miniatura

Jakże tragicznie brzmią słowa Jezusa: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27,46). Umiłowany Syn, zawsze wierny, zawsze posłuszny, miłujący wybrany lud i umiłowany przez tych, których wyrwał ze szponów kalectwa lub śmierci i tych, którzy stali się Jego uczniami. Mówiąc te słowa czuł się zupełnie samotny, mimo tłumu, który przyszedł oglądać ten tragiczny spektakl śmierci. A On czuł się samotny, bo nawet Jego uczniowie ze strachu ukryli się. Pod krzyżem stała tylko pełna łez Jego matka ze swą siostrą i Magdalena – te trzy, które Go nigdy nie opuszczały – i Jego ulubiony, najwierniejszy uczeń. Te ręce, którymi niedawno błogosławił, leczył, przywracał do życia – teraz przybite do drzewa cierpią niesamowity ból, rozerwane gwoździami. Krew z „korony”, której ciernie wbito mu głęboko w czoło, zalewa Mu oczy,[...]

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Jeśli już jesteś prenumeratorem . Nie masz konta? Dołącz do nas.