miniatura

– w 40. rocznicę śmierci biskupa Andrzeja Wantuły

 

Gdy 25 października 1931 roku ks. Andrzej Wantuła wygłaszał swe kazanie ordynacyjne w kościele apostołów Piotra i Pawła w Wiśle, zgromadzeni wierni nie przypuszczali, że stoi przed nimi ich przyszły proboszcz, z którym rozłączy ich wojenna zawierucha. Z pewnością nawet najbardziej dalekowzroczni nie śnili nawet, że oto stoi przed nimi przyszły biskup Kościoła Ewangelicko – Augsburskiego w Polsce i wiceprzewodniczący Światowej Federacji Luterańskiej.

Młody absolwent teologii oparł swe kazanie ordynacyjne na tekście z Objawienia Jana 3,11: „Oto idę rychło, trzymaj co masz, aby nikt nie wziął korony twojej”. Kazaniu temu przysłuchiwał się m.in. biskup Juliusz Bursche, który przyjechał z Warszawy do Wisły specjalnie na tę ordynację. Przypominając dziś postać bpa Andrzeja Wantuły trudno oprzeć się wrażeniu, że ów kazalny tekst z ostatniej księgi biblijnej miał dla całej jego życiowej drogi symboliczne znaczenie. Jego służba naznaczona była bowiem walką o utrzymanie tego, co miał on sam, najpierw jako proboszcz, później biskup Kościoła oraz o zachowanie i przetrwanie powierzonej mu wspólnoty Kościoła.

Ustroń 1925 rok, stoją w I rzędzie od lewej: Karol Blasbalg, Zuzanna Sztwiertianka, Emilia Śmiłowska, Karolina i Elżbieta Blasbalżanki, Andrzej Wantuła; w środku siedzi Julia Blasbalg, późniejsza żona bpa A. Wantuły

Początki służby w Kościele

Już okres studiów na Wydziale Teologii Uniwersytetu Warszawskiego syna ustrońskiego bibliofila i publicysty Jana Wantuły przynosi liczne świadectwa talentów przyszłego duchownego. W czasie studiów Andrzej Wantuła aktywnie zaangażował się w działalność w wielu stowarzyszeniach studenckich. Okazją do poszerzenia horyzontów i zaznajomienia się z światowymi nurtami w teologii były wyjazdy w latach 1929-1931 do Montpellier i Paryża oraz zupełnie niezwykła podróż do Ziemi Świętej, którą sfinansował mu ojciec.

W pierwszych latach swej służby duszpasterskiej w Wiśle angażował się ks. Andrzej Wantuła w organizację życia parafii i filiałów – pod jego opieką znalazła się utworzona w 1932 roku filia w Istebnej. Na płaszczyźnie społecznej działał w miejscowym oddziale Związku Polskiej Młodzieży Ewangelickiej, któremu w latach 1934-1936 prezesował. W grudniu 1934 roku ks. Andrzej Wantuła został wybrany przez zgromadzenie parafialne na stanowisko pierwszego proboszcza parafii w Wiśle. Rok później, dzięki staraniom proboszcza, udało się przeprowadzić elektryfikację wiślańskiego kościoła i rozpoczęto budowę Domu Zborowego, ukończoną w roku 1937.

W tym samym roku obronił na Wydziale Teologii UW pracę doktorską pt. Porządek kościelny Wacława Adama. Początki organizacji Kościoła Ewangelickiego na Śląsku Cieszyńskim. Ten okres życia Andrzeja Wantuły wypełniała również intensywna działalność publicystyczna i naukowa. Lata trzydzieste XX w. stanowiły najbardziej twórczy okres w jego działalności piśmienniczej – powstała wtedy jego ważna książka poświęcona życiu i twórczości ks. Jerzego Trzanowskiego. Zarówno dorobek naukowy, jak i bilans pracy parafialnej wiślańskiego proboszcza, który w dniu wybuchu II wojny świa­towej miał zaledwie 34 lata, wśród współczesnych mu budził niewątpliwie wdzięczność i szacunek.

Czas wojny

Wojna przerwała zarówno jego naukową, jak i kościelną karierę. Choć parafia wiślańska, zdominowana przez ludność rdzennie polską, początkowo nie była przedmiotem zainteresowania niemieckich władz, to jednak już w maju 1940 roku ks. Andrzej Wantuła został aresztowany przez gestapo. Po kilku dniach został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau, a następnie w Gusen. Trzy miesiące katorżniczej pracy w kamieniołomach obozu w Gusen były traumatycznym doświadczeniem w życiu Andrzeja Wantuły. W trakcie pobytu w obozie był on świadkiem śmierci z wycieńczenia swych trzech wiślańskich przyjaciół, organisty i kompozytora Jana Sztwiertni, drugiego proboszcza w Wiśle Władysława Pawlasa i wiślańskiego nauczyciela Michała Cieślara. Te obozowe doświadczenia opisał później w przejmujących opowiadaniach Z doliny cienia śmierci.

Dzięki staraniom rodziny i przyjaciół został zwolniony z obozu i 26 listopada wrócił do domu w Ustroniu. O powrocie na parafię nie było jednak mowy. Po kilku miesiącach rekonwalescencji wiślański proboszcz pod naciskiem gestapo musiał podpisać niemiecką kartę narodową, tzw. Volkslistę kategorii III, obejmującą m.in. mieszkańców Śląska, a następnie podjął pracę w cieszyńskiej mleczarni jako pomocnik księgowego. W 1944 roku został wcielony do wojska – wpisani na niemiecką
listę narodowościową podlegali obowiązkowi służby wojskowej – i jako sanitariusz trafił na front zachodni, gdzie w marcu 1945 roku dostał się do angielskiej niewoli. Lata 1945–1948 spędził Andrzej Wantuła na emigracji w Wiel­kiej Brytanii. Tam też został mianowany naczelnym kapelanem wojsk polskich w Londynie.

Trudne lata powojenne

Powrót do Polski okazał się jednak doświadczeniem trudnym i bolesnym. Przez dłuższy czas nie mógł wrócić do swej wiślańskiej parafii ani rozpocząć kariery akademickiej na Wydziale Teologii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie zgodnie z zapewnieniami ks. Jana Szerudy kierującego wówczas Kościołem jako zastępca biskupa, miała na niego czekać Katedra Teologii Historycznej. W nowej rzeczywistości Polski Ludowej, ale także w Kościele, pojawiły się głosy krytykujące wojenne losy księdza Wantuły, podpisanie przezeń Volkslisty „trójki”. Nie wolno jednak zapominać o tym, że jej podpisywanie było dla Ślązaków obowiązkowe od 1944 roku, a za odmowę złożenia podpisu groziła kara śmierci. Gdy po ponad roku od powrotu do kraju, w 1949 roku sprawa zatrudnienia ks. Andrzeja Wantuły na uniwersytecie wciąż nie była załatwiona, m.in. ze względu na wspomniane głosy krytyczne, on sam zniechęcony tak pisał do dziekana tegoż wydziału ks. prof. Karola Wolframa: „Wydaje mi się, że skorom czarny, splamiony – to winienem pozostać między splamionymi, a więc na Śląsku, bo cały Śląsk jest splamiony”. Podobnie było z powrotem na parafię. Dopiero w sierpniu 1949 roku konsystorz skierował księdza Wantułę do pracy parafialnej w Wiśle.

„Orka na dwa pługi”

Wkrótce jednak rozpoczął się dla wi­ślańskiego proboszcza okres służby w wyższych gremiach władzy kościelnej. Już w roku 1950 został członkiem Synodu Kościoła, rok później wszedł w skład konsystorza. W roku 1954 został prorektorem nowo utworzonej Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Rozwój kariery naukowej i kościelnej sprawił, że już po dwóch latach konieczna okazała się przeprowadzka do Warszawy. W liście do przyjaciela sytuację tę wiślański proboszcz opisywał jako „orkę na dwa pługi”, której jego nadwątlone wojennymi wydarzeniami zdrowie nie mogło już dłużej sprostać.

Pożegnanie z Wisłą, z którą był tak mocno związany, miało miejsce w 1956 roku. Trzy lata później, 2 maja 1959 roku ks. Andrzej Wantuła został wybrany biskupem Kościoła Ewangelicko – Augsburskiego w Polsce. Bez wątpienia był dla wiślan ich przedwojenny proboszcz, który po latach wojennej zawieruchy i wielu powojennych perturbacjach zdołał wrócić do swej parafii, wielkim autorytetem.

Wantuła we wspomnieniach

Często we wspomnieniach bliskich mu osób pojawia się motyw mądrości wiślańskiego proboszcza. Wspomina o niej Jerzy Pilch, pochodzący z Wisły pisarz, w kontekście swej edukacji duchowej, w której znaczenie księdza, a potem biskupa Wantuły było „fundamentalne, zasadnicze i pierwsze”. Dla pisarza „Wantuła był mędrcem i był prawdziwie wierzącym w Boga księdzem (…), którego życie intelektualne nie kończy się na modlitwie, choć od modlitwy się zaczyna”. Również we wspomnieniach żony biskupa, Julii, pojawia się aspekt mądrości wiślańskiego proboszcza, która była jedynym w swoim rodzaju połączeniem zdolności intelektu z mocą żywej i prostej wiary. Zdarzało mu się, że wygłaszał kazania bez przygotowania. Te, zdaniem żony, były najlepsze. W swym wspomnieniu o mężu przytacza jego słowa: „Z tych trzech czynności (budowania, pisania i głoszenia kazań) najważniejsza była mi ambona. Miałem zawsze tyle do powiedzenia, że nie mogłem się nieraz doczekać niedzieli, by stanąć na ambonie i podzielić się ze zborownikami moimi myślami”. Przyszły biskup wprowadził w Wiśle tzw. nabożeństwa szkolne, które odbywały się w niedzielę rano przed głównym nabożeństwem. Na każdym z tych nabożeństw wygłaszał różne kazania. W efekcie wielu parafian chodziło na oba niedzielne nabożeństwa, chcąc usłyszeć oba wykłady Słowa Bożego. Po pewnym czasie do proboszcza zaczęli przychodzić ludzie z prośbą, by na obu nabożeństwach wygłaszał to samo kazanie, bo udział w dwóch zabierał im niemal połowę niedzieli.

Wantuła jako kaznodzieja

W 1975 roku ukazały się po raz pierwszy kazania biskupa Wantuły zatytułowane Okruchy ze Stołu Pańskiego. Postylla spotkała się z wielkim zainteresowaniem ze strony ewangelików, nie tylko na Śląsku Cieszyńskim. Publikacja szybko okazała się bestsellerem, a pięciotysięczny nakład rozszedł się błyskawicznie. Cechą języka kazań biskupa Wantuły była prostota stylu i umiejętność zwięzłego formułowania myśli. Sam autor tak definiuje wzorzec ewangelickiego kazania: „Kazanie powinno być jasne, przejrzyste i zrozumiałe, możliwie krótkie, lecz nie za krótkie”. Mimo naukowej kariery kaznodziei, kazania nie są przeintelektualizowane, a głębokie treści ujmuje autor w zrozumiały dla każdego czytelnika sposób. W kazaniach dominujące znaczenie mają treści biblijne, ale wzbogaca je autor także cytatami z literatury pięknej.

W treści kazania biskupa Wantuły były chrystocentryczne, osadzone w luterańskiej dogmatyce. Jednym z najważniejszych celów kaznodziei było umacnianie w słuchaczach ewangelickiej tożsamości przez podkreślanie związku między biblijnym zwiastowaniem a codziennym życiem chrześcijanina i jego zaangażowaniem w życie parafii. Jako kaznodzieja, duszpasterz i administrator był ks. Andrzej Wantuła przez swych parafian szanowany i podziwiany, ale było to uczucie odwzajemnione.

„Wisła to były wyżyny”

W tym sławnym zdaniu urzędujący już wówczas biskup Kościoła dał wyraz nie tylko swej nostalgii, tęsknocie do miejsca, z którym połączyły go najmocniejsze więzi, a których nawet wojna i trudne lata powojenne nie zdołały zerwać. W tym zdaniu kryje się również gorzka konstatacja, że lata spędzone w Wiśle, szczególnie przed wojną, były okresem najbardziej płodnym i twórczym w dorobku naukowym przyszłego profesora teologii ewangelickiej. Powojenna kariera naukowa Andrzeja Wantuły zbiegła się z jego powołaniem na biskupa Kościoła. Związane z tym obowiązki nie pozwoliły profesorowi Wantule na pełne poświęcenie się pracy badawczej. Była to, jakże dla całej jego służby charakterystyczna konieczność łączenia różnych pól działania, owa, jak sam wspominał, „orka na dwa pługi”.

Lata posługi biskupiej to okres wypełniony działalnością ekumeniczną na arenie międzynarodowej, a jednocześnie trudny okres budowania struktur Kościoła w rzeczywistości PRL-u. W trudnych latach stalinowskiego ucisku i gomułkows­kiej beznadziei musiał Wantuła zmierzyć się po raz kolejny z naciskiem ze strony władz, które żądały od niego informacji na temat sytuacji w Kościele. Bezpardonowe działania władz politycznych w stosunku do Kościoła przejawiały się w zamykaniu ewangelickich szkół i przedszkoli, prześladowaniu Mazurów, uważanych przez władzę ludową za Niemców, także ze względu na wyznanie. Pomny na doświadczenia wojenne uważał ks. Andrzej Wantuła, że jego obowiązkiem jest, zgodnie z tekstem ordynacyjnego kazania, utrzymać to, co ma – jako proboszcz, a później biskup – pod swą opieką. Dlatego zamiast konfrontacji, wybrał drogę rozmowy z obozem władzy. Mógł też reprezentować polski Kościół ewangelicki w różnych gremiach międzynarodowych i tam zabiegać o jego interesy.

W 1963 roku został wybrany II wiceprezydentem Światowej Federacji Luterańskiej (ŚFL) – był pierwszym zwierzchnikiem Kościoła ewangelickiego w Polsce, który sprawował tak wysoką funkcję w tej zrzeszającej luteran z całego świata organizacji.

Podczas obrad ŚFL, lata 60. XX wieku, od prawej: ks. Ryszard Trenkler, bp Andrzej Wantuła

Ostatni powrót do Wisły

Opuszczając Wisłę w 1956 roku ks. Andrzej Wantuła powiedział do żegnających go parafian: „Wrócę tu jeszcze do Was i poproszę o dwa metry na Groniczku”. Jego życzeniu stało się zadość – 19 czerwca 1976 roku wielotysięczne tłumy wiślan odprowadziły swego dawnego proboszcza na miejsce ostatniego spoczynku, na cmentarz na Groniczku. Zostawił po sobie liczne kazania, książki, artykuły i notatki. Skomplikowane koleje jego życia i myśli zawarte w publikacjach mogą
i dzisiaj pobudzać do twórczej refleksji i uczyć pokory wobec Boga i otaczającego świata, który obecnie nie jest polem tak ekstremalnych wyzwań, jakie były doświadczeniem biskupa Wantuły. Jednym z takich pobudzających do refleksji zdań jest „okruch” zanotowanych przemyśleń wiślańskiego proboszcza o Bożej miłości do człowieka:

„Wiesz, co mnie najwięcej w całym zwiastowaniu Jezusa zadziwia? To, że Bóg człowieka miłuje. Za co? To jest najbardziej nieprawdopodobne zwiastowanie! Ludzie się kłopoczą nieraz z innymi partiami Ewangelii, nie mogą sobie dać rady ze zwiastowaniem o końcu świata lub z opowiadaniem biblijnym o stworzeniu świata, ale to najbardziej nieprawdopodobne, przyjmują jako samo przez się zrozumiałe, jakoby to nie było ponad miarę wiary ludzkiej. Bo ono nam schlebia. Tymczasem gdyby każdy uważniej wejrzał w siebie i zapytał, za co też jego ma Bóg miłować, za co ma nas miłować, toby zdrętwiał”.

„Zwiastun Ewangelicki” 13-14/2016