– co z tym zrobić?
Sala wykładowa: rzędy miejsc, z których tylko połowa będzie zajęta. Wysoki, siwiejący profesor w granatowej marynarce rozgląda się po studentach, patrzy też na twojego kolegę Jasia Kowalskiego. Jaś poprzedniego wieczora wrócił z pogrzebu cioci, która była dla niego ważną osobą.
Nie miał już sił uczyć się na statystykę, choć kolejne niezdane kolokwium mogło skomplikować jego studia. Trzy krótkie pytania z przedmiotu. Profesor w międzyczasie rozrysował wzory dotyczące dzisiejszych ćwiczeń – kolejna przeszkoda do pokonania tego dnia. Zebrał kartki. Jaś tylko siedział ze spuszczoną głową. Profesor chciał jak najszybciej pozbyć się problemu, więc od razu sprawdził stos odpowiedzi. Kiedy przyszła pora na Jasia, wykładowca z szyderczym uśmiechem krzyknął na całą salę:
– Kowalski, znowu się balowało, co?
Przyjrzyjmy się tej sytuacji. Często zdarza się, że otrzymujemy podobne komunikaty od różnych osób. Każdy jest mniej bądź bardziej uszczypliwy. W zależności od naszego stanu reagujemy na to w różny sposób.
Co w takim razie zrobić z agresją słowną? Najczęściej uderza ona w nasze poczucie wartości i pogarsza nastrój. Kiedy jednak wracamy do Biblii, szczególnie do 27. wersetu z 1. rozdziału 1. Księgi Mojżeszowej, przypominamy sobie, kim jesteśmy. „I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich” – zostaliśmy stworzeni przez Boga – już sam ten fakt nadaje nam ogromną wartość. Zanurzeni jednak w świecie codzienności zapominamy o tym. Rzeczywistość, w której żyjemy, jest absorbująca, wokół nas jest sporo ludzi, z którymi musimy się dogadywać. Pochłania nas też sporo spraw do załatwienia. Zapominamy wtedy o Źródle naszej wartości. Bóg jednak o nas nie zapomina. Czytamy o tym w Księdze Izajasza: „Czy kobieta może zapomnieć o swoim niemowlęciu i nie zlitować się nad dziecięciem swojego łona? A choćby nawet ona zapomniała, jednak Ja ciebie nie zapomnę” (Iz 49,15).
Jak te piękne słowa jednak wykorzystać w naszej codzienności? Przytoczona złośliwość profesora w opisanej sytuacji była nie na miejscu. Nie prowadziła do niczego dobrego – a prawdopodobnie mogła zdemotywować Jasia do studiowania. Gdy jednak znamy swoją wartość, wiemy, że głos innej osoby – choćby była nauczycielem, profesorem czy mentorem – nie jest głosem ostatecznym. Nie zawsze znamy intencję naszego rozmówcy. Czasami też możemy zauważyć, że komunikaty, które dostajemy, są złośliwe, bo mówiący próbuje wyładować na nas własną frustrację. Ale będąc Bożym stworzeniem nie jesteśmy workami do bicia. Możemy w kulturalny sposób stawiać granice.
Jeżeli z jakiegoś powodu sytuacje konfrontacji i hejtu przerastają nas, zawsze są osoby, do których możemy się zwrócić, a które zesłał nam Pan. Niezależnie czy to ktoś z rodziny, przyjaciel, znajomy, duszpasterz czy terapeuta. Nie musimy mierzyć się sami z trudnościami, które nas dotyczą.
I pamiętajmy – dostaliśmy od Pana Boga wiele darów. Z ich pomocą jesteśmy w stanie rozpoznawać czy coś jest złośliwością, czy być może słuszną uwagą – ubraną w nieodpowiednie słowa. I pamiętajcie o swojej wartości w Bogu! Błogosławieństwa!
„Zwiastun Ewangelicki” 22/2025



