„W nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”.
Dz 17,28
Siostry i bracia, jestem wzruszony, że dziś możemy być razem – parafianie i przyjaciele, moja rodzino, delegacje z całej Polski, duchowni naszego Kościoła, członkowie synodu, goście ekumeniczni, władze województwa i miasta, konsulowie, rektorzy uczelni, dziennikarze i wszyscy, którzy tu jesteście. Dziękuję za wasze zaufanie i obecność.
Stoję dziś przed wami w roli, którą powierzył mi Kościół, ale to wciąż ja – ten sam człowiek, który wie, że nie zawsze trzeba mieć ostatnie słowo i że czasem najlepiej po prostu uśmiechnąć się do własnych potknięć. Chciałbym pozostać blisko ludzi, nadal czerpać z ich doświadczeń i każdego dnia uczyć się, jak być lepszym człowiekiem.
Na zaproszeniach na dzisiejszą uroczystość umieściłem słowa z Dziejów Apostolskich: „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”. Stały się one myślą przewodnią dzisiejszego kazania.
Co właściwie znaczy „żyć w Bogu” w XXI wieku? Takie sformułowanie może brzmieć dla wielu jak język sprzed wieków. A przecież chodzi o coś bardzo konkretnego: o życie z sensem, z uważnością; z otwartymi oczami i sercem. A także o życie w świecie, w którym pojęcie wojny nie jest już tylko słowem z podręczników historii, ale doświadczeniem realnym, bezpośrednim i – jak widzimy w ostatnich dniach – wciąż eskalującym.
Widziałem pewnego razu w szpitalu pielęgniarkę, która trzymała dłoń starszej pacjentki. Nie było nikogo z bliskich, a to były ostatnie chwile tej kobiety – i myślę, że ta ciepła dłoń, dotyk w takim momencie, mówiły więcej niż niejedno kazanie.
Takich cichych gestów jest wiele – także wśród Was – ludziach różnych profesji i powołań: o tych, którzy służą innym, kształtują życie naukowe i publiczne, troszczą się o dobro wspólne w mieście i regionie, którzy tworzą kulturę i media. To dzięki Wam w codzienność wkracza dobro, które naprawdę zmienia świat.
W Dziejach Apostolskich czytamy: „Bóg nie mieszka w świątyniach zbudowanych rękami” – to dla mnie wyzwanie, aby zobaczyć Boga w codzienności. Kościół, który staram się współtworzyć, to nie miejsce dla wybranych. To przestrzeń spotkania, gdzie słuchamy się nawzajem, gdzie nie stawiamy murów, ale staramy się usłyszeć Ewangelię.
Mam świadomość, że wielu ludzi czuje się dziś wykluczonych. To osoby z niepełnosprawnościami, którym często brakuje realnego dostępu do wspólnoty; ludzie, którzy obawiają się mówić o swojej tożsamości; ludzie poszukujący, którym nikt nie zaproponował, żeby usiedli obok albo ci, których religia zraniła; którzy utracili wiarę, bo nie usłyszeli w Kościele Dobrej Nowiny. Chciałbym, żeby ich głos był słyszany.
Ks. Dietrich Bonhoeffer – jesteśmy we Wrocławiu, więc muszę o nim wspomnieć – powiedział: „Kościół jest tylko wtedy Kościołem, gdy jest dla innych”. Te słowa wciąż mnie mobilizują, ale też w dużym stopniu niepokoją, ponieważ zadaję sobie pytanie, czy jestem w stanie im sprostać.
Właśnie dlatego stoję dziś przed wami – z jednej strony w nowej roli, ale z drugiej wciąż w tym samym powołaniu: nie po to, aby stanąć wyżej, lecz by jeszcze uważniej słuchać ludzi i życia naszego miasta, i odpowiadać na ich potrzeby, na potrzeby naszej diecezji i Kościoła.
Wasza obecność ma dla mnie ogromne znaczenie. Dziękuję przedstawicielom władz województwa i miasta, dziękuję gościom zagranicznym i ekumenicznym, dziękuję wam wszystkim, którzy na wielu płaszczyznach życia budujecie przestrzeń dialogu i odpowiedzialności. To znak, że troska o dobro wspólne nie kończy się na okolicznościowych słowach. Tym bardziej Kościół, który jest dla innych, nie może być Kościołem, który tylko przemawia – musi być także Kościołem, który słucha. I staram się usłyszeć.
Niedawne badania przeprowadzone przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu pokazują, że ponad połowa mieszkańców naszego miasta doświadcza przewlekłej samotności i izolacji. To nie tylko statystyka – to realne doświadczenie ludzi wokół nas, naszych sąsiadów, a czasem naszych rodzin i nas samych.
To wielkie wyzwanie, także dla Kościoła. Jeśli chce być obecny – musi słuchać. Słuchać miasta, jego rytmu, ludzi, także ich milczenia. I być przy tych, których codzienność boli w ciszy.
Są wśród nas ludzie, którzy samotności doświadczają podwójnie. Przyjechali z innego kraju, z innej kultury, często uciekając przed wojną, przed biedą, przed przemocą. Tak jak po II wojnie światowej Wrocław stał się domem dla Polaków przesiedlonych z Kresów Wschodnich, z Wielkopolski, Śląska i innych regionów, tak dzisiaj – już w innym kontekście – domu szukają tutaj tysiące ludzie z Ukrainy, Białorusi, Czeczenii, a coraz częściej także z dalekiego Południa. To nie są tylko statystyki. Ci ludzie mają imiona i twarze. Są wśród nas, szukają bezpiecznego miejsca, większość stara się uczyć, pracować. I często czują się osamotnieni, bo nie rozumieją naszych kodów kulturowych, nie wiedzą, czy są tu mile widziani. A czasem wprost doświadczają przemocy. A przecież Ewangelia nie pyta o paszport. Nie filtruje ludzi po języku czy pochodzeniu. Pytanie, które zadaje Chrystus, jest boleśnie proste: „Byłem przybyszem – czy mnie przyjęliście?”.
I nie chodzi o naiwność. Rozumiem rolę państwa w zapewnieniu bezpieczeństwa. Ale mówię o roli Kościoła – nie w opozycji do państwa, lecz jako miejsca, które nie zajmuje się klasyfikowaniem ludzi, tylko odpowiadaniem na ich potrzeby. Kościół ani nie musi, ani nawet nie powinien stosować narzędzi, którymi dysponuje państwo. Po prostu nie może zamykać drzwi.
Wierzę więc, że Kościół może być miejscem, gdzie uczymy się, jak wychodzić do innych z empatią, jak rozmawiać z kimś, kto myśli inaczej. Gdzie potrafimy docenić to, że jesteśmy różni – i zamiast się tego bać, szukać takich przestrzeni, w których możemy działać razem. Usłyszeć siebie nawzajem. I poczuć, jak wiele nas łączy. To nieprawda, iż chcemy żyć w bańkach, podzieleni murami przekonań. To nieprawda, że chcemy się wzajemnie zwalczać. Prawda jest inna – chcemy żyć w pokoju, mieć wpływ na świat wokół, budować relacje. I właśnie tego możemy uczyć się w Kościele – jeśli tylko pozwolimy, aby Ewangelia naprawdę otwierała nam serca.
W tym roku mija 60 lat od pamiętnego Memorandum Wschodniego – Ostdenkschrift, w którym ewangeliccy biskupi z Niemiec uznali odpowiedzialność swojego narodu za zbrodnie wojny, wezwali do pojednania i opowiedzieli się za nienaruszalnością granicy na Odrze i Nysie. Kilka tygodni później arcybiskup wrocławski Bolesław Kominek był autorem słów, które znalazły się w liście biskupów polskich do niemieckich: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Te dwa głosy – ewangelicki i rzymskokatolicki – stały się zaczynem pojednania ponad granicami.
To świadectwo sprzed sześćdziesięciu lat przypomina, że Kościół musi mieć odwagę. Nie może bać się zmiany. Żyjemy w czasach, gdy niepokój i poczucie zagrożenia są wykorzystywane, by budzić lęk i podziały. Dlatego potrzebujemy tego dziedzictwa: aby razem, ekumenicznie, w Kościołach różnych wyznań, w działaniach instytucji nauki, kultury, w mediach i w społeczeństwie, dawać świadectwo, że więcej nas łączy, i że warto budować mosty zamiast murów, wybierać szacunek i pojednanie zamiast wzajemnej wrogości.
Zapytano mnie niedawno: „Czy Kościół może się zmieniać?” A ja myślę, że nie tylko może – ale musi. Wiemy, że w naszych wspólnotach zdarzały się sytuacje, które były powodem cierpienia i zgorszenia. Wiemy, że są rany, które wciąż bolą. Wierzę jednak, że mamy w sobie uczciwość, aby nie przemilczać tego, co domaga się pokory i naprawy.
I właśnie dlatego nieustannie potrzebujemy przemiany – nie jako zagrożenia, lecz jako znaku życia. Kościół to nie skansen, ale żywy organizm! A życie zawsze wymaga odwagi, także wobec tematów, których nie wolno odkładać na bok.
Nie zliczę, ile razy spotykałem ludzi, którzy latami żyli w strachu przed Bogiem, sądem, potępieniem. A potem usłyszeli prostą historię: o ojcu, który biegnie na spotkanie z synem, tym marnotrawnym, tym, który zawiódł. I nagle odkrywali, że Bóg biegnie także do nich. Wtedy działo się coś niezwykłego – wiara rodziła się nie z lęku, lecz z doświadczenia miłości. A miłość zmieniała wszystko: przywracała zaufanie i odsuwała strach.
Te historie rezonują we mnie, ponieważ są też częścią mojej własnej drogi. Od wikariusza, przez proboszcza, aż po dzisiejszą chwilę – to nie była droga dokładnie zaplanowana. Ale jedno pozostawało niezmienne: pragnienie, aby na swój niedoskonały sposób – kierować się miłością i potrafić słuchać. Ze słuchania bowiem rodzi się wiara. Od słuchania zaczyna się zmiana – w Kościele, w relacjach, w świecie.
Dlatego dziś, gdy staję przed wami jako biskup, proszę nie tylko o modlitwę i wsparcie. Proszę także, abyście nie bali się mówić do mnie szczerze. Z życzliwością, ale i z odwagą, bo tylko razem możemy tworzyć Kościół, który naprawdę naśladuje Jezusa Chrystusa. I społeczeństwo, w którym nikt nie zostaje sam, a miłość staje się wspólnym językiem.
Dziękuję, że jesteście częścią tej drogi. I obyśmy nadal szli nią razem – ku sobie nawzajem i ku Temu, w którym żyjemy, poruszamy się i w którym jesteśmy. Amen.
Kazanie wygłoszone 13 września 2025 roku we Wrocławiu podczas uroczystości konsekracji i wprowadzenia w urzędowanie biskupa diecezji wrocławskiej.
„Zwiastun Ewangelicki” 19/2025



