miniatura

„Nikomu nic winni nie bądźcie prócz miłości wzajemnej; kto bowiem miłuje bliźniego, zakon wypełnił”.
Rz 13,8

Umarł przy ołtarzu. Nie był żadnym rewolucjonistą, ale tak go nazywano. Otworzył oczy na cierpienie ludzi wokół. Nie milczał. Dlatego go zabito.

To był wieczór, 24 marca 1980 roku. Skończył kazanie, odwrócił się od pulpitu i podszedł do ołtarza. W tym czasie czerwony samochód zatrzymał się przed kaplicą Szpitala Opatrzności Bożej. Człowiek, który z niego wyszedł stanął w drzwiach, uniósł broń i strzelił.

Podobno strzały były dwa, choć inne relacje mówią tylko o jednym. Podobno ostatnim słowem jakie powiedział zabity było „sprawiedliwość”. Później umarł. Tuż przy ołtarzu. Podczas prowadzonej przez siebie mszy.

Zabitym był Óscar Romero, arcybiskup Salwadoru. Gdy go wybierano na to stanowisko, nikt go nie posądzał o radykalizm społeczny. Tak zazwyczaj bywa, bo osobom o zachowawczych poglądach łatwiej jest uzyskać poparcie. Jednak z upływem lat zaczął być traktowany inaczej. Stanął po stronie uboższych warstw społeczeństwa. Przyszło mu bowiem żyć w czasach junty wojskowej, gdy wielkie połacie ziemskie w Salwadorze były własnością kilku rodzin. W tym samym czasie rzesze ludzi żyły w skrajnej nędzy. Ruch protestu przeciw tym nierównościom był organizowany również z udziałem chrześcijan, w tym duchownych. To była niebezpieczna działalność, bo w kraju działały „szwadrony śmierci”, grupy morderców na usługach rządu i latyfundystów. Wiele osób ginęło.

Romero, nie-rewolucjonista, ale też już i nie-konserwatysta, swoim głosem wypowiadał się w imieniu tych, którzy głosu często nie mieli. Wypowiadał się przeciwko juncie. Nawoływał do odwagi. Pewnie wiedział, że to czyni z niego cel. Czy mógł jednak postąpić inaczej?

W 13. rozdziale Listu do Rzymian znajdują się słowa dotyczące obowiązków chrześcijan. Najpierw mowa o posłuszeństwie władzy (por. Rz 13,1–8), następnie o miłości, jaką chrześcijanie są winni innym ludziom (por. Rz 13,8–10), a ostatnie wersety (por. Rz 13,11–14) mówią o nadchodzących sprawach ostatecznych. W ten sposób apostoł Paweł jednocześnie podkreśla wagę relacji, jakie łączą chrześcijan ze światem, ale pokazuje, że są one zawsze podległe temu, co „ostateczne”. Dzięki temu na nowo określa również relację z Bogiem. Stare Przymierze opierało się na przestrzeganiu Zakonu. Przestrzeganie rytuałów i przepisów sprawiało, że można było czuć się częścią ludu wybranego. Paweł przenosi akcent z konkretnych rytuałów na postawę miłości wobec człowieka. Ta zmiana sprawia, że sposób postępowania nie jest już motywowany wewnętrznie, chęcią podkreślenia czy przeżycia swojej tożsamości. Zamiast tego wymaga koncentracji na tym, co zewnętrzne: na osobach dookoła, na świecie, na relacjach, jakie łączą wierzących z tym, co ich otacza. Miłość nie jest konkretna jak przepis. Jest bardziej zależna od kontekstu. Zamiast patrzeć na sztywną normę zachowania i ją odtwarzać, każe patrzeć na człowieka w konkretnej sytuacji. To jest trudniejsze, wymaga próby zrozumienia sytuacji, uwarunkowań, motywacji, konsekwencji. Dlatego ważna jest ta trzecia część rozdziału, która mówi, że wszystkie uczynki mają wypływać z przeświadczenia, że już się wypełnił sąd i nadchodzi zbawienie (por. Rz 13,11). Dlatego Rzymianie są wezwani do czujnego, czyli świadomego życia (por. Rz 13,12–13). Takie życie jest wypełnieniem Zakonu: kto miłuje bliźniego, Zakon wypełnił.

Zastanawiam się, czy trudna była droga abp. Romero od zdystansowania do zostania niemal ikoną teologii wyzwolenia. Czy mógł z niej zejść? Czy mógł postąpić inaczej? Pewnie mógł, ale to oznaczałoby, że rezygnuje z miłości. Co wtedy pozostanie? Chrześcijaństwo jako zbiór rytuałów, punkt orientacyjny dla tożsamości?

Adwent, oczekiwanie, to okazja by się rozejrzeć. By z miłością spojrzeć na świat – czyli w taki sposób, który pozwoli zrozumieć ludzi wokół i nas samych w tych sytuacjach, w jakich się znajdujemy. Z miłością, czyli nieobojętnie. Z troską. Z gotowością do zaangażowania się. Jesteś na to gotowy, gotowa? Amen.

1. Niedziela w Adwencie