miniatura
394

– historyczna ordynacja kobiet

Sobota 7 maja 2022 roku zapisała się szczególnie w historii Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. Był to długo oczekiwany dzień, bo praktycznie zaczął się proces realizacji decyzji Synodu Kościoła z 16 października 2021 roku o dopuszczeniu kobiet do posługi księdza. Tego dnia w kościele Świętej Trójcy w Warszawie 9 kobiet, które były dotychczas diakonami, ordynowano na księży. Były to: Halina Radacz, Małgorzata Gaś, Karina Chwastek-Kamieniorz, Beata Janota, Katarzyna Kowalska, Wiktoria Matloch, Katarzyna Rudkowska, Izabela Sikora i Marta Zachraj-Mikołajczyk. Były diakonami przez różny czas – od 36 do 2 lat.

Na to ważne wydarzenie do stolicy przyjechało wielu gości. Przede wszystkim ordynowanym towarzyszyły rodziny, parafianie i przyjaciele. Nowym księżom współtowarzyszyło też 50 duchownych z Polski i liczni duchowni z zagranicy, także kobiety.

W ramach uroczystego nabożeństwa ordynacja odbywa się tradycyjnie po liturgii wstępnej. Najpierw biskup Kościoła Jerzy Samiec zwrócił się do stojących przed ołtarzem ordynowanych pań. W przemówieniu ordynacyjnym nawiązał do tekstu z Księgi Kaznodziei Salomona 3,1: „Wszystko ma swój czas i każda sprawa pod niebem ma swoją porę”. Przypomniał, że kobiety po ukończeniu studiów teologicznych i odbyciu praktyk nie miały dotąd możliwości służyć jako księża, gdyż Kościół nie rozpoznał tego, że Chrystus powołuje bez względu na płeć. Mimo to decydowały się na służbę, choć trudno było im znaleźć pracę albo szukały swojego miejsca gdzie indziej. Biskup Kościoła przyznał, że nie wie, dlaczego tak się działo: „Może dlatego, że powtarzaliśmy często, iż kobieta w zborze ma milczeć. Bo uważaliśmy się za lepszych; tych, którzy potrafią przewodzić, bo są mężczyznami”. Zwracając się do ordynowanych podkreślił, że ich ordynacja na księdza nie powinna być traktowana jako osiągnięcie, ale jako okazja do zrozumienia, że Bóg posyła do służby dziewięć kobiet, by głosiły Jego Ewangelię najlepiej jak potrafią: „Ordynacja nie może, nie powinna być celem samym w sobie, ale jest bramą, która otwiera możliwości do innego działania, nie mówię pełnego, bo zawsze wasze zaangażowanie było pełne”.

Odpowiedzią ordynowanych było wyznanie wiary i ślubowanie. Tym razem wybrano szczególne miejsce ślubowania. Stół z Biblią i świecą ustawiony był pod dachową latarnią, czyli w środku kościoła. Co ciekawe, jest to geodezyjny środek Warszawy. Panie kolejno podchodziły do Biblii i podając swoje imię i nazwisko składały ślubowanie.

Następnie przez nałożenie rąk do służby Słowa Bożego i sakramentów powołane zostały: Halina Radacz, której asystentami byli: ks. Wojciech Płoszek i ks. Waldemar Radacz; Małgorzata Gaś, której asystentami byli: ks. Piotr Gaś i ks. Łukasz Gaś; Karina Chwastek-Kamieniorz, której asystentami byli: ks. Dariusz Chwastek i ks. Witold Chwastek; Beata Janota, której asystentami byli: ks. Jan Raszyk i ks. Marcin Brzóska; Katarzyna Kowalska, której asystentami byli: ks. Eneasz Kowalski i ks. Marek Michalik; Wiktoria Matloch, której asystentami byli: dk. Aleksandra Błahut-Kowalczyk i ks. Roman Pracki; Katarzyna Rudkowska, której asystentami byli: ks. Wojciech Rudkowski i bp Jan Cieślar; Izabela Sikora; której asystentami byli: ks. Sławomir Sikora i dk. Aleksandra Błahut-Kowalczyk; Marta Zachraj-Mikołajczyk, której asystentami byli: ks. Paweł Mikołajczyk i ks. Marcin Orawski. 

Gdy po zakończeniu ceremonii ordynacji księża odwróciły się do zboru, nastąpił niezaplanowany punkt programu. Obecni w kościele spontanicznie zaczęli głośno klaskać. To wyrażenie radości i aprobaty dla tego wydarzenia trwało dłuższy czas.

Kazanie wygłosiła ks. Halina Radacz. Przypomniała w nim jedną z pierwszych studentek teologii w latach trzydziestych XX wieku Irenę Heintze. Wybrała ona taką drogę, gdy o ordynacji kobiet na księdza jeszcze nie mówiono. Była zasłużoną prekursorką w służbie w roli duchownego w innych czasach i w innym zakresie niż to dziś jest możliwe. Podziękowania w imieniu nowych księży przekazała ks. Marta Zachraj-Mikołajczyk.

Na koniec nabożeństwa życzenia nowym księżom przekazał bp Jerzy Samiec. Przemawiał też wiceprezydent Światowej Federacji Luterańskiej arcybiskup Urmas Viilma z Estonii, który powiedział: „Cała wspólnota luterańska świętuje dziś i raduje się z wami”. Zauważył, że zaangażowanie ŚFL na rzecz udziału kobiet w sprawowaniu służby księdza „było formułowane jako jasny cel na sześciu kolejnych Zgromadzeniach Ogólnych” i że „w ostatnich dziesięcioleciach dokonano imponujących postępów w realizacji tego celu”. Zwracając się do ordynowanych księży, arcybiskup Viilma podziękował im „za to, że nie zrezygnowały z powołania przez lata pełne wielu wyzwań”. Docenił także „wiele innych kobiet w Polsce, które przez całe życie służyły Kościołowi luterańskiemu jako teolożki, diakoni, katechetki, nauczycielki szkółek niedzielnych, pracowniczki młodzieżowe i w wielu innych dziedzinach”.

Dzięki transmisji zrealizowanej przez parafialne Studio Lutheraneum nabożeństwo można było oglądać w kraju i zagranicą. Nagranie dostępne jest na parafialnym kanale YouTube: www.youtube.com/LuteraniewWarszawie. Specjalny program nagrywała też redakcja ekumeniczna TVP.

Tekst i zdjęcia ks. Jerzy Below


Doświadczenia i nadzieje nowych księży

Przedstawiamy pierwszą część wypowiedzi kobiet księży. Poprosiliśmy o odpowiedzi na trzy pytania, aby krótko zaprezentowały dotychczasową drogę służbową oraz przedstawiły swoje nadzieje związane z nowym etapem służby.


ks. Halina Radacz

Ile lat jest Pani w służbie jako ewangelicka duchowna?

Wprowadzona w urząd nauczania kościelnego zostałam 25 stycznia 1987 roku, to już dość dawno. Ks. sen. Paweł Kubiczek powiedział wtedy, bym nie oczekiwała wdzięczności od Kościoła ani od ludzi za swą służbę. Mam to w pamięci, choć muszę powiedzieć, że chyba się pomylił. Gdyby nie wdzięczność i wsparcie parafian – ludzi, z którymi na co dzień pracowałam (choć to może nie to słowo), nie wytrwałabym. Przebyłam długą drogę od niemówienia o ordynacji kobiet w ogóle, przez często niewybredne żarty, potem lekceważenie i wykluczanie, aż do rzetelnej dyskusji i refleksji teologicznej, która doprowadziła do pełnej równości kobiet i mężczyzn w urzędzie duchownego. Jestem Bogu wdzięczna za tę drogę i za ludzi, którzy mnie wspierali. Zaczęłam w Sopocie, potem były Działdowo, Olsztynek i od 24 lat Żyrardów. Było warto.

Co przez ten czas było największym wyzwaniem?

 Rzeczywiście największym wyzwaniem były dla mnie relacje z innymi duchownymi (mężczyznami), którzy nie akceptowali kobiet przy ołtarzu, a jednak musiałam z nimi pracować i jakoś się dogadywać.

Zupełnie innym rodzajem wyzwań, były i są te, które stawia służba duszpasterska. Zawsze pracowałam w małych parafiach diasporalnych, gdzie wszyscy się znają. Staram się znać sytuacje rodzin. Na ile jest to możliwe, staram się towarzyszyć ludziom w ich problemach. To buduje więzi. Kiedy jednak ktoś odchodzi nagle lub gdy jest to dziecko, bardzo trudno jest zachować dystans, być dla rodziny oparciem. Nie ulec rozpaczy i dać nadzieję. Nie przegapić chwili, kiedy na mnie czekają, choć o tym nie mówią.

Z jakimi nadziejami przystępuje Pani do służby księdza?

 Szczerze mówiąc nie mam specjalnie wielkich nadziei, ponieważ emerytura coraz bliżej. Nie zawojuję już świata i nie zdobędę Mount Everestu. Moja codzienna służba niewiele się zmieni. Chciałabym zostawić moje parafie dla następcy lub następczyni w jak najlepszym stanie – i materialnie, i duchowo, ale to nie jest zależne od tego, czy jestem diakonem, czy księdzem. Najwięcej nadziei daje mi patrzenie na moje młode koleżanki, czy raczej siostry w urzędzie, przed którymi jest otwarta droga. To wcale nie znaczy, że ta droga będzie bez wybojów. Jeszcze musi sporo czasu upłynąć, aby kobiety księża były przez wszystkich postrzegane jako równe. Obawiam się też, że jako Kościół nie uchronimy się przed zjawiskiem nazywanym w socjologii „szklanym sufitem”. Mam nadzieję, że poradzą sobie z tym i będą wytrwałe.

Mam też nadzieję, że mój Kościół dzięki pełnej obecności kobiet w urzędzie duchownego jeszcze bardziej zbliży się do prawdziwie Chrystusowej wspólnoty sióstr i braci.

ks. Małgorzata Gaś

Ile lat jest Pani w służbie jako ewangelicka duchowna?

 W czerwcu minie 36 lat od momentu mojej ordynacji diakonackiej, która odbyła się w kościele ewangelicko-augsburskim Świętej Trójcy w Szczecinie, gdzie swoją służbę u boku męża rozpoczęłam już ponad dwa lata wcześniej, czyli w styczniu 1984 roku.

Co przez ten czas było największym wyzwaniem?

38 lat to długi okres, sprzyjający pewnym podsumowaniom lub analizowaniu zmian w sposobie postrzegania służby kobiet duchownych w Kościele Ewangelicko-Augsburskim w Polsce, ale nie tylko. Te pozytywne, z mojego punktu widzenia, zmiany mogłam zauważyć również w reakcjach ludzi z innych Kościołów, którzy widzieli mnie w trakcie prowadzenia nabożeństw czy pogrzebów. Zawsze starałam się sumiennie wypełniać swoje obowiązki diakona, a największym wyzwaniem była próba pogodzenia wielu ról. W moich czasach szczecińskich – przez blisko 24 lata – byłam diakonem, pastorową, matką trójki dzieci, a także księgowałam, dosyć często udzielałam noclegu i karmiłam gości parafialnych. Niejednokrotnie sprzątałam, prałam i przygotowywałam pokoje gościnne, najpierw w centrum parafialnym, a potem w Centrum Bonhoefferowskim.

Jednak najtrudniejszy okres w mojej służbie przypadł na lata 2007-2012. Ze względu na to, że mój mąż w marcu 2007 roku został proboszczem parafii Świętej Trójcy w Warszawie, w lipcu przeniosłam się do Warszawy i zostałam zaakceptowana przez ówczesną radę parafialną w roli diakona. Pełnienie pomocniczej służby duszpasterskiej w Warszawie od samego początku dawało mi wiele radości i satysfakcji, ale niestety w parafii pojawił się gigantyczny problem, który bezpośrednio dotykał proboszcza, czyli mojego męża, a pośrednio miał wpływ na całą naszą rodzinę. To było dla mnie duże wyzwanie: być wsparciem dla mojego męża i jednocześnie tak zwiastować Słowo Boże, żeby nikt nie odczuł, że trudna sytuacja, w jakiej się znalazłam, ma wpływ na jakość mojej służby w Kościele.

Z jakimi nadziejami przystępuje Pani do służby księdza?

Wśród ordynowanych kobiet ja jestem najstarsza i wiekiem, i okresem służby, a więc krótko będę się cieszyć z tego, że jestem wikariuszem. Nie jest to jednak dla mnie powód do smutku, bo przecież księdzem zostanę do śmierci i jeżeli zdrowie na to pozwoli, to nadal będę miała wiele okazji, by zwiastować Słowo Boże na różne sposoby. Mam nadzieję, że moje młodsze koleżanki już wkrótce przystąpią do drugiego egzaminu kościelnego i za kilka lat będą pełnić samodzielną służbę w parafiach, czyli zostaną proboszczami lub administratorami. Mam nadzieję, że nastanie taki czas w moim Kościele, że już nie będzie się brało pod uwagę płci osoby kandydującej na stanowisko proboszcza czy biskupa, lecz jedynie jej kompetencje i talenty dane przez Boga.

ks. Karina Chwastek-Kamieniorz

Ile lat jest Pani w służbie jako ewangelicka duchowna?

 Mam za sobą 22 lata służby – 4 lata w parafii w Łodzi i 18 lat w parafii w Goleszowie.

Co przez ten czas było największym wyzwaniem?

Największym wyzwaniem było i nadal jest przekonać nieprzekonanych, to znaczy tych, którzy z dużym dystansem podchodzą do roli kobiety duchownego. To szczególnie trudne zadanie w gronie księży. Wielu z nich nadal nie akceptując kobiet diakonów w swoich szeregach, okazuje swoją niechęć lekceważeniem czy niestosownymi uwagami.

Z jakimi nadziejami przystępuje Pani do służby księdza?

Mam nadzieję, że wprowadzenie ordynacji kobiet na księży, a tym samym równouprawnienie bez względu na płeć wzmocni naszą pozycję w strukturach Kościoła oraz ograniczy na przykład nierówności w wynagrodzeniu.

Od momentu ordynacji na księdza zakres moich obowiązków się nie zmienia, ponieważ od lat z powodzeniem wykonuję służbę duszpasterską w parafii. Ze strony parafian nigdy nie spotkała mnie żadna przykrość, wręcz przeciwnie, odczuwam pełną akceptację i uznanie dla mojej aktywności jako duchownej.

ks. Katarzyna Kowalska

Ile lat jest Pani w służbie jako ewangelicka duchowna?

 Jestem duchowną od 27 czerwca 2020 roku.

Co przez ten czas było największym wyzwaniem?

Paradoksalnie największym wyzwaniem był dla mnie brak służby. Po ordynacji nie zostałam od razu skierowana do służby w Kościele. 5-miesięczne oczekiwanie na delegację było bardzo stresujące i przykre. Z dniem 1 grudnia 2020 r. zostałam skierowana do służby w Centrum Misji i Ewangelizacji w Dzięgielowie, oddalonym od miejsca mojego zamieszkania. Początkowo ta odległość wydawała się największym wyzwaniem, jednak szybko okazało się, że nie jest to znacząca przeszkoda i można efektywnie pracować również zdalnie oraz dojeżdżając.

Z jakimi nadziejami przystępuje Pani do służby księdza?

 Przede wszystkim mam nadzieję, że Pan Bóg będzie używał mnie w tej służbie według swojego planu. Przez lata pracy w Kościele jako osoba świecka przekonałam się, że często sami widzimy się w zupełnie innej służbie, a Bóg chce nas używać inaczej. Ja sama od dawna marzyłam o tym, aby w mojej pracy poświęcić się duszpasterstwu wśród seniorów, duszpasterstwu osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin. Pan jednak postawił mnie do pracy z dziećmi. Staram się więc nie planować i nie realizować własnych wizji, ale oddać się w Boże ręce i ufać, że On ma dla mnie najlepszą drogę.


„Zwiastun Ewangelicki” 10/2022