Nigdy nie byłam zwolenniczką wprowadzania lekcji religii do szkół i zawsze mówiłam, że nie zazdroszczę moim koleżankom ze Śląska Cieszyńskiego, które muszą w szkołach przekazywać naszym dzieciom wiedzę o Bogu potrzebną do zbawienia. Ja mogłam prowadzić lekcje w sali parafialnej, a dwa razy w miesiącu również w prywatnym domu, gdzie zbierała się kilkuosobowa grupa dzieci w tym samym czasie, gdy dorośli uczestniczyli w niedzielnym nabożeństwie odbywającym się w małej kaplicy. Dopiero przez ostatnie sześć lat, zanim przeszłam na emeryturę, uczyłam w szkole podstawowej prowadzonej przez Ewangelickie Towarzystwo Oświatowe w Warszawie, ale nadal miałam małe grupy uczniów. Uważam, że niewielkie grupy to szansa dla katechety, bo łatwiej dzieci poznać i do nich dotrzeć z odpowiednim przekazem. Korzystając z wieloletniego doświadczenia[...]



