miniatura

  Trzymam w rękach stary „Kalendarz Ewangelicki” z roku 1933. Pachnie kurzem i starością, na palcach zostawia brud. Przeleżał na strychu, rzucony pod strzechę, dobrych kilkadziesiąt lat. Na mocno pożółkłych, pomarszczonych kartkach widnieją znaki odciśnięte przez czas i przodków – zaschnięte owady, zasuszone kwiaty bratków i odręczne notatki stanowiące kronikę rodzinnych wydarzeń. Można w nich znaleźć nie tylko informacje, jaka była pogoda „od Łucyji do Wiliji”, bo przecież dawniej na podstawie aury panującej w tych 12 dniach do Wigilii Bożego Narodzenia prognozowano, jaka będzie pogoda w poszczególnych miesiącach nadchodzącego roku. Można tu także odczytać zapiski, kiedy kryte były poszczególne zwierzęta gospodarskie albo dowiedzieć się o zaciągniętej pożyczce, ale też o rodzących się w rodzinie dzieciach, czy innych[...]

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Jeśli już jesteś prenumeratorem . Nie masz konta? Dołącz do nas.