i środków higieny na co najmniej siedemdziesiąt dwie godziny na wypadek wystąpienia stanu nadzwyczajnego – najlepiej mieć taki zapas na czternaście dni. Nie wspominając posiadania kopii ważnych dokumentów, plecaków ucieczkowych czy planu ewakuacji na wypadek konieczności opuszczenia mieszkania czy domu w sytuacji nagłej.
Nauczyliśmy się ufać temu, że nic niespodziewanego nie ma prawa się zdarzyć, że sklepy będą oferować nam swoje produkty zawsze i to na wyciągnięcie ręki. Już jeden dzień bez handlu wywołuje pospolite konsumpcyjne ruszenie, tak jakby był to jakiś mały schyłek świata, zbliżająca się apokalipsa. Niestety, pomimo lat trwającej w Ukrainie wojny dalej większość z nas żyje w złudnym poczuciu bezpieczeństwa i ani myśli przygotować się na sytuacje niespodziewane. Może to tłumaczy jakoś postawę głupich panien, uniwersalnej postawy naiwności i nonszalancji? Taka postawa może czasami kosztować nawet zdrowie i życie, co tłumaczyłoby ostrość języka ewangelisty.
Jeśli odniesiemy to do życia duchowego, widać wyraźnie, że rosnący komfort i wygoda życia wywierają presję na duchowość – rośnie oczekiwanie wobec religii, że będzie religią dobrego samopoczucia – bez poświęceń, wyzwań i wyrzeczeń. Tymczasem życie duchowe to droga na dziesięciolecia (długa!), a także droga naśladowania, niesienia swojego krzyża. Naprawdę potrzeba pomyślunku, planu, dobrych nawyków i dyscypliny duchowej, żeby się nie zagubić w otaczającym mroku i chaosie. Pierwszy zapał gaśnie, nawet jeśli trwa kilka lat. Potrzebne jest coś głębszego, potrzebny jest styl życia, który Pismo Święte nazywa czuwaniem – gotowością, uważnością, trwaniem w modlitwie i powracaniem do tego, co centralne: Ewangelii. Sytuacja geopolityczna rozwija się w niepokojącym kierunku i potrzebujemy ludzi wiary, którzy są gotowi nie tylko wierzyć w czasie kryzysu, ale także są przygotowani, aby budować i wspierać innych. Tak odczytałbym zapas oliwy. I wspaniale by było, gdybyśmy świadomie go zbierali dla siebie i dla dobra innych, bo nie wiemy, przez jakie mroki może będziemy zmuszeni przechodzić. Jednak wiemy, że mamy na kogo wskazywać i na kim – nawet w mrokach życia – budować. Amen.
Ostatnia roku kościelnego, Niedziela Wieczności
„Zwiastun Ewangelicki” 22/2025



