miniatura

„I wszedłszy do Jerycha, przechodził przez nie. A oto mąż, imieniem Zacheusz, przełożony nad celnikami, człowiek bogaty, pragnął widzieć Jezusa, kto to jest, lecz nie mógł z powodu tłumu, gdyż był małego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wszedł na drzewo sykomory, aby go ujrzeć, bo tamtędy miał przechodzić. A gdy Jezus przybył na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź śpiesznie, gdyż dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. I zszedł śpiesznie, i przyjął go z radością. A widząc to, wszyscy szemrali, mówiąc: Do człowieka grzesznego przybył w gościnę. Zacheusz zaś stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę majątku mojego daję ubogim, a jeśli na kim co wymusiłem, jestem gotów oddać w czwórnasób. A Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem domu tego, ponieważ i on jest synem Abrahamowym. Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło”.
Łk 19,1-10

Tłum. Zbiorowość ludzka przyjmująca formę czasową i niezorganizowaną. Posiada wspólny obiekt zainteresowania. Jego uczestnicy czują się silniejsi i tracą zdolność obiektywnej oceny sytuacji. Czy tworzymy kościelny tłum? Może chcielibyśmy, aby w naszej parafii, na naszych nabożeństwach był tłum ludzi? Ale to wcale nie musi oznaczać tysięcy, czy setek osób. Czasami wystarczy nawet niewielka grupa.

Z jednej strony tłum daje poczucie siły, bezpieczeństwa, z drugiej – pociąga ryzyko zamknięcia się na innych. Niektórzy ludzie nie pasują do naszego tłumu – myślimy. Nie spełniają pewnych kryteriów i dlatego nie są do niego dopuszczani.

Taki przypadek znajdujemy w przytoczonej historii. Jezus przychodzi do Jerycha, dużego znaczącego miasta w tamtych czasach. Garnie się do Niego tłum ludzi. Pobożnych Żydów, którzy chcą widzieć Jezusa. Ale w Jerychu jest też jeden człowiek, który nie pasuje do tego tłumu. Mężczyzna, który nie jest mile widziany. To Zacheusz. Celnik. Dlaczego nie jest lubiany? Myślę, że możemy znaleźć pięć powodów:

  1. Jest bogaty. Pewnie majątek ukradł albo mu się poszczęściło.
  2. Jest celnikiem. Pobiera podatki. Zabiera nasze pieniądze.
  3. Jest zdrajcą. Służy okupantowi. Należy do obozu wroga.
  4. Jest zwierzchnikiem. Ma władzę. Dorwał się do stołka.
  5. Jest niskiego wzrostu. Ma kompleks wyglądu, jest wyśmiewany przez innych.

Zacheusz nie pasuje do ludzi otaczających Jezusa. Najlepiej więc, żeby trzymał się z daleka. A jednak, pomimo sporego majątku i pozycji, wydaje się człowiekiem, który nie jest spełniony. Czegoś mu brakuje, za czymś tęskni i dlatego on też postanawia przyjść do Jezusa.

Napotyka jednak na pewien problem i dlatego musi wyjść na drzewo, by Jezusa zobaczyć. Jaki to problem? Nie może dostrzec Jezusa! Dlaczego? Jak już wspomniano, był niskiego wzrostu, ale to nie wszystko: „nie mógł z powodu tłumu”, który mu Go zasłaniał.

Ludzie, którzy gromadzili się wokół Jezusa nie zauważyli Zacheusza. Może zauważyli, ale nikt nie chciał go przepuścić. Swoją postawą stworzyli pewną barierę. Im było przy Jezusie dobrze. To przecież oni byli tymi pobożnymi, którzy czekają na Jezusa. Jak ten mały celnik w ogóle śmie się tu kręcić! A jednak Jezus zatrzymuje się przy drzewie, zauważa Zacheusza i przychodzi do jego domu. I to spotkanie całkowicie zmienia tego człowieka.

Do kogo z przytoczonej historii jesteśmy bardziej podobni? Do kogo chcielibyśmy być podobni? Czy czasem nie zachowujemy się jak ludzie z tłumu? Porządni ewangelicy, religijni ludzie, przychodzący do Chrystusa. Tłum nie musi być liczny, wystarczy, że wpada w rutynę, wszyscy powielają tylko pewne zachowania, zwyczaje, rytuały. I może my też zaczynamy budować mury, stwarzać innym ludziom bariery.

W biblijnej historii jednak tłum pozostał niezmieniony. Popatrzyli na Jezusa, gdy był u nich, potem Jezus odszedł i nic się nie zmieniło w życiu tych ludzi. Szukali tylko sensacji. Tymczasem celnik Zacheusz usłyszał od Jezusa: „dziś zbawienie stało się udziałem domu tego”. Amen.

14. Niedziela po Trójcy Świętej