miniatura

Jako ludzie nazywający się wierzącymi, gdy mówimy o nadziei, nie mamy na myśli wyłącznie wewnętrznego przekonania i psychicznej siły do widzenia przyszłości w pozytywnych odcieniach. Do tej jakże potrzebnej predyspozycji każdego człowieka, wskazującej na dążenia, które dają chęć do życia i nadają mu sens, pomagając mierzyć się z czarną rozpaczą, dochodzi jeszcze element wiary, oparty na Bożej obietnicy. Jeżeli tak ją będziemy widzieć, to będzie pochodną zaufania, którym darzymy Boga. To nie tylko nasze, wykrzesywane z głębi duszy siły, ale też Boży dar, który przyjmujemy, akceptujemy i którym wzmacniamy nasze mniejsze lub większe predyspozycje. Chrześcijańska nadzieja oprócz tego, że nie zawodzi, a umiera ostatnia, zawsze będzie miała twarz Chrystusa.

Taka nadzieja towarzyszy nam w naszej codzienności, podtrzymując w dążeniu do osiągnięcia celu naszej egzystencji i przeciwdziałając poczuciu utraty wartości ważnych z punktu widzenia ludzkiego szczęścia. Gdy jej zabraknie, pojawia się rozpacz. (…) Nadzieja nie jest żadną magiczną sztuczką czy zaklęciem, które wypowiedziane, od razu zmienia okoliczności życia i nastawienie do niego. Jest duchowym i psychologicznym stabilizatorem, który pomaga chronić człowieka przed wydarzeniami, z którymi nie potrafi sobie dać rady. W sytuacjach pełnych złych emocji czy zwyczajnego wyczerpania emocjonalnego daje możliwość innego spojrzenia na rzeczywistość. Nawet jeśli czujemy się w pewnej chwili wyczerpani emocjonalnie, nasze życie rozsypuje się jak odłamki pękającego szkła, nadzieja pozwala na zachowanie poczucia sensu w tym, co z nami i wokół nas się dzieje. W czasach pełnych chaosu, niepewności i stresu oraz braku kontroli nad własnym życiem, nadzieja pozwala na skupieniu się na ofiarowanych nam przez Boga darach i umożliwia podejmowanie małych wyzwań, bliskich celów i małych zadań. (…)

Nabożeństwo powinno być bardzo dobrym miejscem do budowania nadziei, dlatego że jest tam Jezus Chrystus. Jego obietnica jest prosta i jasna – gdzie dwóch lub trzech zgromadzi się w Jego imieniu, tam On będzie. I tyle! Czy można chcieć czegoś więcej?! Jeśli poważnie potraktujemy te słowa obietnicy, to przez jej wypełnienie nic lepszego w życiu spotkać nas nie może. Bóg do nas przemawia, słuchamy Jego Słowa, rozmawiamy z nim przez nasze modlitwy, śpiewamy, gramy i świętujemy Jego obecność. Rozmawiamy, ale siadamy też do wspólnego Stołu nie jako goście, ale jako domownicy. Celebrujemy żywą relację z Bogiem, który jest bliski człowiekowi i jego doświadczeniom. Zna nas, nasze obawy, lęki i nadzieje. To jest dobre miejsce na budzenie i wzrastanie w nadziei.

Cały tekst można przeczytać w Kalendarzu Ewangelickim 2024

„Zwiastun Ewangelicki” 2/2024