„Czy nie chodzi o to, by dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić do domu biednych, bezdomnych, zobaczyć nagiego i przyodziać, i nie odwracać się od swego krewnego?”.
Iz 58,7; BE
Dzielić swój chleb z głodnym, gdy zaczyna brakować go w Europie, nie mówiąc już o świecie – co nam to przywodzi na myśl? Przekonanie: były gorsze czasy, jakoś to będzie. Albo: inni mają gorzej, mnie to nie dotyczy, jestem zabezpieczony, bezpieczna?
Pamiętam pewne kazanie, gdy ksiądz poprosił, żeby co siódma osoba wstała, a wówczas kaznodzieja powiedział do każdej z nich: „Ty nie żyjesz, umarłeś z głodu”. W ten sposób chciał uzmysłowić sytym słuchaczom problem głodu na świecie. Wedle najnowszych danych co roku umiera z głodu 9 milionów ludzi. Dramat śmierci głodowej, głodu i niedożywienia narasta.
Szczęśliwa mężatka nie może pocieszać wdowy – przed laty usłyszałam to stwierdzenie, które można odnieść do tekstu biblijnego i powiedzieć: „kto nie przeżył głodu, niech nie mówi o cudownym nakarmieniu” (por. Mk 8,1-9). Ale Słowo Boże chce nas nauczyć po raz kolejny o mocy Bożej, o Jego trosce o człowieka, o dbaniu o najbardziej podstawowe potrzeby.
Chce też sprowokować do odpowiedzi, czy aby na pewno nie jestem więźniem nadmiernego starania się o zapasy na daleką nawet przyszłość. Wciąż przecież jesteśmy straszeni różnego rodzaju brakami, zagrożeniami. Większość z nas doświadczyła pewnych ograniczeń, które ostatnio narastają w przyspieszonym tempie, ale czy nie stały się one już przykrymi więzami, kajdanami? Wokoło słyszymy i sami wyrażamy życzenia: oby już było normalnie, oby to minęło. Niech skończy się wojna za wschodnią granicą, na Bliskim Wschodzie i w tylu innych miejscach zapalnych. Niech opustoszeją więzienia, gdzie przetrzymywani są więźniowie polityczni lub ci, którzy karani są za to, że wyznają wiarę w Jezusa Chrystusa. Niech się skończy bieda, ubóstwo, głodne dzieci, skrajne obrazy, które nie pozwalają spać spokojnie. Co my z tym robimy? Powtarzamy wyłącznie słowo: „niech”?
Więzienie i niczym nieskrępowana swoboda! Głód i sytość lub nadmiar wyłącznie u wąskiej grupy społeczeństwa. Jak to ogarnąć? Podnieśmy wzrok znad pięknie udekorowanego darami natury ołtarza. Spójrzmy na siebie, swoje kajdany, zniewolenia, uzależnienia. Poczucie zagrożenia brakiem stabilizacji, brakiem energii, niedostatkiem żywności. Może każdego dnia trzeba nam toczyć z nimi walkę? Słowa: „zobaczyć nagiego i przyodziać” uczą nas wrażliwości na drugiego człowieka, współczucia, docenienia tego, co mamy, radości z bycia dzieckiem Bożym, ale też szczerego rozprawienia się z samym sobą.
Pora najwyższa, by przyjrzeć się trójgłosowi tekstów Dziękczynnego Święta Żniw. Wołanie psalmisty w haśle dnia (Ps 145,15), słynne Pawłowe –„Kto sieje skąpo, skąpo też żąć będzie” (2 Kor 9,6-15), nakarmienie czterech tysięcy (Mk 8,1-9) i tekst kazalny proroka Izajasza (Iz 58,7-12) – tworzą całość. Te trzy obrazy biblijne to nie stary album z biało-czarnymi fotografiami, ale życie tu i teraz. To nasze realne życie, nasze głody i nadmiar, skąpstwo i rozrzutność, niewole, wędrówki, nasze wędrowanie za Jezusem i oczekiwanie na cud. Nasza wrażliwość, troska i jej całkowity brak.
Należy w związku z tym zadać sobie pytanie, czy mnie to dotyczy? Czy pogrążona w trosce o byt powszedni doceniam realną obecność Pana Jezusa? Czy wierzę, że jest On moim Chlebem Życia? Przecież jestem słabym, kruchym, a może rozbitym w drobny mak, naczyniem!? Czy tak się czujesz? Ja… często tak.
Dag Hammarskjöld (1905-1961), luteranin, szwedzki dyplomata i sekretarz ONZ, tak pisze: „Jestem naczyniem, napój jest Boży i spragniony jest Bóg”. Jakim jestem naczyniem? Jakim napojem się karmię? Czy w bliskim, bliźnim, obcym widzę Boga? Amen.
„Zwiastun Ewangelicki” 19/2025



