Przypowieści Jezusa odczytane na nowo cz. 2
Opowiada historię pewnego człowieka, który miał dwóch synów. Jeden z nich, młodszy, zażądał od ojca tej części majątku, która miała mu przypaść w spadku. Należy tu przypomnieć o specyficznych zasadach dziedziczenia w starożytnym Izraelu. Najstarszy syn otrzymywał podwójną część majątku ojca, co miało na celu utrzymanie statusu rodziny i jej przywództwa (5 Mż 21,15–17). Młodszy syn nie otrzymywał – tyle samo co starszy, ale nadal był to pokaźny majątek. Zabierając już teraz część swojego dziedzictwa pokazywał ojcu: „oto dam sobie radę sam, nie potrzebuję was”.
Niektórzy komentatorzy stwierdzają, że takie postępowanie młodszego syna było mocno niestosowne. To tak, jakby dał ojcu znać: „Nie chcę, abyś żył”. Ale raczej nie należy interpretować tego w ten sposób. Biblia zna przypadki dziedziczenia jeszcze za życia. Abraham za życia przekazał dary swoim drugorzędnym synom, ale cały pozostały majątek odziedziczył ukochany syn Sary – Izaak (por. 1 Mż 25,5–6). Jakub obdarował Józefa szczególnym przywilejem, dając mu „podwójną część” (1 Mż 48,22), co można traktować jako wcześniejsze przekazanie dziedzictwa. Również Salomon objął władzę za życia Dawida, co choć nie dotyczy majątku w sensie ścisłym, wskazuje na przekazanie królewskiego dziedzictwa. Te przypadki uświadamiają, że choć standardem było dziedziczenie po śmierci ojca, Biblia zna sytuacje, gdzie majątek lub przywileje były przekazywane wcześniej.
Młodszy syn po „niewielu dniach” wyruszył w drogę do „dalekiego kraju”. Nie wiemy, co to był za kraj ani jak daleko znajdował się od rodzinnych stron bohatera przypowieści. Jednak wiemy, że prowadził tam „rozwiązłe życie”. Greckie słowo użyte w oryginale to asōtōs, które można przetłumaczyć jako rozrzutnie, bez opamiętania lub rozpustnie. Choć Biblia nie podaje szczegółów, starszy brat wspomina, że młodszy „przepuścił majątek z nierządnicami” (por. Łk 15,30), co wskazuje na seksualną niemoralność. Syn oddalił się od ojca, od wspólnoty i od zasad, które wcześniej go obowiązywały.
Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji kryzysu finansowego. W każdym czasie może pojawić się „głód” i nasze warunki mogą ulec diametralnej zmianie. Tak działo się stosunkowo niedawno, bo podczas pandemii albo w Ukrainie po zaostrzeniu konfliktu z Rosją.
Powróćmy do syna z Ewangelii. Pewien obywatel kraju, w którym przebywał, zatrudnił go w swoim wiejskim gospodarstwie. Jednak nie zapewnił mu stałego utrzymania, wykorzystywał jego sytuację materialną i nie okazał mu współczucia. Praca przy świniach była dla Żyda największym poniżeniem, gdyż według Prawa Mojżeszowego świnie były zwierzętami nieczystymi. Brak pożywienia i niemożność zaspokojenia głodu nawet paszą dla świń pokazuje, że syn znalazł się na absolutnym dnie fizycznym, społecznym i duchowym. To właśnie w tej skrajnej sytuacji syn „przychodzi do siebie” i zaczyna refleksję nad swoim życiem, przypomina sobie ojca i ojcowski dom. Wspomina, że nawet najemnicy mają się w nim o wiele lepiej.
Postanawia wrócić, wyrazić żal i prosić o wybaczenie. Nie liczył na nic więcej niż tylko na zatrudnienie go na zasadach najemnika, a nie dziedzica. Jednak ojciec z daleka go ujrzał. Wypatrywał go już od dawna. Tęsknił za nim tak bardzo, że gdy tylko zobaczył swojego syna, wybiegł mu naprzeciw. Bibliści zwracają uwagę na nietypowe zachowanie ojca. Jezus pokazuje w tym miejscu ogromne uczucia ojca, aby przełamać społeczne i kulturowe zwyczaje. W kulturze semickiej tamtych czasów starszy mężczyzna nie biegał publicznie – był to gest niegodny, kojarzony z dziećmi lub sługami. Ojciec łamie konwenanse, by okazać miłość. Wkłada na syna najlepszą szatę, pierścień i sandały – symbole wolności, synostwa i godności. Nie traktuje go jak najemnika, ale przywraca mu status dziedzica.
Starszy syn w przypowieści o synu marnotrawnym reaguje gniewem i poczuciem niesprawiedliwości na powrót młodszego brata i entuzjastyczne przyjęcie go przez ojca (por. Łk 15,25–32). Jego reakcja odsłania głębokie emocje i rodzinne napięcia. Postrzega relację z ojcem jako transakcję: jego słowa sugerują, że oczekuje nagrody za lojalność, przy czym nie rozumie jeszcze bezwarunkowej miłości.
Przypowieść o synu marnotrawnym to opowieść o nas. Każdy z nas jest tym synem lub córką, którzy opuszczają dom Ojca. Pragniemy do niego wrócić, ale coś nas blokuje. Wstyd, poczucie winy, nagromadzone błędy sprawiają, że uważamy się za niegodnych Bożego miłosierdzia. Nic tak nie boli dziecka jak rozczarowanie malujące się na twarzy jego rodzica. Tutaj nie miało to miejsca. Ojciec przyjął syna, mimo że ten roztrwonił znaczną część jego majątku. Przypowieść ta może nas skłonić do refleksji na temat naszego miejsca w świecie. Młodszy syn jest raczej źle oceniany, ale warto docenić jego odwagę i młodzieńcze pragnienie samodzielności. Dobrze, że miał kochającego ojca, do którego zawsze mógł wrócić. Starszy syn był wierny ojcu, ale w swoim podejściu do wierności rodzicowi okazał się interesowny. Ojciec natomiast bezgranicznie miłuje obu, niezależnie od ich postępowania i charakteru.
Zachęcam do przyjrzenia się sobie poprzez tę przypowieść. Udostępniam pytania i refleksje za pomocą www.docs.google.com. Można je wykorzystać na spotkaniu młodzieżowym lub osobiście przeżyć poszczególne przypowieści. Namawiam do zrobienia tego, napisania swoich przemyśleń i podzielenia się nimi z innymi.
„Zwiastun Ewangelicki” 22/2025



