miniatura

„Wtedy idzie Jezus z nimi do ogrodu zwanego Getsemane i mówi do uczniów: Siądźcie tu, a Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił. I wziął z sobą Piotra oraz dwóch synów Zebedeuszowych, i począł się smucić i trwożyć. Wtedy mówi do nich: Smętna jest dusza moja aż do śmierci; pozostańcie tu i czuwajcie ze mną. Potem postąpił nieco dalej, upadł na oblicze swoje, modlił się i mówił: Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich ominie; wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty. I wrócił do uczniów, i zastał ich śpiących, i mówił do Piotra: Tak to nie mogliście jednej godziny czuwać ze mną?”. Mt 26,36-40

Sześć niedziel pasyjnych widzę jako sześć stopni w drodze wiodącej na miejsce zwane Golgotą i jeszcze dalej, prowadzącej do otwartego o wielkanocnym brzasku grobowca. Sześć niedziel, zwanych po łacinie, od początkowych słów psalmów i innych tekstów biblijnych: Invocavit, Reminiscere, Oculi, Laetare, Judica i Palmarum, czyli Niedziela Palmowa oraz Wielki Tydzień – to szansa, by doświadczyć, dotknąć, wciąż na nowo przeżyć cud zmartwychwstania. Sześć niedziel – jak Psalmy 120-134, które Izraelici śpiewali przed wejściem do świątyni, po powrocie z niewoli babilońskiej do Jeruzalem. To tylko metafora, ale jak bardzo czytelna! Z niewoli grzechu – poprzez cierpienie i śmierć Pana Jezusa – kroczymy ku zmartwychwstaniu i wolności.

Dziś drugi stopień. Druga niedziela pasyjna, nazwana od słów Psalmu 25,6 Reminiscere: „Pamiętaj, Panie”. Klasyczne żądanie człowieka. Jakże śmiała to modlitwa psalmisty Dawida! Jak współczesna, bo roszczeniowa! I wyznaczony tekst kazalny z Ewangelii Mateusza 26,36-46, niespodziewany, który już teraz wprowadza nas w dramat Wielkiego Tygodnia, w sam środek ogrodu gęstego od oliwnych drzew. Jest noc. Tuż przed świętem Paschy wiosennego miesiąca nisan. Ta noc w ogrodzie Getsemane obnaża nie tylko Jezusowe napięcie, Jego bezbrzeżny smutek, ból duszy, potworny strach, który objawia się biologicznym skutkiem, tzw. hematohydrozją, co notuje wyłącznie ewangelista Łukasz (Łk 22,44), czyli kroplami potu zmieszanymi z kroplami krwi – na skutek ekstremalnego lęku.

Ta noc odsłania bezgraniczne posłuszeństwo Jezusa względem Boga, Jego bezgraniczną miłość do człowieka, pokazuje moc Jezusowej modlitwy. Obnaża też – albo przede wszystkim – naszą, ludzką niemoc. Odkrywa moją niemoc, brak czujności, znużenie, ucieczkę w sen, wątpliwą jakość mojej modlitwy.

Gdy czytam myśl Abrahama Joshuy Heschela: „Modlitwa to dotarcie do granicy. Ziemia rozciągająca się za nią należy do Ciebie. Zabierz ode mnie wszystko to, co nie ma prawa wejść do Twego królestwa” – to widzę tamto szczególne miejsce, ogród oliwny. Patrzę na modlącego się w Getsemane Pana Jezusa – niedościgniony wzór. Widzę pogrążonych we śnie Piotra, Jakuba i Jana. I myślę bezczelnie: nie, to mnie nie dotyczy. Szukam wzrokiem tych, którzy nawet nie weszli tam, usiedli przed wejściem do ogrodu (por. Mt 26,36). Pewnie zasnęli, jak współtowarzysze Nauczyciela, by pojawić się w momencie aresztowania Jezusa i tchórzliwie opuścić Go, i uciec (por. Mt 26,56).

Tę myśl żydowskiego filozofa i teologa przywołuję również, gdy analizuję modlitewną postawę pasterza-króla, zarazem szlachetnego żołnierza, cudzołożnika i pokutnika – tak, jego – autora większości psalmów, czyli Dawida. I czekam na znak, czekam na cud, a nie dostrzegam, że cudem jest życie, znakiem – Słowo Boże. Pan codziennie Je daje i to On czeka, cierpliwie czeka na naszą, na moją przemianę. Przecież: „Rozjaśniasz ciemność moją; poszerzasz miejsce po którym kroczę; żyjesz, opoko moja. Dlatego chwalić Cię będę Panie” (por. 2 Sm 22, wybrane wiersze). Tak mi dopomóż, Boże wszechmogący. Amen.

2. Niedziela Pasyjna

„Zwiastun Ewangelicki” 5/2022