miniatura

„Rzekła więc Marta do Jezusa: Panie! Gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój. Ale i teraz wiem, że o cokolwiek byś prosił Boga, da ci to Bóg. Rzekł jej Jezus: Zmartwychwstanie brat twój. Odpowiedziała mu Marta: Wiem, że zmartwychwstanie przy zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym. Rzekł jej Jezus: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to? Rzecze mu: Tak, Panie! Ja uwierzyłam, że Ty jesteś Chrystus, Syn Boży, który miał przyjść na świat. (…) Wielu więc z Żydów, którzy przyszli do Marii i ujrzeli to, czego dokonał Jezus, uwierzyło w niego”. J 11,21-27.45

Młody, zdolny architekt dowiaduje się, że jest poważnie chory. Diagnoza lekarska brzmi: nowotwór płuc. Rozpoczyna się walka o życie. Tak wiele zostało jeszcze do zrobienia. Budowa domu niezakończona. Syn nawet nie zaczął jeszcze mówić. To niemożliwe, żebym ja już teraz musiał umierać!

„Panie! Gdybyś tu był, nie byłby umarł tatuś mój”…

Wdowa, z dwójką prawie dorosłych dzieci jest przerażona, kiedy słyszy: wirusowe zapalenie wątroby typu C. Pierwsza wiadomość o chorobie wywołuje panikę, ale potem następuje wyciszenie i spokój. Jezus żyje z nim i ja – mawia. W szpitalu, na oddziale zakaźnym, kiedy ma tylko siłę, czyta innym pacjentom „Zwiastun Ewangelicki”. Sama chora, czyta bliźnim słowa nadziei, mówi o Bogu.

„Panie! Gdybyś tu był, nie byłaby umarła mamusia moja”…

Jakże często można usłyszeć takie westchnienia: „Gdybyś tu był, nie byłby umarł”…  A przecież jako ludzie wierzący wiemy, że Bóg jest. Wiemy, że jest z nami w dniach dobrych i złych, w chorobie i w zdrowiu.

Westchnienie takie pojawiło się także na ustach Marty z Betanii. Jej brat Łazarz zachorował. Razem z siostrą troszczyły się o niego. Miał najlepszą opiekę, a w razie czego miał Przyjaciela, który ślepym otwierał oczy, głuchym przywracał słuch. Jednak Jezus nie pojawił się w Betanii przy posłaniu chorego, choć wiedział o jego chorobie (por. J 11,1nn).

Dni mijają. Łazarz umiera. Wiele pytań pojawia się w sercach sióstr. Pytań, które zostają bez odpowiedzi. Czują się samotne, zranione i opuszczone. Głęboki cierń zawodu tkwi w ich sercach, bo przecież, kiedy było źle, posłały po Jezusa. On jednak nie przyszedł. Łazarz zostaje złożony w grobie. Po pogrzebie w sercach sióstr pojawia się pustka. W domu wszystko przypomina im brata: sprzęty, meble, ubrania Łazarza. Ale jego samego już nie ma. Powoli brutalna rzeczywistość dociera do ich świadomości, ale dochodzą także inne, dziwne głosy. Oto Jezus, po czterech dniach po pogrzebie, przybywa do Betanii. Marta nie wytrzymuje, biegnie Mu naprzeciw i wyrzuca to, co leży jej na sercu: „Panie! Gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój”.

To mocne słowa nagany. Ale Marta mówi to, co czuje. Chociaż najpierw dociera do nas, że robi Mu wyrzuty, to słyszymy, że jest w nich zawarta także wiara. Marta wierzy, że gdyby Pan Jezus zdążył, gdyby przybył na czas, miałby moc uzdrowić jej brata.

Choroba jest ciężkim doświadczeniem. Kiedy staje się codziennością, to staramy się być silni. Ufamy Bogu, że nas w tym nie zostawi. A jednak, modląc się modlitwą Ojcze nasz przy słowach: „Bądź wola Twoja” mimowolnie zatrzymujemy się – bo nie zgadzamy się, bo nie dopuszczamy do siebie myśli, że cierpienie, choroba, śmierć może być zgodna z wolą Boga. Walczymy. Próbujemy wydrzeć z rąk śmierci naszych bliskich.

Prorok Izajasz mówi: „Lecz jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasze i myśli moje niż myśli wasze” (Iz 55,9). Wierzę, że wszystko, co nas w życiu spotyka, nawet choroba czy śmierć naszych najbliższych, nie jest sprawą ślepego losu czy przypadku. Bóg dopuszcza cierpienie. Czasem jego sens jest przed nami ukryty, ale prędzej czy później zostanie nam objawiony. Marta i Maria już po czterech dniach poznały sens cierpienia. Cud wskrzeszenia z martwych pobudził do wiary o wiele więcej serc, niż cud uzdrowienia. Amen.

16. Niedziela po Trójcy Świętej

„Zwiastun Ewangelicki” 18/2020