miniatura

Dzień i noc są podstawowymi jednostkami czasu ustanowionymi przez Pana Boga pierwszego dnia tworzenia przez Niego świata. Od tej chwili słońce zaczęło rządzić dniem, a księżyc nocą, oddzielając je od siebie. W zależności od położenia księżyca i słońca na nieboskłonie, ludzie nauczyli się wyznaczać porę dnia i nocy. Przez długi czas nie potrzebowali dodatkowych pomocy.

Wraz z kolejnymi pokoleniami do codziennego życia ludzkości wkraczać zaczął postęp natury technicznej. Gdzieś około dwóch tysięcy lat przed naszą erą w Egipcie wymyślono pierwsze urządzenie do dzielenia doby na mniejsze części, czyli zegar. Tarcza w kształcie koła ułożona na ziemi, zaś w środku umocowany prosty kij lub pręt. Aby taki zegar mógł prawidłowo funkcjonować, konieczna była całodzienna obecność słońca na nieboskłonie. Kolejne godziny wyznaczał cień kija lub pręta na równo podzielonej tarczy. Gdy jednak niebo było zachmurzone, zegar był nieczynny.

W późniejszych wiekach zaczęto ulepszać czasomierze. Wszystko po to, aby precyzyjniej uchwycić upływający czas i podzielić dobę, a tym samym uzyskać możliwość planowania życia. O tej godzinie to, a zaś o innej tamto. Człowiekowi wydawało się, że dzięki temu będzie miał każdy nadchodzący dzień pod kontrolą. Jeżeli na określoną godzinę coś zaplanuje, to tak się stanie. Czyż można zaprzeczyć słuszności takiego myślenia? Przede wszystkim bez zegara panowałby ogólnoświatowy chaos. Zegary wyznaczają moment rozpoczęcia i zakończenia pracy, przyjazdów i odjazdów pociągów itp. To chyba dla wszystkich najważniejsza ich funkcja.

Wszystkie, coraz doskonalsze wynalazki do mierzenia czasu niby są dziełem ludzkich umysłów, ale czy tylko? Czyż nie jest w tym także obecne Boże działanie? Mamy XXI wiek i na każdym kroku coraz to nowocześniejsze urządzenia służą nam w codziennej pracy, a czasu brakuje nam coraz bardziej. Nie mamy kiedy odwiedzić starych rodziców, nie mówiąc już o rodzeństwie, czy dalszej rodzinie. O tym, że jeszcze żyją, dowiadujemy się najczęściej wtedy, gdy zachorują. Brakuje nam czasu na zwykłe międzysąsiedzkie spotkania. Cały tydzień wypełniony po brzegi różnego rodzaju obowiązkami. Wszystko musi się odbywać z zegarkiem w ręku. Jak szybko upływa czas – to najlepiej pokazuje wskazówka sekundnika. Jedno tyknięcie, którego przebiegu nie jest w stanie uchwycić nasze oko.

 Dla wielu z nas doba jest za krótka. Nieraz zadajemy sobie sami retoryczne pytanie: „Co, to już wieczór?”, zaskoczeni, że dzień już się kończy. A przecież nie wszystko, co zaplanowaliśmy, udało się nam wykonać. Nawet nocy brakuje na właściwy odpoczynek. Czasomierze, zamiast ułatwiać nam życie, czynią nas swoimi zakładnikami. Pojawia się refleksja: „Jutrzejszy dzień muszę lepiej zaplanować”. Znów po swojemu, bez uwzględnienia Bożej woli. Następnego dnia rano, po przebudzeniu stwierdzamy dysfunkcję swojego ciała. Nawet nie potrafimy wstać. Dopadła nas choroba – tego nie było w naszym planie! Zegar, wyznaczający nam codzienny rytm, dla nas się zatrzymał.

Wtedy dopiero dociera do nas myśl, że oto mimo swoich umiejętności nic nie możemy zrobić. I najczęściej dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę, że wszystko jest w rękach Boga. To On dla nas i naszego funkcjonowania wyznacza na wszystko czas według swojego zegara, a my z pokorą zmuszeni jesteśmy poddać się jego woli. Nie robi tego, aby nas ukarać, ale po to, abyśmy zatrzymali się choć na chwilę i zrewidowali swoje życie. Abyśmy obecności Boga na co dzień nigdy nie pomijali w naszych planach.

„Zwiastun Ewangelicki” 5/2021