a1

„Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy. (…) A czynić dobrze nie ustawajmy, albowiem we właściwym czasie żąć będziemy bez znużenia. Przeto, póki czas mamy, dobrze czyńmy wszystkim, a najwięcej domownikom wiary”. Ga 5,25;6,9-10

Koktajle morelowe to poważna sprawa. W nich wyraża się napięcie ludzkiego istnienia, powaga i dramat życia. Oczywiście nie każdy koktajl zawierający morele jest tak istotny. Poważną sprawą były koktajle morelowe w barze Bec-de-Gaz na rue de Montparnasse w Paryżu w grudniu 1931 roku. Żeby sprawę nieco bardziej skomplikować, znaczenie owych koktajlów nie wynikało ani z moreli, ani z pozostałych składników, których niestety nie znam. Ważna było, że te napoje sączyli filozofowie Simone de Beauvoir, Raymond Aron i Jean-Paul Sartre. Rozmawiali przy tym o rzeczach wielkich i poważnych, ale w odniesieniu do ówczesnych prądów w filozofii, które nawoływały do powrotu do rzeczy samych w sobie. „Widzisz, mon petit camarade (…) możesz zrobić filozofię z tego koktajlu!” – powiedział Aron do Sartre’a. Czy to był początek egzystencjalizmu i późniejszej sławy Sartre’a, najbardziej znanej twarzy tego nurtu, osoby, której wspomnienie na tych zacnych łamach sprawi, że do redakcji mogą napłynąć listy z protestami?

Dla tych rozważań ważne jest to, że koktajl morelowy tamtego dnia sprawił, że siedzący przy stoliku zaczęli nieco inaczej myśleć o życiu i inaczej opisywali kondycję ludzką. Pisali nie o wielkich pojęciach, a o konkretnej, ludzkiej sytuacji. Pisali o wolności, ale zauważyli też, że z wolnością związany jest nierozerwalnie lęk. Pisali o wynikającej z tego potrzebie autentycznego życia. Widzieli zagrożenia, jakie wynikają z próby ucieczki od napięcia pomiędzy wolnością i lękiem. Czyli pisali jak apostoł Paweł.

Na pierwszy rzut oka wydaje się to wątpliwe. Słowa z Listu do Galacjan 5,25-6,10 nie mają w sobie takiego efekciarstwa jak dzieła Sartre’a. Amator koktajlów morelowych chciał wolności wybijającej się ponad ograniczenia, a apostoł pisze o konieczności postępowania według Ducha. Zupełnie inne słowa. Zupełnie inny czas. Zupełnie inny kontekst. Jednak – piszą o tym samym. O napięciu i poszukiwaniu autentyczności.

Chrześcijaństwo w pierwszym wieku dopiero się kształtowało. Co znaczyło być chrześcijaninem? Czy było to coś innego niż bycie Żydem? Czy oznaczało to, że podlega się przepisom Zakonu? Byli tacy, którzy uważali, że w chrześcijaństwie mocniej powinno akcentować się przepisy wypływające z Zakonu. Inni sądzili, że przeciwnie, należy mówić o tym, że dla chrześcijan Zakon jest zniesiony. Tak też było w zborze w Galacji. Dlatego w liście do tej wspólnoty apostoł pisze o: życiu (5,16), prowadzeniu (5,18), postępowaniu (5,25) i sianiu (6,8) w odniesieniu do Ducha. To jest odpowiedź Pawła na legalizm i na odrzucenie Zakonu. Chrześcijanie są wolni od litery Zakonu. To nie on sprawia, że człowiek jest usprawiedliwiony. Jednocześnie chrześcijanie są zobowiązani do troski o ludzi wokół – czyli ważne jest postępowanie i sposób, w jaki relacje z innymi układamy.

Obie tendencje pośród Galacjan mogą być obrazem tego, co wszyscy przeżywamy. Wszyscy pragniemy wolności, wszyscy żyjemy w otoczeniu innych ludzi. Chcemy odkryć i wyrazić swoją indywidualność, a jednocześnie musimy znaleźć coś wspólnego z ludźmi wokół. To przygoda i zarazem ciężar ludzkiej egzystencji.

Rozdarcie pomiędzy tymi sprzecznymi pragnieniami odbijało się echem przez wieki. Nie bez powodu Marcin Luter często sięgał po zestawienie sprzeczności, gdy opisywał ludzką kondycję: „Chrześcijanin jest wolnym panem względem wszystkiego (…). Chrześcijanin jest najbardziej uległym sługą wszystkich”.

Nie jest łatwo myśleć o tych sprzecznościach, jeszcze trudniej z nimi żyć. Jednak w napięciu pomiędzy nimi tworzy się przestrzeń na własną autentyczność – jak napisałby Sartre – oraz na wolność w Duchu Świętym, nakierowaną na bliźnich – dodałby Paweł z Tarsu. Aż szkoda, że nie spotkali się na rue de Montparnasse. Amen.

15. Niedziela po Trójcy Świętej

„Zwiastun Ewangelicki” 18/2022