miniatura

W mikołowskim kościele św. Jana 27 kwietnia 1975 roku konfirmowanych zostało przez ks. Jana Karpeckiego 27 piętnastolatków z Mikołowa, Tychów i okolic tych miast. Minęło 50 lat, więc postanowiono spotkać się znowu – na złotej konfirmacji, którą zorganizowano w kościele w Mikołowie 1 czerwca 2025 roku.

Spotkanie rozpoczęło się od wprowadzenia jubilatów do kościoła przez proboszcza i radę parafialną. Podczas nabożeństwa śpiewał chór pod dyrekcją Mai Białas-Drzewieckiej oraz grą na organach w wykonaniu Adama Biedy. Słowo Boże zwiastował jeden ze złotych konfirmantów mgr teologii Arnoldiusz Parot. Mottem kazania były słowa z jego świadectwa konfirmacyjnego: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21). Dużym przeżyciem, było wspólne przystąpienie do spowiedzi i Komunii Świętej, a także błogosławieństwo, którego udzielił mikołowski proboszcz ks. Kornel Undas. Po nabożeństwie zrobiono pamiątkowe wspólne zdjęcie i jubilaci udali się na cmentarz, by położyć kwiaty na grobach ks. Jana Karpeckiego oraz tych z ich grona, którzy odeszli do Pana.

Potem odbyło się spotkanie w sali parafialnej. Każdy otrzymał identyfikator z fragmentem zdjęcia konfirmacyjnego i imieniem i nazwiskiem. Przy poczęstunku dzielono się informacjami na temat minionych pięćdziesięciu lat. Na zakończenie wszyscy otrzymali pamiątkowy dyplom z wersetem biblijnym: „Powierz Panu drogę swoją, zaufaj mu, a On wszystko dobrze uczyni” (Ps 37,5). 


Najtrudniejsze w organizacji spotkania było dotarcie do wszystkich konfirmantów. Tylko z częścią spotykamy się w niedziele w kościołach w Tychach i Mikołowie. Pomocne oczywiście były media społecznościowe i znajomi znajomych. Niestety czwórka z nas już nie żyje. Pięć osób wyemigrowało i mieszka w Niemczech. Ostatecznie na spotkanie przybyło 12 osób.

Błogosławieństwo w kościele odczułam jako błogosławieństwo na nowy etap życia. Wszak wszyscy w tym ro-ku uzyskamy prawo do emerytury. Będziemy żyć na wolniejszych obrotach, ale małymi krokami zbliżamy się do okresu, kiedy coraz częściej będziemy się zmagać z problemami zdrowotnymi, ubywać będzie nam sił, więc takie błogosławieństwo jest nam szczególnie potrzebne.

W trakcie spotkania było wiele wspólnych rozmów, wspomnień i oczywiście śmiechu. Bo jak się nie śmiać kiedy dwóch kolegów zorientowało się, że pracują w zakładach samochodowych, które ze sobą graniczą. No cóż, 50 lat robi swoje i nie wszyscy umieliśmy się rozpoznać.

Jeżeli ktoś się zastanawia, czy warto robić takie spotkania, to polecam. Był to fantastycznie spędzony czas, który dał nam możliwość odnowienia znajomości, ale przede wszystkim skłaniał do refleksji, czy dotrzymaliśmy przysięgi złożonej w czasie konfirmacji 50 lat temu.

Sylwia Adamus