Widok jest smutny i przerażający. Co się stało z Eliaszem? Jeszcze chwilę wcześniej drwił z proroków Baala na Karmelu: „Wołajcie głośniej, wszak jest bogiem, ale może się zamyślił lub jest czymś zajęty, lub może udał się w drogę, albo może śpi? Niech się więc obudzi!” (1 Krl 18,27). A teraz leży pod krzakiem jałowca, niegotowy do podejmowania jakichkolwiek działań, zasnął, może nawet z nadzieją, że się już nie obudzi, że nic nie będzie musiał.
W jakim stanie psychicznym był bohater tej opowieści? Czy dzisiaj miałby zdiagnozowaną depresję? Jak się okazuje jest to choroba osób silnych i walczących, które jednak przekroczyły granicę wytrzymałości. To jest porównywalna choroba do zawału serca lub udaru. Jednego dnia ktoś jest jeszcze zdrowy, aktywny, a drugiego dnia niezdolny do wykonania najprostszych czynności. Z tą różnicą, że depresja jest w społeczeństwie wciąż mało rozumianą chorobą.
Samotność i konfrontacja
Bezpośrednią przyczyną załamania Eliasza była groźba królowej Izebel, która wyprawiła do niego gońca z takim poselstwem: „to niechaj uczynią bogowie i niechaj to sprawią, że jutro o tym czasie uczynię z twoim życiem to samo, co stało się z życiem każdego z nich” (1 Krl 19,2), a mowa tu o zabitych prorokach Baala nad potokiem Kiszon. Czy Eliasz miał prawo potraktować tę pogróżkę poważnie? Niestety wcześniejsze zachowania królowej wskazywały na realność jej słów. Wcześniej kazała tępić proroków Pana, którzy zostali ukryci w pieczarach i karmieni chlebem i wodą przez ochmistrza dworu królewskiego, który chciał ich ocalić przed śmiercią (1 Krl 18,4).
Okazuje się jednak, że groźba Izebel nie była jedynym trudnym doświadczeniem Eliasza. Przypominamy sobie jego bohaterską postawę na górze Karmel. Często wyobrażamy sobie, że był niezłomnym bohaterem wiary, na którym walka z kultem Baala nie pozostawiła żadnego śladu. Może warto odróżnić jego zewnętrzną postawę od tego, na co był narażony. Dramatycznie brzmią jego słowa wypowiedziane przed zgromadzonym ludem: „Ja jeden tylko pozostałem jako prorok Pana” (1 Krl 18,22). Zapadło złowrogie milczenie ludu na jego pytanie: „jak długo będziecie kuleć na dwie strony?” (1 Krl 18,21). Samotność, ciągła konfrontacja, stanie na pierwszej linii ognia, brak zrozumienia ze strony „swoich” – to były zagrożenia, którym poddany był prorok. Zanim jednak udał się na Karmel, spotkał się z Achabem, który powitał go oskarżeniem „czy to ty jesteś, sprawco nieszczęść w Izraelu?” (1 Krl 18,17), a przecież Eliasz tylko ogłosił królowi, że konsekwencją sprowadzenia kultu Baala do Izraela będzie susza, przez którą wszyscy będą cierpieć. Przy tej okazji warto wspomnieć, że zjawiska towarzyszące burzy były ściśle łączone z Baalem, który miał wyznaczać porę deszczową. Chmury należały do jego orszaku. Piorun był jego bronią, a nawet jego wynalazkiem. Okna pałacu Baala utożsamiane były z otworami w chmurach, z których spadał deszcz. Zatem susza i bezradność króla wobec „zamkniętego nieba”, była bardzo bolesnym ciosem dla kultu bóstwa.
Nad potokiem, pod jałowcem
Eliasz również przeżywał skutki tego nieszczęścia. Bóg posłał go nad potok Kerit, gdzie kruki przynosiły mu pożywienie, lecz po czasie nawet ten potok wysechł, a Eliasz szukał pomocy u wdowy w Sarepcie. Wszystkie te trudne doświadczenia były rozciągnięte w czasie. Susza trwała ponad trzy lata. Tuż przed doświadczeniem pod krzakiem jałowca, prorok zapowiedział królowi ulewę, mimo że na niebie była widoczna tylko jedna mała chmurka. Kiedy niebo pokryło się chmurami i zaczął padać obfity deszcz, Eliasz ogarnięty mocą Bożą biegł przed Achabem aż do Jezreelu, mimo że król podróżował rydwanem (1 Krl 18,46).
Czy można było zatem spodziewać się, tego, co stało się później? Okazuje się, że zewnętrzna postawa nie musi iść w parze z tym, co człowiek przeżywa wewnętrznie. Można znaleźć listę chociażby znanych Polaków, którzy zmagali się z depresją. Wiele nazwisk zaskakuje, ponieważ są to osoby, które dały nam się poznać jako ludzie sukcesu, silni, pewni siebie, wiedzący czego chcą i jaka jest ich wartość. W ich życiu również przekroczona została granica wytrzymałości i znaleźli się nieoczekiwanie pod krzakiem jałowca, który jest symbolem ludzkiego lęku, niemocy, braku sensu i braku gotowości do pójścia dalszą drogą.
Eliasz nie jest odosobnionym przypadkiem występującym w Biblii. Psalmy są zbiorem pięknych pieśni wychwalających Boga, lecz jest to również księga pełna smutku i rozpaczy, wołania człowieka, który doszedł do granicy. Dobrze znane wołanie z Golgoty „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” to przecież początek Psalmu 22, w którym autor skarży się z powodu zagrożenia ze strony ludzi, ale również w poczuciu opuszczenia przez Boga. Dopiero w drugiej części utworu można odnaleźć nadzieję, którą psalmista pokłada w Bogu, który nie wzgardził nędzą ubogiego. Przechodzi metamorfozę od przygnębienia i dramatycznego żalu do pełnej ufności.
Przezwyciężyć zapaść
To, co rozgrywa się w kilku linijkach utworu literackiego, w realnym życiu rozciągnięte jest w czasie. Między jednym a drugim mijają długie dni, tygodnie, a czasem nawet miesiące. Ile czasu Eliasz leżał pod jałowcem, tego również nie wiemy. Ważne jednak, że nie był tam sam. Oto anioł dotknął go i rzekł do niego: „wstań, posil się!” (1 Krl 19,5).
Warto dokładniej przyjrzeć się tej scenie. Polecenie „wstań” nie oznacza, że prorok ma już teraz ruszyć w dalszą drogę. Teraz jest jedynie czas, aby przezwyciężyć zapaść i powalczyć o mały krok. Trzeba wstać, aby zjeść przyniesiony posiłek. Nic ciężko strawnego: upieczony placek i dzban z wodą. Tyle, ile jest potrzebne na tę chwilę. Eliasz wykonuje polecenie i na powrót się kładzie. Można w pierwszej chwili pomyśleć, że pomoc anioła była nieudana. Bynajmniej! Jest sukces! Eliasz pożywił się, to znaczy, że się nie poddał. Jeszcze potrzebuje odpoczynku. To nic złego. Jeszcze raz można powtórzyć tę czynność. Znowu dokładnie te same działania. Czasem trzeba wiele razy przynieść placki i wodę. Aż wreszcie można powiedzieć: „masz daleką drogę przed sobą” (1 Krl 19,7).
To jest przełomowy moment w tej historii. Eliasz wstał, posilił się i w mocy tego posiłku szedł czterdzieści dni i nocy. Anioł może symbolizować osobę towarzyszącą osobie w depresji. Możemy się wiele nauczyć. Z jednej strony nie pada w tej opowieści wiele słów, ale jednak słowa są wypowiedziane. Tyle, ile potrzeba w danym momencie. Najważniejsza jest obecność anioła. Tylko pozornie pod krzakiem jałowca człowiek życzy sobie opuszczenia. Nawet jeśli leży zwinięty w kłębek, ze schowaną głową, to nie chce być sam. Potrzebuje towarzyszenia i obecności. Placek i dzban z wodą świadczą o konieczności dostarczenia podstawowej pomocy tu i teraz. Zanim ruszy się w dalszą drogę, trzeba zadbać o to, co na tę chwilę niezbędne. Trzeba też być cierpliwym, ponieważ w depresji ważną rolę odgrywa czas. Niezbędny jest odpoczynek. Nie można po pierwszej wizycie anioła ruszyć od razu w drogę. Na to przyjdzie czas.
Nasz brak obycia z depresją bywa paraliżujący. Rzadko kiedy bywamy na pierwszej linii wspierania osoby z tą chorobą. Możemy jednak wesprzeć jakimkolwiek znakiem, że o niej myślimy, że nie jest nam obojętna, że jesteśmy do dyspozycji. Spacer, umówienie się na kawę, wykonanie telefonu. Nie musimy być od razu terapeutami lub duszpasterzami, którzy w czasie takiej rozmowy zostaną uwikłani w opowieść o skomplikowanej ludzkiej naturze. Zwykła rozmowa o codziennych sprawach, wrażliwe towarzyszenie lub wspólne milczenie – to placki i dzbanek wody podany w trosce i miłości!
Prawdziwa perła
Przypadek Eliasza przywołuje podobieństwo o perle, które opowiedział Jezus w 13. rozdziale Ewangelii Mateusza, w którym to zebrane są podobieństwa o Królestwie Bożym (Mt 13, 45-46). Podobne ono jest do kupca, szukającego pięknych pereł. Po znalezieniu takiej, którą uznał za drogocenną, gotów był sprzedać wszystko, co miał, aby ją kupić. Najczęściej kupca utożsamiamy z człowiekiem, który szuka wartości duchowych. Kiedy dociera do niego Ewangelia o Królestwie Bożym przychodzącym w osobie Jezusa Chrystusa, zostawia wszystko, aby mieć udział w tej rzeczywistości stworzonej przez Boga. Można również w tym kupcu zobaczyć samego Jezusa, który przyszedł na świat, aby szukać i zbawić to, co zginęło. W tej perspektywie drogocenną perłą jest każdy z nas, a Jezus jest tym, który nawet własne życie oddał, aby nas pozyskać. To bardzo budujące porównanie, podnoszące nas na duchu, świadczące o naszej wartości w Bożych oczach.
Perła zachwyca swoim naturalnym pięknem. Powstaje z tego samego budulca, co wewnętrzna strona muszli. Dzisiaj jest wiele produktów sztucznie wytwarzanych, które potrafią wyglądać łudząco podobnie do oryginału. Jak sprawdzić, czy perła jest prawdziwa? Można zanurzyć ją w occie. Jeśli jest prawdziwa, wtedy rozpuści się, a my zostaniemy z niczym. Ryzykowna metoda, prawda? Jeśli każdy z nas jest w Bożych oczach jak drogocenna perła, to oznacza, że my siebie wzajemnie również powinniśmy tak traktować.
Eliasza poddawano przez pewien czas „próbie octu”. Zanurzano go powoli w occie lęku, zastraszania, oskarżania, skazywania na osamotnienie i niezrozumienie. Mogło skończyć się tragicznie. Gdyby jego los zakończył się pod krzakiem jałowca, można by było powiedzieć „to była prawdziwa perła”. Na szczęście Bóg nie zostawił swojego człowieka, i uchronił go przed skutkami octu, a Eliasz udał się w dalsza drogę i przekonał się, że On przychodzi do człowieka w łagodnym powiewie.
Obraz u góry: Cornelis Bisschop, Eliasz i anioł, XVII w.
„Zwiastun Ewangelicki” 17/2024



