Tematem tegorocznego OZME było wyznanie wiary, a w zasadzie Wyznanie VR-y. Zmuszał on do zastanowienia się, czym w czasach, gdy świat realny przenika się z wirtualnym, jest wiara. Mogliśmy uczestniczyć w ciekawych dyskusjach na temat tego, czym jest dziś rzeczywistość oraz jak wirtualny świat wpływa na każdego z nas, nawet jeżeli do końca nie zdajemy sobie z tego sprawy. Jeżeli dobrze się rozejrzymy, łatwo możemy zauważyć, że tak naprawdę na każdym kroku ktoś wmawia nam w co oraz jak mamy wierzyć.
Wystarczy włączyć telewizor, by zobaczyć i usłyszeć w reklamach, że jeżeli kupimy jakiś produkt, to będziemy lepiej: wyglądali, czuli się, myśleli! Wystarczy tylko, że uwierzymy w działanie reklamowanej rzeczy, a wtedy zaspokoimy wszystkie nasze potrzeby. Gdy zmęczymy się telewizją i przerzucimy na telefon odpalając rolki na Instagramie czy TikToku, usłyszymy, że mamy wierzyć w szybki sukces, że trzeba mieć odpowiednią aurę albo mindset, bo bez tego nie da się przecież żyć. Bez tego nie będziesz lubiany, będziesz gorszy niż inni. Gdy obserwujemy influenserów i filmy, które nagrywają, wydaje nam się, że ich życie jest tak ciekawe i wręcz idealne w porównaniu do naszego. Wierzymy więc, że nasze życie jest nudne, my jesteśmy nudni, nie odnosimy sukcesu, nie wyglądamy jak modele i modelki. Wierzymy, że bez wspomnianej aury nie jesteśmy w stanie mieć znajomych i przyjaciół czy interesującego życia.
W tym miejscu chciałbym przypomnieć sytuację, którą zna prawdopodobnie każdy z nas.
Pewnie pamiętasz, gdy twoja babcia lub dziadek, a być może nawet mama czy tata, pokazywali ci jakiś niewiarygodny filmik. Nagranie, na którym dzieją się rzeczy absolutnie niesamowite. Wtedy zazwyczaj musiałeś tłumaczyć rodzicom lub dziadkom, że ten filmik nie jest prawdziwy, bo to oczywiste, że jest stworzony przez AI – sztuczną inteligencję. W duchu może nawet śmiałeś się wtedy, że jak to możliwe, że oni dają się na to nabierać. Pozwól, że zapytam cię więc, dlaczego w takim razie sam tak łatwo dajesz się nabierać na puste reklamy, nic nie warte rolki czy niejednokrotnie ustawiane pod kamerę oraz wyreżyserowane filmy influenserów? Nie dosyć, że się na to nabierasz, to jeszcze wierzysz, że to, co widzisz, musisz wprowadzić w swoje życie! Wierzysz, że też musisz za wszelką cenę taki być, najlepszy, najmądrzejszy, najładniejszy, naj, naj, naj. A jeżeli ci się to nie uda, wierzysz, że jesteś do niczego. To naprawdę niesamowite, jak bardzo wszystkie te nieprawdziwe rzeczy, które widzimy w Internecie mogą mieć prawdziwy wpływ na nasze życia. Nie jest to dla ciebie trochę dziwne?
Gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Czy jest dla Niego miejsce w dzisiejszym świecie, między Instagramem, TikTokiem i filmami na Youtube? Czy ma On jakieś szanse, by się przebić w dzisiejszym świecie?
Po wpisaniu w Google ,,warto wierzyć w…”, pięć pierwszych haseł to: marzenia, siebie, ludzi, sny i tarota. Bóg jest na 6 miejscu, więc w niezwykle ciekawym towarzystwie wierzeń, za tarotem, a przed horoskopem, który jest na pozycji 7. Gdyby jednak wpisać to hasło w odwrotny sposób, robi się jeszcze ciekawiej. Wpisujemy więc w Google hasło: ,,nie warto wierzyć w…” i możemy zobaczyć, że na pięć pierwszych miejsc Boga znajdziemy aż na dwóch z nich.
Zastanawiające, prawda? Być może pojawiają się nam w głowach różne pytania. Czy, w takim razie, w Boga nie warto wierzyć? Dlaczego Bóg nie jest bardziej popularny? Podczas jednej z wielu rozmów w trakcie OZME usłyszałem słowa, które dosyć trafnie odpowiadają na te pytania: ,,ludzie w Internecie nie pokazują prawdziwego życia, a jedynie takie, w które każdy z nas bardzo chciałby wierzyć”.
Bóg nie jest popularny, ponieważ tego nie potrzebuje. Bóg nie tworzy wyreżyserowanych historii, bo jest prawdziwy i tobie również chce pokazać prawdę. On chce, byś całą swoją wiarę skoncentrował właśnie na Nim. Ponieważ w świecie, gdzie rzeczywistość tak ciężko czasem odróżnić od tego, co wirtualne, potrzebujemy czegoś stałego i niezmiennego. Kogoś, kto zapewni nam bezpieczeństwo, będzie nam drogowskazem, nigdy nas nie zawiedzie i zawsze będzie miał czas dla każdej i każdego z nas.
Podczas OZME wielokrotnie można było usłyszeć o tym, że to właśnie nikt inny jak Jezus Chrystus jest kimś naprawdę realnym, w kogo warto wierzyć. Kimś, na kim dobrze oprzeć swoją wiarę i życie. Zadajmy więc pytanie: Czy On był obecny podczas ostatniego zjazdu młodzieży w Olsztynie? Czasem, możemy usłyszeć, że Bóg działa, ale robi to w sposób subtelny, ledwo dostrzegalny albo wręcz całkowicie niewidoczny. To jednak w żaden sposób nie zgadza się z tym, czego mogliśmy doświadczyć na tegorocznym OZME. Bóg był odczuwalny zdecydowanie i wyraźnie, był obecny w różnych aktywnościach. Wspólne rozkminy, warsztaty, nowe relacje, gry do późnych godzin nocnych, uśmiechy przy powitaniu i smutek przy pożegnaniu. We wszystkim był on wyraźnie obecny, nawet jeżeli czasem można było nie zdawać sobie z tego sprawy. Można było Go usłyszeć w wielu rozmowach, nawet jeżeli Jego imię nie padało wprost. Można było Go dokładnie poczuć, śpiewając i tańcząc na sobotnim koncercie. Można Go było również usłyszeć wsłuchując się w Jego Słowo na niedzielnym nabożeństwie. Na tegorocznym OZME Jezus był razem z nami wszystkimi w formie niezwykłej wspólnoty, którą tworzymy w naszym Kościele.
Czy w takim razie, gdybyś ty, teraz we własnych myślach stworzył swój osobisty ranking pod hasłem: ,,warto wierzyć w….”, na którym miejscu postawiłbyś Boga? Jeżeli jeszcze tego nie wiesz, przyjedź za rok na OZME i przekonaj się sam, jak rzeczywisty potrafi On być. A może kilka wypowiedzi tegorocznych uczestników, młodzieży z parafii w Dzięgielowie, akurat cię do tego zachęci?
Jakub Kasprzycki
zdjęcia Artur Radomski
„Zwiastun Ewangelicki” 21/2025



